1 listopada 2015

Nowa szafka Stockholm w naszym domu + kilka słów o salonie

Tydzień temu upolowaliśmy kolejny mebel w dziale sprzedaży okazyjnej IKEA. Pewnie część z Was nie wie, ale żółta witryna, która stoi w naszym salonie, to łup z zeszłego roku - standardowa cena to 1299 zł (jeśli nie wierzycie, sprawdźcie sami na stronie sklepu), a my ostatecznie kupiliśmy ją za 390 zł (pisałam o tym TUTAJ). Tym razem negocjacje nie poszły aż tak dobrze, ale też nie mogę narzekać.

Kupiliśmy szafkę Stockholm z dwoma szufladami. Stockholm, czyli ta sama seria, co witryna. W tym momencie nie mamy na nią za bardzo miejsca pod ścianami w salonie (dwa okna, kaloryfer, kolumna i murek robią swoje... cały salon możecie zobaczyć TUTAJ, TUTAJ lub TUTAJ), ale szkoda by było stracić taką okazję! Cena takiej szafki w sklepie to 1499 zł; w dziale wyprzedaży była wystawiona bodajże za 999 zł; my kupiliśmy za 550 zł. Miesiąc stała nim udało się przekonać panów do takiej zniżki. Ale o samym łapaniu okazji w IKEA napiszę Wam osobny post. Teraz zobaczcie, co właściwie kupiliśmy i gdzie postawiliśmy :) 







Szafka stanęła za murkiem pomiędzy kuchnią i salonem. Niezbyt reprezentacyjne miejsce, ale bez większego przemeblowania, to był jedyny wolny fragment ściany w pokoju. Gdyby tu się nie zmieściła, powędrowałaby do naszej sypialni. Zależało mi jednak na jakiś szafkach w salonie - dotychczas wszystkie papiery, kabelki, dokumenty... wszystko stało na wierzchu lub w witrynie (czyli de facto też na wierzchu). Mogliście zwrócić uwagę na niektórych zdjęciach, że w witrynie mamy jakieś kłębowisko rzeczy. Ale naprawdę - najbliższe szuflady na drugim końcu korytarza w naszej sypialni, a niektóre rzeczy przecież muszą być pod ręką! Teoretycznie mogliśmy jeszcze szafki kuchenne wykorzystać, ale chyba nie o to chodzi w rozsądnym planowaniu przestrzeni.

Podsumowując, cieszę się z tego zakupu jak z mało czego! I już myślę nad kolejnym przemeblowaniem salonu... a może też nad jakąś większą zmianą? Usunięcie murka wciąż kusi! :) 

A jak już w salonie jesteśmy, to mam dla Was jeszcze dwa ujęcia szklanej lampy, o której pisałam Wam ostatnio TUTAJ. W komentarzach zwróciliście uwagę, że lampa trochę ginie na tle książek. Nie mogę się z tym nie zgodzić (w końcu sama też zwróciłam na to uwagę w poście!), ale prawdą też jest, że z perspektywy osoby siedzącej przy stole (trochę jak na poniższym zdjęciu), książki są zupełnie z boku. W zależności od miejsca, lampa jest na tle okna, ściany lub białej kolumny. Tak więc bez obaw - na co dzień mamy na nią dobry widok :) 






Książka z ostatniego zdjęcia tak naprawdę nie jest książką, tylko notatnikiem z gładkimi stronami. Pokazywałam Wam to już w ramach ciekawostki na instagramie i bez problemu się domyśliliście - autorką wyklejanki z okładki jest Wisława Szymborska :) 

Lubię takie formy promowania czyjejś twórczości. Nie poprzez wystawianie w muzeum, tylko poprzez tworzenie przedmiotów codziennego użytku. Więcej na ten temat mówiłam we vlogu koło 6:15:  




Notatniki z Wisławą Szymborską mamy dwa: ten bordowy ze zdjęcia [KLIK] i drugi z krukiem [TU możecie zobaczyć, jak wygląda]. Są wydane jak książki, bardzo elegancko, więc z moim brzydkim charakterem pisma trochę boję się w nich pisać, ale bardzo mi się podobają :)

Trochę odbiegłam od głównego tematu! Wybaczcie :) 

Dajcie znać, co sądzicie o naszej nowej szafce. I jak Waszym zdaniem powinniśmy ustawić teraz meble w salonie, by było najsensowniej? Mi już świta jeden pomysł, ale jestem ciekawa Waszych opinii.