Rozwód

29 listopada, 2022

Gdy zobaczyłam, że najpopularniejszym hasłem wyszukiwanym w kontekście bloga wnętrzarskiego, którego prowadzę z wielkim zaangażowaniem od ponad dziesięciu lat, jest "wnetrza zewnetrza rozwód", to myślałam, że się przewrócę ze śmiechu. Chociaż nie ukrywam, że to taki śmiech przez łzy. Nie od dziś wiem, że byle prywata cieszy się większym zainteresowaniem niż urządzanie mieszkania. Ponieważ jednak nasze domy są odzwierciedleniem naszego życia i rozwody również odbijają się na ich wyglądzie, potraktujmy tę zabawną sytuację jako dobry pretekst do pochylenia się nad tym zagadnieniem na poważnie.

Rozstania to nie są łatwe tematy. Jest to wyjątkowo trudne doświadczenie na poziomie emocjonalnym - w końcu tracimy kogoś, kogo mogliśmy przez wiele lat postrzegać jako najbliższą nam osobę, nasze największe oparcie w trudnych chwilach (a teraz z trudną chwilą musimy poradzić sobie sami). Jest to też jednak dodatkowo trudne organizacyjnie, gdy się razem mieszka, wychowuje wspólnie dzieci czy razem pracuje. Każdy sobie radzi z tym trochę inaczej. Są jednak pewne elementy wspólne większości ludzi, dlatego powszechnie mówi się o kilku typowych etapach żałoby (bo po rozstaniu przeżywa się żałobę podobnie jak po śmierci bliskiej osoby; z tą różnicą, że po rozstaniu może pojawiać się jeszcze etap nadziei na uratowanie związku).

Na podobnej zasadzie wydzieliłam kilka etapów, których nasz dom może doświadczać razem z nami po rozwodzie. Podobnie jak przy żałobie, poszczególne etapy mogą pojawiać się w innej kolejności, mogą zamieniać się miejscami, mogą wracać... Po prostu może to wyglądać różnie. Myślę jednak, że te punkty rzucą sporo światła i wiele osób będzie w stanie odnaleźć w nich sytuacje z własnego życia.

Etap 1 - chaos

Gdy przechodzimy przez kryzys w życiu prywatnym, niektóre rzeczy mogą schodzić na dalszy plan. Gdy rozpaczamy, możemy mieć ochotę nie wychodzić z łóżka. Gdy działamy, możemy mieć na głowie więcej spraw do załatwienia niż normalnie. A gdy rozpaczamy i musimy działać równocześnie, jest ciężko. Świat się wali. I jest duża szansa, że porządki nie będą wtedy naszym priorytetem. Sterty brudnych naczyń w zlewie, kartony z rzeczami do przejrzenia, walizka po wyjeździe służbowym sprzed tygodnia... wszystko czeka.

Etap 2 - porządki

Przychodzi moment, gdy - choć serce krwawi - mózg podpowiada: weź się w garść. Ciężko się myśli. Ciężko się zmotywować. Ale schowanie naczyń do zmywarki wydaje się zadaniem na miarę naszych możliwości. Szybko widoczne efekty poprawiają nasz nastrój, więc łatwo wkręcić się w większe porządki. Schematyczne czynności, które nie wymagają myślenia, pomagają się wyciszyć. Zamiast myśleć o swoim nieszczęściu, zajmujemy się odkurzaniem. Przy okazji można się trochę zmęczyć, a aktywność fizyczna również wpływa korzystnie na nasz mózg w takich chwilach. Efekt jest taki, że dom lśni jak nigdy.

Etap 3 - pustka

Porządki to jednak też okazja do przejrzenia i podzielenia rzeczy, jeśli to my zostaliśmy w dotychczasowym domu. Chociaż z dużym prawdopodobieństwem, wciąż będzie się odnajdywać pojedyncze przedmioty partnera_ki jeszcze po wielu miesiącach od wyprowadzki, to jednak kluczowy przegląd na miejsce na początku. Jeśli całe wyposażenie kupowało się wspólnie, do podziału jest naprawdę sporo rzeczy. Kwestie większego wyposażenia czy podziału nieruchomości pewnie trzeba rozwiązać jakoś gotówkowo, ale z wieloma przedmiotami możemy być związani sentymentalnie i wtedy żadne pieniądze ich nie zastąpią. Jeśli tylko się da, dobrze przegadać, komu na czym zależy i podzielić się rzeczami w taki sposób, który będzie stosunkowo najmniej dotkliwy dla obojga.

Bez względu na to, czy zostaliśmy w dotychczasowym domu, z którego nagle zniknęło mnóstwo rzeczy, czy wprowadziliśmy się do nowego mieszkania, w którym jeszcze prawie nic nie ma, pustka dookoła może być przytłaczająca.

My podzieliliśmy się meblami. Kupowaliśmy je wspólnie, niektóre bardziej pode mnie, niektóre bardziej pod niego, a niektóre były rodzinnymi pamiątkami, więc bez sensu było, by wszystko zostało u mnie, a on musiał kupować od zera. Tak było sprawiedliwie. Wyjątek zrobiliśmy tylko dla pokoi dziecięcych - u mnie zostały po staremu, by nie dodawać dzieciom kolejnych zmian, a u taty dostali zupełnie nowy pokój z nowym wyposażeniem, co choć odrobinę mogło im osłodzić ten bardzo trudny czas.

Pamiętam, gdy wróciłam z kilkudniowego wyjazdu, weszłam do mieszkania, a w nim już nie było połowy mebli. Rzeczy, które w nich się znajdowały, były ułożone w stertach pod ścianami. W salonie stół bez krzeseł, w sypialni materac, a wokół niego narzędzia, książki, pościele, dokumenty. To było ok - tak się umówiliśmy i tego się spodziewałam. Jednak spodziewać się, a doświadczyć, to dwie zupełnie inne sprawy, zupełnie inne emocje. Taki pusty dom dobitnie uzmysłowił mi, co dzieje się w moim życiu. Nie ma tych samych wnętrz, nie ma już tego samego życia.

Etap 4 - reorganizacja

Puste półki i puste kąty mają jednak też swoje plusy. Skoro zaczynamy nowe życie, warto to zrobić w nowym wnętrzu. Możemy urządzić się po swojemu, nie idąc na (prawie) żadne kompromisy.

Oczywiście nie ma co się pozbywać dobrych mebli ani wpadać w zakupowe szaleństwo. Czasem wystarczy kupić tylko te zasłony, o których marzyło się od dawna, ale on_a byli totalnie na nie. A czasem nie trzeba nic kupować, a jedynie przeorganizować przestrzeń pod siebie. W końcu wszystkie najwygodniejsze półki w szafie są do naszej dyspozycji! Wiadomo, nie ukoi to bólu po rozstaniu, ale nie o to w tym chodzi. Skoro bierzemy się w garść i zaczynamy ogarniać swoje życie od nowa, dobrze ogarnąć też przestrzeń dookoła siebie. Te drobne przyjemności jak ładna łyżeczka w cukiernicy, która dotychczas była schowana w piwnicy, czy lampa wewnątrz szafy, która czekała na zamontowanie od lat, teraz mogą realnie poprawiać nam nastrój każdego dzień. To nie są jednorazowe przyjemności, tylko nasz codzienny komfort.

Wiele osób po rozwodzie "bierze się za siebie" - więcej sportu, lepsza dieta, nowe ubrania, nowa fryzura. Dla mnie na tej liście "nowe wnętrze" jest na pierwszym miejscu. Kupiłam nowe wyposażenie pod swój gust i swoje potrzeby. Przeorganizowałam ustawienie wielu rzeczy. Złożyłam meble, przemalowałam niektóre ściany, naprawiłam jakieś stare usterki, a nawet pierwszy raz w życiu kładłam listwy przypodłogowe! To wszystko dawało mi poczucie, że dam sobie ze wszystkim radę. Piłowałam i kleiłam z przyjaciółką, a z montażem frontów pomógł mi tata. Mogłam przekonać się, że są wokół mnie ludzie, którzy mogą mi pomóc.

Jeśli mierzycie się z tym trudnym okresem w życiu, życzę Wam dużo siły. To nie jest takie lekkie, jak może się wydawać. Mogą minąć lata, a wciąż smutek i żal mogą powracać. Czasem wspomnienia dobrych chwil będą przysłaniały powody, przez które doszło do rozstania. Ale z czasem znowu będzie miło. Czasem znowu będzie lżej. I w końcu te dobre chwile będą coraz częstsze. Tego Wam życzę.

A kto tu zajrzał tylko dla ploteczek, to potwierdzam: tak, mam za sobą dziesięcioletnie małżeństwo i jestem już po rozwodzie. Ponieważ otrzymałam wiele wyrazów współczucia i troski, to od razu chciałabym tylko dać znać, byście się niepotrzebnie nie martwili. Ciężko powiedzieć, że "jest ok", gdy trzeba zakończyć taki związek, ale zaraz miną dwa lata, więc mam to już poukładane, trzymam się i jestem dobrej myśli 🙂

Magda Motrenko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

usercartmagnifiercrossmenuchevron-down