3 stycznia 2017

Niebieska szafa

Latem w naszym domu pojawiła się nowa szafa. Potrzebowałam jednak kilku miesięcy, by zastanowić się nad jej wyglądem, a potem jeszcze kilku tygodni, by przygotować ją do pokazania Wam na blogu. Muszę przyznać, że praca nad dopracowaniem takiego mebla to sama przyjemność, więc trochę żałuję, że tę przygodę mam już za sobą. Z drugiej zaś strony czuję ogromną radość, że mogę się tym z Wami podzielić!

Zacznijmy od początku...


W upolowanie tej szafy zaangażowałam pół rodziny! Gdy na grupie Uwaga, śmieciarka jedzie zobaczyłam ogłoszenie, że Politechnika Warszawska pozbywa się starych mebli, a ich rezerwacja jest możliwa jedynie osobiście, akurat sama nie mogłam podjechać do centrum. Dlatego szafę wybrał i zarezerwował dla nas mój szwagier. Potem pomógł nam również przy transporcie. W międzyczasie pożyczaliśmy auto od mojego taty, a teścia ściągaliśmy do pomocy przy montażu szafy na dachu samochodu, bo po dwóch godzinach mocowania się, wciąż nie byliśmy pewni, czy dobrze się do tego zabieramy. 

Dlatego mam teraz do tej szafy wyjątkowy sentyment - stała się dla mnie pewnym symbolem wsparcia, jakie mamy w rodzinie. Bez nich to całe meblowe przedsięwzięcie skończyłoby się wcześniej niż się zaczęło! To super, że zawsze możemy na siebie nawzajem liczyć. 




Szafa, choć ogólnie w stanie niezłym, była jednak trochę zniszczona. Śmierdząca, brudna, popękana i z przeróżnymi ubytkami. Dlatego, chociaż z pozoru wyglądała nieźle, postanowiłam poddać ją sporemu odświeżeniu. Nie wiedziałam tylko jakiemu - bo jak tu się zdecydować na jedną wersję, gdy jest aż tyle możliwości?

Początkowo myślałam o zrobieniu białej szafy z kolorową wzorzystą tapetą na tylnej ściance. Wybrałam już nawet wzór - taki jak u Kasi na krzywej ścianie. Potem jednak zupełnie mi się odmieniło. No bo jak - my i biały mebel? Musi być kolorowo! Jak zaczęłam myśleć o kolorach, od razu przyszły mi do głowy dwa - jeden na zewnątrz, drugi w środku. Nawet pytałam Was o zdanie na fanpagu bloga, byście doradzili, które połączenie wygląda najciekawiej, ale nie byliście wcale jednogłośni i to tylko utrudniło mi ostateczną decyzję.




W końcu jednak pomyślałam, że skoro nie wiem jeszcze, gdzie mebel miałby stanąć i co miałoby się w nim znaleźć, bezpieczniej będzie postawić na jedną barwę. Niebieskich mebli jeszcze nie mieliśmy, chociaż bardzo lubimy ten kolor, więc postanowiliśmy pójść w tym kierunku. Ostatecznie stanęło na farbie Napoleonic Blue Annie Sloan.

Farby Annie Sloan to farby kredowe, które dają matowy efekt końcowy i olbrzymie możliwości w stylizowaniu mebli. Mi tym razem na żadnych specjalnych efektach nie zależało. Chciałam natomiast, by szafa zachowała swój wyjątkowy charakter, a samo malowanie nie było dla mnie zbyt wymagające.




Uczestniczyłam kiedyś w warsztatach prowadzonych przez Annie Sloan i bardzo zapadła mi w pamięci historia o tym, skąd wziął się u niej pomysł na stworzenie swoich farb. Annie miała małe dzieci i próbowała opiekę nad nimi pogodzić ze swoją pasją. Dlatego potrzebowała farb, które będą proste w użyciu, uniwersalne i wytrzymałe. 

Sama jestem mamą, więc w pełni rozumiem tę potrzebę. Gdybym przed malowaniem miała poświęcić dużo czasu na przygotowanie podłoża, mój stosunek do renowacji mebli mógłby być zdecydowanie mniej pozytywny niż obecnie! 




Zabraliśmy się do pracy!

Zdemontowaliśmy drzwi (co nie było takie proste, bo śruby po latach straciły swoje właściwości). Zamówiliśmy nowe szyby u szklarza (gdyż stare słabo się trzymały, a w dodatku jedna z nich była pęknięta, co przy dzieciach mogłoby się źle skończyć). Umyliśmy szafę wodą z sodą (by zabić zapachy). Zaszpachlowaliśmy wszystkie ubytki. Pomalowaliśmy szafę dwoma warstwami farby. Całość zawoskowaliśmy. Odebraliśmy szyby. Przykręciliśmy drzwi i włożyliśmy półki z powrotem na miejsca. 



I gotowe!

Niby nic skomplikowanego, ale wszystko bardzo czasochłonne. Dlatego cieszę się, że mam chociaż dostęp do farb, które nie wymagają szlifowania całego podłoża! Co prawda, przy farbach kredowych zamiast szlifowania dochodzi woskowanie, jednak nakładanie wosku jest dla mnie o wiele przyjemniejszą czynnością i zabiera mi o wiele mniej czasu. 

Woskowanie nie brudzi tak strasznie jak szlifowanie!




Po przemalowaniu postanowiliśmy szafę udoskonalić i dorobić w niej jeszcze gałki. Dzięki nim dużo łatwiej się sięga do środka. Podejrzewam, że kiedyś rolę uchwytu do otwierania drzwi pełnił kluczyk, ale u nas chciałam tego uniknąć, bo znając moje dzieci, klucz zapodziałby się po kilku dniach!

Do niebieskiej szafy wybraliśmy mosiężne gałki LUCIOLA ze sklepu Plankton dla domu. Zaprojektowane przez Olę Munzar, wykonane w Polsce. Bardzo precyzyjna robota, a i materiał cudny. Kolorystycznie rewelacyjnie komponują się z Napoleonic Blue. 




Niebieska szafa na razie stanęła w salonie, w dotychczasowym miejscu żółtej witryny. Szkoda, że nie mamy dość miejsca, by oba meble stały blisko siebie, bo świetnie razem wyglądają. Mają podobną wysokość, a ich kolory fantastycznie się ze sobą łączą. Żółty z niebieskim to jest to!

Gdy jeszcze rozważaliśmy dwa kolory dla naszej niebieskiej szafy, myśleliśmy w dużej mierze właśnie o takim połączeniu - niebieski Napoleonic Blue z żółtym English Yellow. Te kolory muszą razem wyglądać znakomicie!




Teraz żółta witryna stanęła po przeciwnej stronie salonu, lekko przysłonięta murkiem, ale i tak jest dobrze widoczna. Odbija się w szybie na zdjęciu powyżej.




Kolor niebieskiej szafy nie od razu był taki, jak go teraz widzicie. Z początku był odrobinę jaśniejszy i dopiero woskowanie nadało mu głębi. Wykorzystałam do tego wosk bezbarwny Annie Sloan.




Nowy kolor w naszym salonie to był rewelacyjny pomysł. Szara sofa, żółta witryna, czerwone i zielone krzesła, a teraz też niebieska szafa. To dla mnie idealny zestaw! Jest w sam raz - z jednej strony kolorowo, z drugiej strony żaden z kolorów nie przytłacza. 

Dlatego też bardzo się cieszę, że zdecydowałam się właśnie na ten odcień niebieskiego. Nie każda barwa dobrze się łączy z innymi, a ta zdaje się być wyjątkowo uniwersalna. Nasza niebieska szafa dobrze wygląda w połączeniu z każdym innym meblem, jaki tylko mamy w domu, a to już naprawdę dobrze!

Dajcie znać, jak Wam się podoba. Czy podzielacie moją entuzjastyczną opinię na temat tego koloru? Co sądzicie o metamorfozie szafy? Czekam na Wasze komentarze :)



Post powstał przy współpracy z marką Annie Sloan.