30 października 2017

Gorsze dni?

Zastanawiałam się, jak zacząć ten post. Chciałam powiedzieć "przydarzyło mi się coś śmiesznego", ale to raczej będzie nie na miejscu. Nie znacie mnie aż tak dobrze, by wiedzieć, że nadużywam tego określenia. Dla mnie wszystko, co zaskakujące, jest też śmieszne. Nie żebym się śmiała! Po prostu tak mówię. Wiem, że to bez sensu i staram się powstrzymywać, ale to czasem silniejsze ode mnie. 
Śmieszne. Jedno niewinne słówko, które może wszystko popsuć!

Śmiech też może dużo popsuć, a to moja reakcja na stres. Nie taki głośny, jak podczas spotkań z przyjaciółką, tylko zwykły szerszy uśmiech. Nawet lubię tę przypadłość, bo od razu wprowadza lepszą atmosferę na egzaminach ustnych, ale zdarza się, że mój pozorny dobry humor zostaje odebrany jako niepoważne podejście do sprawy i to już nie jest mi na rękę. Ja raczej wszystko traktuję serio, ale praca w zakładzie pogrzebowym ewidentnie nie jest mi pisana.

To teraz, jak już trochę więcej o mnie wiecie, wyobraźcie sobie, że stoję tu taka roześmiana przed Wami i mówię:
- Mam depresję. Ale śmiesznie!

Sęk w tym, że to nie jest przykład wyssany z palca. To prawda.



Chcieć to móc - takie motto obrałam sobie dawno temu. Teraz dziwnie się czuję, bo już nie tyle nie mogę, co z reguły nawet nie chcę. Dziwnie mi samej ze sobą. 

Niepokojące objawy zauważyłam już dawno. Wy też mogliście je zauważyć - zajrzyjcie do archiwum postów, to szybko się zorientujecie, o czym mówię. Jedak dopiero ostatnio uznałam, że ta normalna dla każdego sinusoida nastroju ma u mnie zbyt niepokojącą linię trendu, a ja coraz bardziej jestem do siebie samej niepodobna. W związku z tym, wybrałam się do lekarza. Bo czemu nie?


Szczerze mówiąc, gdy dostałam diagnozę i leki, sama w to trochę nie wierzyłam. Ale poszłam do innego lekarza, tym razem z polecenia, i wyszło na to samo, więc już nie będę się upierać. Czułam, że coś jest nie tak, ale ja i depresja? No proszę! Przecież nie zawalam obowiązków (na razie) i nie mam myśli samobójczych! A jednak. 

Pani psychiatra powiedziała, że przyczyną może być zbyt intensywne życie. Jak to usłyszałam, to aż się uśmiechnęłam. Pomyślałam o moich znajomych, którzy podróżują, imprezują, uczą się i jeszcze więcej imprezują, a potem przypomniałam sobie, że sama większość czasu siedzę w domu i pracuję przy komputerze. Taka intensywność życia, że ho! ho! Żebym tylko zakwasów nie dostała! Ale gdy pani streściła to, czego chwilę wcześniej dowiedziała się o moim życiu, to musiałam jej przyznać rację. Nie da się w życiu robić wszystkiego! 

Już wiele razy rozmawialiśmy z Piotrem o tym, że musimy obrać konkretne kierunki i mocniej się specjalizować, ale nie udało się przejść od słów do czynów. Ciężko z czegoś zrezygnować, gdy wszystko jest takie ciekawe. Filmy, zdjęcia, teksty, blogi, nieruchomości, social media, home staging, kulinaria, wnętrza, marketing, dewocjonalia, sklep internetowy... a to tylko praca. Do tego dochodzą wszystkie kwestie z życia prywatnego, jak dzieci, zwierzęta, studia, szkolenia, przeprowadzki, remonty, choroby, operacje, pogrzeby, poronienia, samobójstwa, narkotyki, karetki, kłótnie, rozwody... Nie mogę powiedzieć, że jest nudno! Ja nawet lubię, jak się dużo dzieje. Ale wygląda na to, że mój organizm nie podziela mojego entuzjazmu.




Pomyślałam, że podzielę się z Wami moimi doświadczeniami. Nie będę opisywać swoich objawów, bo nie chodzi o to, byście mnie diagnozowali czy żeby było Wam mnie żal. Co to, to nie! Po prostu nie chcę, byście myśleli, że wszystko gra, gdy tak nie jest. 

Podobno depresja jest tematem tabu. Dla mnie nie. Z naszymi przyjaciółmi rozmawiamy o takich sprawach normalnie. Wizyty u psychiatry czy seksuologa to żaden wstyd. To fajne, że można konsultować swoje problemy ze specjalistami i dzięki temu wyciągać z życia jak najwięcej. Myślę, że takie swobodne podejście do tematu pomogło mi zdecydować się na pierwszą wizytę. Ale gdy przyszłam i zobaczyłam, że na drzwiach gabinetu nie ma informacji, jaki lekarz przyjmuje w środku, dotarło do mnie, że dla większości to chyba jednak wciąż wstydliwy temat. Dlatego też tym chętniej Wam o tym wszystkim opowiadam. Może jest wśród Was ktoś, kto czuje, że życie wymyka się spod kontroli, a boi się coś z tym zrobić. Gdybyście mieli jakieś pytania, piszcie śmiało. W Waszym otoczeniu też na pewno niejedna osoba boryka się z podobnymi problemami, nawet jeśli o tym nie wiecie. W końcu ja też nie chodzę i nie opowiadam o tym na około.

Na koniec polecę Wam panel w temacie z tegorocznego Blog Forum Gdańsk i przede wszystkim cały kanał Hani Es, która nie tylko opowiada o swoich doświadczeniach z depresją czy szpitalem psychiatrycznym, ale też dzieli się ciekawymi informacjami dotyczącymi naukowego spojrzenia na różne zaburzenia. Zobaczcie chociaż jeden z poniższych filmów (myślę, że szczególnie ważny jest ten ostatni).





Trzymajcie się ciepło!