14 września 2017

Czy katalog 2018 faktycznie jest aż taki słaby?

Ho, ho, ho, w blogosferze zawrzało! Po paru latach samych zachwytów, chyba pierwszy raz pojawiły się głosy przeciwko nowemu katalogowi Ikei. Na pierwszy tekst w tym temacie trafiłam u Magdy z bloga U Mamusi Muminka. Jeśli było coś wcześniej, napiszcie w komentarzach.

Streszczę Wam, jak wygląda sytuacja. Magda w swoim poście zwraca uwagę na niedobór interesujących nowości, brzydkie połączenia kolorystyczne i inspirowanie nas wnętrzami, którymi nie powinniśmy się inspirować (główny zarzut dotyczy ciemnych barw - większość z nas jednak nie mieszka w wysokich i jasnych wnętrzach; ale pojawił się też przykład nieciekawej łazienki w wynajmowanym mieszkaniu, którą Ikea chciała trochę udoskonalić swoimi akcesoriami). 

Czy faktycznie jest aż tak źle? Nie wydaje mi się.



Nim przejdę do rzeczy, chciałabym coś podkreślić. Przeczytajcie tekst U Mamusi Muminka i nie myślcie, że znajdują się tam jakieś hejterskie bzdury. Magda zwraca uwagę na istotne kwestie i dobrze uzasadnia swoje zdanie. Co więcej, wskazuje też pozytywne strony najnowszego katalogu. Chwali cudne złote sztućce (którymi sama też się zachwycam, więc to chyba niekwestionowany faworyt dzisiejszego zestawienia) oraz sztuczny liść monstery (tego entuzjazmu nie podzielę ze względów ideologicznych; mam olbrzymi dystans do plastikowych roślin).

Wierzę, że możemy wspólnie zastanowić się nad tematem, a wymiana różnych poglądów tylko nas ubogaci i pozwoli szerzej patrzeć na świat. To dotyczy też Was, komentujących! Dlatego nie bójcie się zostawiać swoich myśli pod postami :)


Zacznijmy od kolorów. 

Nie mogę się zgodzić z krytyką pojawiających się barw, bo sama je bardzo lubię. Przynajmniej każdą z osobna, bo faktycznie błękitny i pomarańczowy obok siebie nie do końca mi leżą. Ale okładkowy zestaw różowego z żółtym? Już nie raz (TU czy TUTAJ) dałam jasno do zrozumienia, że te dwa kolory razem wyglądają cudnie! Może faktycznie brakuje trochę bieli, która pozwoliłaby złapać oddech, a zielony, który przełamuje to cukierkowe zestawienie, raczej ograniczyłabym do roślin, ale i tak jest dobrze. Zeszłoroczna okładka prezentująca ludzi przy stole wcale nie była ciekawsza. 


Poniższe zestawienie z kolekcją YPPERLIG budzi we mnie bardziej mieszane odczucia. Chociaż kolory są właściwie te same, nie do końca rozumiem ideę prezentowania minimalistycznych szaro-czarnych mebli w takim barwnym otoczeniu.
Z jednej strony przesłanie jest jasne - minimalistyczne meble odnajdą się w mieszkaniu bez względu na kolor ścian. Z drugiej strony mam jednak zgrzyt, bo jak ktoś kocha kolory aż tak mocno, by malować ściany intensywnymi barwami, to raczej w meblach też będzie wolał poszaleć. 
Wolałabym zobaczyć bardziej spójną aranżację.


Z tymi kolorami są dwa problemy. 

Po pierwsze, Ikea ewidentnie nie wiedziała, na jaką paletę się zdecydować i wszędzie jest dużo różnych barw. Efekt jest taki, że fani różowego są niezadowoleni z bliskości zielonego, a fani niebieskiego oburzą się bliskością pomarańczowego. Pod tym względem ciężko się z Magdą nie zgodzić. Rok temu było zdecydowanie więcej zestawień w neutralnych barwach, a kolory pojawiały się raczej w dodatkach i były bardziej stonowane.

Drugi problem jest taki, że kolory na zdjęciach wyglądają zupełnie inaczej na komputerze, a inaczej w katalogu, który ma cienkie strony i kiepską jakość wydruku. Gdy przygaszona zieleń jest trochę bardziej przygaszona, nikt na to nie zwróci uwagi. Ale gdy zaczynamy łączyć pomarańczowy z różowym, a na to wchodzi żółty z błękitnym, to odcień każdego z tych kolorów ma olbrzymie znaczenie.

Dlatego przejdźmy lepiej do nowości. 


Złota kratka MYRHEDEN (49,99) do przypinania karteczek na żywo wygląda naprawdę fajnie, więc jeśli kogoś zachwyciła moda na osiatkowane biura, Ikea zaprasza na zakupy. Haczyki na dole mnie nie przekonują, ale całość jest naprawdę ok.


Nowe fotele VEDBO (wysoki - 899, niski - 699 zł) wyglądają dobrze i są naprawdę wygodne. Nie mają grubych poduch i przypominają trochę tapicerowane krzesła, więc zdecydowanie się wyróżniają. Drewniane nogi dodają im stylu. Moim zdaniem to jedna z najistotniejszych tegorocznych nowości.


Jak już przy istotnych nowościach jesteśmy, muszę wspomnieć o krzesłach ODGER (279 zł), które są dostępne w trzech różnych kolorach: czarnym, brązowym i beżowym


Są zrobione z kompozytu drewna i plastiku. Mają wyjątkową strukturę, bardzo przyjemną w dotyku. Są proste, oryginalne i wygodne. Ponadczasowa forma i świetny pomysł na wykorzystanie surowców z recyklingu. Moim zdaniem te krzesła to hit!


Na instagramie pokazywałam już zegar SNOFSA (39,99 zł). Ładnie się prezentuje na zdjęciach i ewidentnie Wam się spodobał. Razem z klepsydrą TILLSYN (29,99 zł), sztućcami TILLAGD (249 zł), ramkami SILVERHÖJDEN (12,99 zł) i kratką MYRHEDEN (49,99 zł), wpisuje się w trend przełamywania ciemnych wnętrz złotymi dodatkami. 


Wciąż jednak pojawiają się też rzeczy w naturalnej drewnianej stylistyce. Przykładem fajnego projektu nawiązującego do mebli sprzed pięćdziesięciu lat jest seria SVALNÄS. To półki, szafki i biurka montowane na szynach ściennych. Z ich pomocą w prosty sposób możemy stworzyć wygodny zestaw dopasowany do naszych potrzeb, który dzięki wiszącej formie - inaczej niż w przypadku tradycyjnych meblościanek - wygląda naprawdę lekko.


Poniżej fajne połączenie brązowego z niebieskim, z wykorzystaniem serii SVALNÄS i krzesła ODGER


Oczywiście nie wszystko jest super. Metalowa seria VEBERÖD czy sofa EKEBOL zupełnie do mnie nie trafiają. Z pewnością odnajdą się w wielu projektach, ale dla mnie są zbyt udziwnione. Wolałabym, by ścianka działowa była tylko ścianką, bez półeczek na dole, a kanapa była bardziej domowa, mniej ogrodowa. Ale jasne, że nie wszystko musi się podobać wszystkim.


Podsumujmy.

Tak jak trzy i dwa lata temu pisałam nawet po kilka postów pokazujących najciekawsze rzeczy z nowych katalogów Ikea, tak teraz zupełnie nie czułam potrzeby dzielenia się swoimi wrażeniami. Nie zgadzam się z opiniami, że jest źle - po prostu nie jest aż tak super, co kiedyś. Zdecydowałam się napisać odpowiedź na krytykę dla równowagi, byśmy z zachwytu nie spadli od razu w wielkie rozczarowanie. Może to nie z katalogiem jest coś nie tak, tylko nasze oczekiwania zrobiły się zbyt wysokie?

Ostatnio zmieniło się coś jeszcze. Kiedyś Ikea była jedynym łatwo dostępnym cenowo sklepem, w którym pojawiały się fajne projekty nadążające za najnowszymi trendami. Teraz coraz częściej pozytywnie zaskakują nas kolejne sieciówki - Jysk ze swoimi skandynawskimi seriami, Salony Agata ze świetnymi sofami na nóżkach... nawet Biedronka potrafi nas zachwycić! W takiej sytuacji Ikea musi postarać się ująć nas czymś innym niż byciem na bieżąco. I jak tak patrzę na te krzesła z kompozytu, to ja już się domyślam, co to będzie.