30 kwietnia 2015

Jak pić 8 szklanek wody? Wyniki eksperymentu

Przez ostatni miesiąc próbowałam pić osiem szklanek wody dziennie. Skąd taki pomysł i dlaczego się na to zdecydowałam, wyjaśniłam (TUTAJ) rozpoczynając eksperyment. Dzisiaj opowiem Wam o swoich wrażeniach.



Osiem szklanek to (w przybliżeniu) półtora litra, a półtora litrowych butelek w zgrzewce wody jest sześć. Można więc przyjąć, że w miesiącu powinniśmy wypijać pięć zgrzewek wody. Jeśli w domu mieszkają dwie osoby, co miesiąc należałoby kupić i przynieść aż dziesięć zgrzewek. To dziewięćdziesiąt kilogramów! Nie wiem, jak wy, ale my mieszkamy na trzecim piętrze bez windy i średnio nam się uśmiechają takie zakupy. 

Dlatego z przyjemnością korzystamy z usługi HOD Stowarzyszenia Woda w Domu i w Biurze, polegającej na dostarczaniu wody bezpośrednio do domu. O umówionej porze przyjeżdża pan dostawca, zabiera puste butle (dzięki czemu nie musimy sami ich wynosić na śmietnik) i zostawia pełne. Potem sami mocujemy taką butlę na naszym domowym dystrybutorze i już możemy cieszyć się wygodnym dostępem do wody, i to zarówno schłodzonej, jak w temperaturze pokojowej. Wygodne i piękne w swojej prostocie!

Ale zdradzę Wam, że raz nam się kiedyś zdawało, że znaleźliśmy sposób na ciężkie zakupy. Korzystając z jakiejś promocji zamówiliśmy dziesięć zgrzewek w ramach zakupów online. Pomijając już fakt, że pan dostawca wnosił je na pięć razy i było to dla mnie bardzo krępujące, gdy widziałam, jak strasznie jest przez nas zmęczony, to jeszcze te wszystkie butelki zupełnie opanowały nasze mieszkanie! Puste już nawet mieściły się w koszu... Nigdy więcej nie zdecyduję się na coś takiego, zwłaszcza teraz, gdy już przetestowałam HOD i jestem naprawdę zadowolona!




Pewnie jesteście ciekawi, czy faktycznie udało mi się pić osiem szklanek dziennie. Niestety nie! Po pierwsze, w czasie Wielkanocy u rodziny zamiast wody piłam herbatę i soki. Po drugie, gdy Lena na dziesięć dni wylądowała w szpitalu, zupełnie o piciu zapomniałam. Przyznaję bez bicia - szpital wszystko wywrócił do góry nogami! Ale dzięki temu zauważyłam, że faktycznie bez wody czuję się dużo gorzej. Usta wysychają, zaczynam je oblizywać. Pojawia się potrzeba zajadania, jakbym była głodna, chociaż dopiero co jadłam. Trudniej o skupienie. Całe szczęście ten etap mamy już za sobą! A w normalnych okolicznościach faktycznie piłam między sześć a dziesięć szklanek dziennie :)

Zaczynając eksperyment pisałam, że nie lubię wody. Nie kłamałam! Pierwsze szklanki były dla mnie kosmicznie trudne do wypicia. Nie będę wdawać się w szczegóły, uwierzcie na słowo. Natomiast to już minęło! W ciągu kilku dni przyzwyczaiłam się na tyle, że teraz bez problemu mogę wypić nawet trzy szklanki na raz! I chociaż mój eksperyment się kończy, dalej będę piła wodę.




O czym warto pamiętać próbując podjąć podobne wyzwanie?

* Nie ma problemu z piciem 8 szklanek dziennie, gdy woda jest blisko. Gdy siedzę przy stole, a przede mną stoi dzbanek; gdy leżę na sofie, a dystrybutor mam na wyciągnięcie ręki. Wtedy po prostu piję, i piję, i piję... Nie zastanawiam się, tylko sięgam po szklankę automatycznie. Gdybym musiała wstać po dolewkę, raczej bym odpuściła. Podobnie w restauracji - gdy wypiję szklankę, rzadko zamawiam następną. Gdy stoi przede mną cała butelka wody, raczej wypiję do dna.

* Podczas jedzenia łatwiej wypić więcej (zwłaszcza, jeśli jemy coś suchego lub co średnio nam smakuje). Akurat ja jestem gotowa popijać nawet zupę, ale zauważam, że bardzo dużo osób podczas posiłków nie pije wcale! Herbata lub kawa dopiero do deseru. Też tak macie? Najwyższa pora to zmienić! Szklanki z wodą na stół, obowiązkowo jak sztućce.

* Woda nie musi zawsze smakować tak samo. Próbowałam już wody z cytryną, z pomarańczą i z truskawką, i muszę przyznać, że za każdym razem wychodzi coś zupełnie innego. Póki co akurat najbardziej smakuje mi woda bez żadnych dodatków, ale będę jeszcze testować miętę, limonkę i imbir, które wielokrotnie polecaliście mi w komentarzach :)



Post powstał przy współpracy ze Stowarzyszeniem Woda w Domu i w Biurze.