18 marca 2015

Pokój Marcina

Marcin w swoim pokoju zadomowił się już na dobre, więc na razie większych zmian już nie planujemy. Kolejnym etapem będzie dokwaterowanie Leny, ale do tego momentu mamy jeszcze trochę czasu, więc jeszcze wszystko może się wydarzyć. Na razie pokażę Wam, jak sytuacja wygląda w tej chwili.


Pokój trzylatka oczywiście jest prawie ciągle zasypany zabawkami. Jeśli da się przejść przez środek, to już można mówić o porządku. Ale to też konsekwencje uczenia Marcina, że sprzątać ma sam. My możemy mu pomagać, ale nie zrobimy tego za niego. Jeśli chce ciastolinę, bajkę, jedną z zabawek, które na co dzień leżą poza jego zasięgiem, najpierw musi posprzątać to, co rozrzucił wcześniej. Oczywiście często się buntuje i kilka dni robi awantury, ale jak już zacznie odkładać wszystko na miejsce, robi to starannie i dokładnie. Nawet dywan zwija! 




Kuchnia to oczko w głowie Marcina. Wszystko układa, przekłada, kroi, myje, gotuje... Ma materiałowe warzywa, drewniane ciasteczka, metalowe garnki i sporo foremek, a i tak co rusz wykrada nam różne rzeczy z kuchni. Natomiast na drzwiczkach od kuchenki mikrofalowej zbiera naklejki z owoców. To chyba jego pierwsza kolekcja.




Pościel Marcina ma już swoje lata i chciałabym kupić jakąś inną. Niestety nigdzie nie ma w odpowiednim rozmiarze. Będę pewnie zlecać uszycie, ale to daje takie możliwości wyboru wzorów, że wciąż nie mogę się zdecydować. Zastanawiamy się też, czy po prostu nie kupić Marcinowi innej kołdry. Musimy to jeszcze przemyśleć. 




Szukaliśmy niedużej komody na ubrania, ale wciąż nic nas aż tak nie zachwyciło, więc tymczasowe rozwiązanie z pudełkami przestało być takie tymczasowe. I nawet nieźle się sprawdza! Ubrania i zabawki, z których korzystamy rzadziej, są w pudłach pod łóżkiem.




Kwadratowe kolorowe obrazki pochodzą z książeczki z naklejkami, którą w listopadzie kupiłam w Tigerze. Na stronach puste twarze (przy czym w roli twarzy była np. sałata), a na końcu naklejki z oczami, wąsami, nosami, ustami, uszami, kokardami, fajkami itp. Świetna zabawa! Marcin trzy dni wyklejał, a na koniec poprosił, byśmy poprzyklejali wszystko na ścianach. Czemu nie? Tak oto na lewo od książek jesteśmy my (od góry: Marcin, mama, tata, Lena), a na lewo od okna babcia ;)




Półki RIBBA na książki są świetne, ale niestety mało pojemne. Żałuję, że jednak nie kupiliśmy trzech. Na szczęście na czerwonym regale znalazło się jeszcze trochę miejsca dla części książek.




Rzeczy w pokoju Marcina właściwie codziennie zmieniają swoje miejsca. Kuchnia i stoliki ciągle zmieniają swoje miejsce! Dzięki temu, że nie ma szafy, jest mnóstwo miejsca do zabawy na podłodze, a to dla rozbrykanego trzylatka jest chyba najważniejsze. To, z czego jestem najbardziej niezadowolona, to szary kolor ściany. Lodowe kry Duluxa okazały się bardzo złym wyborem - fioletowy odcień, farba dużo ciemniejsza niż się spodziewaliśmy, w dodatku zmywalna. Myślę, że jeszcze w tym roku będę chciała szary zamalować na biało, by dodatkowo rozjaśnić tę przestrzeń.

Pokój może nie wygląda jak wyjęty z magazynu wnętrzarskiego, ale z pewnością spełnia swoje funkcje, a jego przygotowanie nie wymagało dużych nakładów finansowych. To ważne, bo za rok czy dwa, wszystko będzie wyglądało jeszcze inaczej. Mam już pewien plan... Lena wprowadzi trochę zamieszania i naprawdę wszystko się zmieni. Można powiedzieć, że dzieci zamieszkają w zupełnie innym pokoju! :)

A w piątek pokażę Wam, jak tu było przed naszą przeprowadzką i jak bardzo zmienił się ten pokoik. Nie do poznania!

cała reszta - IKEA