5 stycznia 2015

Jak często chodzisz do terrorysty?

Do terrorysty? Ja? Regularnie! I bardzo sobie te wizyty chwalę. Dzwonię, pytam o której mogę przyjść, za godzinę, dziękuję, do widzenia. Doprowadzam się do ładu, wsiadam w auto, przyjeżdżam. Na miejscu moja pani szantażystka już czeka i służy pomocą.

Jestem zapisana do lekarza pierwszego kontaktu w prywatnej przychodni, która ma podpisany kontrakt z NFZ. Bardzo sobie chwalę to rozwiązanie. Ale jeśli moja lekarka postanowi nie podpisać umowy na kolejny rok, nie będę miała jej tego za złe. 
Też bym nie podpisała!



Skorumpowana zgraja, kłamcy, lenie, szantażyści - to tylko początek bardzo długiej listy pejoratywnych określeń lekarzy, jakie pojawiają się ostatnio w sieci. Nie trzeba dużo szukać, wystarczy zajrzeć TUTAJ na fanpage Gazety.

Wszystko się kręci wokół pieniędzy.

Internauci wytykają lekarzom, że skoro studia medyczne były finansowane ze środków publicznych, ci powinni teraz zwracać swój dług społeczeństwu. W jakimś stopniu jest to prawda - studia medyczne są opłacane z naszych podatków. Tak samo, jak studia socjologiczne niektórych pracowników McDonalda. Może zamiast zarabiać na życie w sektorze prywatnym, powinni spłacać swój dług przeprowadzając nieodpłatnie badania społeczne? Czemu nikt im tego nie sugeruje?

Dalej jest bardziej bezpośrednio - pieniądze na kontach lekarzy rodzinnych. Wszyscy komentatorzy z sieci są przekonani, że lekarze pierwszego kontaktu, poza wielomilionowymi oszczędnościami, mają bogato zdobione wille i luksusowe jachty, a do pracy latają helikopterem. Sęk w tym, że tak naprawdę zarabiają bardzo średnio, jak na swoje wykształcenie. Jakbym poświęciła tyle lat na naukę medycyny, na praktyki, na ciągłe doszkalanie się, to bym chciała zarabiać więcej. Na przykład tyle, co kardiolog lub chirurg plastyczny. Bo oni faktycznie zarabiają więcej! Lekarz lekarzowi nierówny.


Moje ulubione są jednak złote rady internautów. 
"Skoro lekarzom to nie odpowiada, to niech nie przyjmują tego zakresu/nie podpisują nowych kontraktów. Cała filozofia. Przyjdą tańsi i się zgodzą. Proza życia"
PROZA ŻYCIA!

Tak się składa, że cała afera rozchodzi się o to, że lekarze właśnie skorzystali z tej jakże mądrej uwagi i po prostu nie podpisali nowych umów. I jakoś tak wyszło, że nie przyszli tańsi na ich miejsce. Nawet drożsi nie przyszli. Bo nie ma lekarzy! Brakuje! Ups...

I co teraz?

Znowu na pomoc przychodzą internauci!
"Taką kasę niejeden chciałby dostawać"
To niech zostanie lekarzem i wtedy będzie dostawać. To by rozwiązało problem - niech zostaną lekarzami ci, którym warunki przedstawione przez Ministerstwo odpowiadają. Edukacja, jak już było to wspomniane wyżej, jest darmowa, a rekrutacja na studia otwarta. Wystarczy pięć lat nauki, praktyki i dzień w dzień przesiadywanie z marudzącymi, zakatarzonymi pacjentami. Prosta sprawa, pieniądze wręcz leżą na ulicy!

Ale obawiam się, że ktoś, komu wystarczają zarobki lekarzy, też mógłby w końcu zastrajkować. Bo jednak lekarzom rodzinnym te pensje wystarczały, a ich strajk jest związany z zupełnie czym innym. Nie chodzi o zwiększenie pensji.
"Jakie są wczesne objawy raka jelita grubego? Mogą być pojawiające się biegunki, mogą być zaparcia, może być krew w kale, mogą być pobolewania, może być utrata wagi. Dotąd dawałam skierowanie na kolonoskopię. U większości pacjentów były polipy, które lekarze od razu usuwali. Wszyscy ci pacjenci to potencjalni chorzy na raka. Radość z wyleczenia i uniknięcia tragedii. Teraz spośród tych pacjentów mam wybrać lepszych i dać im zieloną książeczkę. Wszystkim nie mogę. [...] Dlaczego nie mogę dać wszystkim? Bo muszę mieć trafienia! Trafienia to jest określenie ministra na pacjenta z chorobą nowotworową. [...] [Jeśli] badając w kierunku choroby nowotworowej 30 pacjentów nie znajdę u nikogo rozwiniętego raka to będę ukarana."

To nie lekarze są źli, ale system funkcjonowania opieki zdrowotnej (za który odpowiedzialność ponosi Ministerstwo Zdrowia). Powyższy fragment pochodzi z listu lekarki, który w całości możecie przeczytaj TUTAJ. Jeśli nie wierzycie lekarzom, zobaczcie co jakiś czas temu na temat zielonej karty pisała Wyborcza (klik).

A to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, z jakimi wkrótce będziemy się musieli zmierzyć my wszyscy. Bo to nie jest wyłącznie sprawa lekarzy. Na złych reformach zawsze ostatecznie najbardziej tracą pacjenci.