13 września 2014

Kolejne zmiany w naszym salonie

Do końca działań w naszym salonie jeszcze daleka droga, ale podobnie jak w pokoju Marcina, jest już nieźle. Lepiej niż gorzej. Bliżej końca niż początku. Gdy się wprowadzaliśmy, w tym pokoju stał cały zestaw bardzo ciemnych szaf i regałów tworzących meblościankę, wielka wersalka (starsza ode mnie), jakaś rozkładana turkusowa sofka, bambusowy zestaw wypoczynkowy (sofa, stolik i dwa fotele), telewizor (taki duży, z szafką), rowerek treningowy, perski dywan, chiński parawan... no, trochę się tego nazbierało. Dodatkowo wszędzie były pudła z naszymi rzeczami (na przeprowadzkę mieliśmy właściwie tylko jeden dzień). Dlatego pierwszym etapem naszych prac było odkopanie mieszkania. 




Niechciane meble systematycznie znikały, aż w końcu zrobiło się pusto. Przestrzeń została przywrócona.
Kolejny etap to zmiana kolorystyki. Przemalowaliśmy brzoskwiniowe ściany na szaro (więcej o wyborze koloru pisałam TUTAJ), wymieniliśmy złote zasłony na białe. Taka neutralna baza była potrzebna, byśmy mogli z czystym sumieniem wstawić swoje kolorowe meble. Od początku były z nami czerwone krzesła. Potem pojawiła się żółta witryna. W tym tygodniu dostawiliśmy jeszcze dwa mocne zielone akcenty - nabyliśmy krzesła z kolekcji Stockholm (IKEA). 


Jeszcze nie wiemy, które krzesła będą stały w salonie na stałe. Dużo zależy od stołu, na jaki się zdecydujemy, a w tej kwestii ostateczne decyzje nie zostały jeszcze podjęte. Nowy stół na pewno będzie drewniany i większy od obecnego. W najbliższym czasie będziemy też kupować kanapę. Dodatkowo ciągle nie zdecydowaliśmy, jak rozwiązać problem braku regału na książki i co jeszcze powiesić na ścianie. Nie wiemy też, jak najlepiej zagospodarować murek oddzielający salon od kuchni. 

Na pierwszym planie jedno z nowych krzeseł. Na ścianie obraz Krzysztofa Ludwina.



Ale w tej chwili nie myślę o zakupach, które nas czekają. Jeszcze jestem na etapie świętowania z okazji pojawienia się nowej lampy nad stołem. Po wielu miesiącach życia z żarówką na kablu, na nowo odkrywam uroki wieczorów.




Nowym Czytelnikom przypomnę jeszcze, że nie jest to nasze mieszkanie, w związku z czym nie mamy w planach żadnych większych remontów. To nie my montowaliśmy tę piękną sztukaterię na ścianach. Nie mamy też nic wspólnego z kolumną czy złotym lustrem z poniższych zdjęć. Po prostu tu mieszkamy i staramy się trochę oswoić tę przestrzeń. Czy nam się to uda? Zobaczymy! Walka trwa :)



Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zrobić zestawienia zdjęć "przed" i "po". Mam nadzieję, że będzie to już niedługo!

Jeśli jesteście ciekawi poprzednich postów dotyczących tego mieszkania, zajrzyjcie pod etykietę "mieszkanie na górze". Czemu "na górze"? Jakoś tak się przyjęło. I jakby nie patrzeć, poprzednio mieszkaliśmy na parterze, a teraz to trzecie piętro.

Po więcej zdjęć zapraszam na Instagram :)