22 kwietnia 2014

Początki malowania naszego mieszkania

Mam nadzieję, że Święta minęły Wam w wyjątkowej atmosferze, a pomiędzy rodzinnymi spotkaniami udało Wam się wygospodarować chwilę na wypoczynek i przemyślenia. Wielkanoc to czas, który z założenia miał nam dać coś więcej niż dodatkowe kilogramy na wadze. Warto o tym pamiętać, bez względu na stosunek do religii. Chwila refleksji jeszcze nikomu nie zaszkodziła!

My w związku z przedświątecznymi porządkami i coraz piękniejszą pogodą nareszcie ruszyliśmy z malowaniem. Niestety nasze prace nie posuwają się do przodu tak szybko, jak bym sobie tego życzyła. W salonie pojawiły się tylko plamy w różnych odcieniach szarości, gdyż testujemy różne rodzaje farb. Póki co żaden kolor nie przekonał nas do siebie w 100%. Za to bez problemu wybraliśmy barwę do pokoju Marcina. Kolor jest intensywny i dość ciemny, ale przemalowaliśmy nim samą wnękę, więc nie przytłacza. Efekt pokazywałam Wam już na Instagramie

mój Instagram

To matowa farba marki Leroy Merlin - Luxens, Szmaragdowe Oczko. Wykorzystaliśmy mniej niż połowę opakowania. Kryje bardzo dobrze, więc malowanie było samą przyjemnością. Uwielbiam, jak od razu widać efekt każdego przeciągnięcia wałkiem. Najgorsze jest malowanie białym na białym lub jasnym na ciemnym, gdy po czwartej warstwie nadal przebija barwa spod spodu. Tu nie miałam tego problemu, więc już nie mogę się doczekać malowania reszty mieszkania! Do salonu prawdopodobnie weźmiemy mieszankę farb Tikkurila, ale najpierw musimy sprawdzić kolory Flugger. Już zamówiliśmy próbki na ich stronie (TUTAJ) i spodziewamy się przesyłki jeszcze w tym tygodniu. Bez względu na to, które farby wybierzemy, mam nadzieję, że będzie się malowało równie cudownie, jak teraz :)


Tak wnęka wyglądała przed pomalowaniem. Jak możecie zauważyć, w pokoju Marcina znajduje się jeszcze łóżko i skrzynia na pościel marki VOX, które zastaliśmy tu w momencie przeprowadzki. Docelowo chcemy wstawić Marcinowi meble z jasnego drewna. Może ze sklejki? Zobaczymy!


Pewnym wyzwaniem przy dobieraniu koloru były zielone lampy (nad obrazem) i zielony parapet. Nie chcieliśmy jednak iść w zieleń. Szmaragdowe Oczko (kto wymyśla te nazwy?!) jest bliżej niebieskiego, ale dzięki swojemu morskiemu odcieniu nie gryzie się z zielonym. Bałam się, że całość wypadnie nieciekawie i trzeba będzie malować jeszcze raz, ale na szczęście efekt w pełni nas satysfakcjonuje. 

Po pierwszej warstwie. Jeszcze trochę widać ślady wałka.


Musimy jeszcze uzupełnić braki w listwach przypodłogowych, wyrównać w dwóch miejscach przy sztukaterii i pomalować pozostałe ściany. Wkrótce pokażę Wam zdjęcia robione w dziennym świetle, to będziecie mogli zobaczyć prawdziwy odcień tego koloru. Lampy trochę zniekształcają.

Trzymajcie się ciepło :)