2 stycznia 2014

OBI tak to robi

Podczas, gdy do naszych sąsiadów przychodzili goście na sylwestrową imprezę, a na ulicach ludzie już testowali fajerwerki, my wciąż byliśmy w trakcie przeprowadzki. Poprzedni lokatorzy zwolnili nasze nowe mieszkanie 30. grudnia wieczorem, więc mieliśmy jeden dzień na ostateczne przeniesienie całego dobytku. Nosząc kolejne torby do samochodu, mijaliśmy w pełni wystrojonych ludzi i balującą młodzież. Hukom petard towarzyszył trzask zatrzaskiwanych drzwi od samochodu. Gdy zaglądałam na Instagram, wyskakiwały mi zdjęcia samych pięknych kreacji, maseczek błotnych i perfekcyjnie zrobionych paznokci. Moje umazane farbą dłonie nie prezentowały się równie zjawiskowo. Gdy już byliśmy blisko końca, zmęczeni i zdenerwowani (o tym więcej za chwilę) ruszyliśmy do nowego domu. Piotr już wcześniej tam zaglądał, ja dopiero wtedy. Weszłam i... oniemiałam. Całe wnętrze zastawione przeróżnymi rzeczami! Meblościanka ustawiona tyłem do drzwi, wszystkie blaty w sprzętach kuchennych (nie naszych - nasze stały w pudłach na podłodze). Nie było mowy o tym, by swobodnie zrobić kilka kroków. Ale bez obaw - nasz Sylwester i tak był bardzo udany!

A tak się bawią gipsowi bohaterowie nad naszymi drzwiami.

Pewnie jednak bardziej Was interesuje, co takiego mogło nas zdenerwować. Wylewaliśmy siódme poty nie na zabawie tanecznej, ale na wnoszeniu wszystkich rzeczy na trzecie piętro, a to wciąż nie popsuło nam wieczoru. Komu więc zawdzięczamy najgorszy punkt programu? 

Oto jedno z nielicznych, które przetrwały bez uszczerbku na zdrowiu.

Jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli coś przewieźć, nie kupujcie pudełek z OBI. Gdy pierwsze otworzyło się od dołu w połowie drogi do samochodu, nauczeni doświadczeniem przestaliśmy pakować tam cięższe przedmioty. Zwykłe też już odłożyliśmy na bok. Wrzucaliśmy same lekkie. Poduszka, plastikowy wóz strażacki, jakieś pudełko z drobiazgami, foremki na ciastka - tego typu rzeczy. I co? Jeszcze dwa razy musieliśmy zbierać dobytek z chodnika! Może nie należy w nich transportować, ale jeśli tak jest, to do czego mają służyć? Do dekoracji?! Heh. Zdecydowanie bardziej sprawdziły się pudła po kosiarce czy drukarce, a nawet te z Ikei, które kupiliśmy już jakiś czas temu. Wszystkie wytrzymały, nawet te kolorowe, które wyglądają mało solidnie. Polecam też do pakowania torby na zakupy, takie wielkie materiałowe. Tu znowu Ikea przychodzi nam z pomocą. 

Większość kwiatków przyjechała tu w takich niebieskich torbach.

Podsumowując - przeprowadzka dobiegła końca. Mimo to mam wrażenie, że prawdziwa robota dopiero przed nami. Nasze wielkie mieszkanie wygląda jak komis meblowy. Nasz dwulatek z wrażenia pierwszy raz rozchorował się do tego stopnia, że wybraliśmy się z nim do lekarza. A ja za każdym razem, gdy wdrapuję się na to trzecie piętro, wzdycham za starym mieszkaniem na parterze. Ale nie traktujcie tego jako marudzenie. Przeprowadzka przyniosła też dużo pozytywów, tylko o nich opowiem po prostu innym razem. Najpierw muszę się przekopać przez te sterty rzeczy. Ciężko zachwalać przestrzeń, gdy jeszcze wciąż czuję się jak w magazynie ;) Ale będzie dobrze!

Kuchnia jako pierwsza zaczyna wyglądać jako tako po naszemu.

Jutro oddaję klucze do starego mieszkania. Postaram się zrobić jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć. Jeśli więc ktoś by szukał czegoś fajnego i dwupokojowego do wynajęcia na Ursynowie, dajcie znać. Gdyby nie wyjątkowe okoliczności, nie wyprowadzalibyśmy się tak szybko. Jest naprawdę godne polecenia :)

A póki co wracam do porządkowania rzeczy. Trochę ich jeszcze zostało...