11 stycznia 2014

Nasza wielka garderoba


W ostatnim poście obiecałam, że pokażę Wam naszą garderobę. Słowa dotrzymuję! Nie spodziewajcie się tak pięknych zdjęć, jakie były ostatnio. U nas wcale nie jest skandynawsko. Nie należymy do osób, które mają wszystkie ubrania w jednym kolorze i jednej długości. W naszej garderobie jest pstrokato jak na bazarze :)



 

Jedno z naszych czerwonych krzeseł powędrowało właśnie tutaj. Bardzo się przydaje!

Pierwszy raz zobaczyłam Piotrka w tej koszulce kilka godzin przed naszym ślubem. Bardzo ją lubię!

Póki nie zaopatrzymy się w jakąś niewielką komódkę, która mogłaby tu stanąć, drobne rzeczy (jak skarpetki czy bieliznę) trzymamy na tej prowizorycznej plastikowej półeczce z koszyczkami. Sprawdza się, ale i tak wolę szuflady.
 
Wszystkie sukienki na moich nowych ulubionych wieszakach :)
Na jednej z półek trzymam zapas świeczek waniliowych. Dzięki nim cała garderoba pięknie pachnie!

Po prawej stronie od wejścia są dwa rzędy wieszaków (jeden nad drugim), a po lewej stronie jest tylko jeden rząd (na dłuższe stroje, np. sukienki) i cztery półki. Poza naszymi ubraniami trzymamy tu też bluzy Marcina.  A ta wielka lampa na co dzień stoi zupełnie gdzie indziej :)


A to drzwi - od zewnątrz lustrzane, od wewnątrz szare. Bardzo sprytny mechanizm z tym łamaniem - prostszy w obsłudze niż drzwi przesuwane, a zarazem nie wymaga tyle przestrzeni co tradycyjne skrzydło. Polecam!
  
Ostatnio wspominałam Wam również o turkusowych wieszakach z TK Maxx. Do wyboru było mnóstwo kolorów - różowe, zielone, niebieskie, różne naturalne odcienie, szarości... Nie mogłam się zdecydować, więc ostatecznie kupiłam dwa opakowania - turkusowe i szare. W jednej paczce jest 25 sztuk. Całość za 59,99 zł, więc wychodzi trochę ponad 2 zł za sztukę. Podobały mi się też wieszaki dla dzieci (takie same tylko mniejsze), ale w ich przypadku proporcja ilości do ceny nie prezentowała się tak dobrze. Czemu w ogóle piszę o tych wieszakach? Po pierwsze, kolory. Wszystkie barwy mnie zachwyciły, nawet różowe. Po drugie, grubość. Na zdjęciu poniżej dobrze widać porównanie z wieszakami drewnianymi. U nas to nie ma większego znaczenia, bo i tak się mieścimy. Jeśli jednak ktoś ma niewielką szafę, każdy centymetr ma znaczenie. Lepiej, żeby wieszaki zajmowały mniej miejsca i ubrania nie były stłoczone. Po trzecie, przyjemny materiał. Nie dość, że milutki w dotyku, to jeszcze ma poważne zastosowanie praktyczne. Ubrania się nie zsuwają! Nawet mój wielki, wielki biały sweter, który nosiłam w czasie ciąży (zdjęcie), który ma wielki, wielki dekolt i ciągle spadał nawet z najszerszych wieszaków, teraz się trzyma. A jest bardzo ciężki! Więc od razu można dodać: po czwarte, wytrzymałość. Jestem naprawdę zachwycona tymi wieszakami!


To chyba trochę dziwne, że zaczęłam oprowadzanie Was od jednego z najbardziej osobistych miejsc w domu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie! :) Garderoba prezentuje się w tej chwili najlepiej. Mam poczucie, że pudła i tak w salonie nie będą wiecznie stały, więc kilka dni więcej im nie zaszkodzi. Natomiast jak już coś wrzucę na półki do garderoby, to szybko do tego nie zajrzę. Nie chcę od początku robić w domu graciarni. Zgodnie z Waszymi radami wykorzystuję przeprowadzkę do poważnego przeglądu rzeczy. Nie było czasu w starym mieszkaniu, to teraz się za to bierzemy :)

A wiecie za co jeszcze lubię naszą garderobę? W ścianie na końcu są rury z gorącą wodą, więc jest tu trochę cieplej niż w sypialni. Idealne warunki dla takiego zmarźlucha jak ja!