4 września 2013

Szkolne klimaty w kuchni

Nadeszła pora na podsumowanie ostatnich dni, tygodnia pod znakiem malowania. Znacie już układ naszej kuchni, która charakteryzuje się czerwoną zabudową i wielką niewykorzystaną przestrzenią. Sam fakt, że drzwi są przy samej ścianie, a na wprost nich jest okno (czego nie widać za bardzo na rysunku... ups!), powoduje zupełne wyłączenie tej ściany z życia. Wiadomo - zawsze można dostawić jakąś szafę. Ale wtedy raz - wizualnie zamknęlibyśmy przestrzeń, dwa - trzeba by chodzić slalomem. Rozważaliśmy jeszcze gablotkę/witrynkę z przeszklonymi ściankami bocznymi, ale na razie wciąż jesteśmy na etapie szukania inspiracji. Dlatego feralną ścianę na razie zostawmy w spokoju i skupmy się na nieszczęsnym kącie za lodówką.


Przez ostatnie kilka miesięcy w rogu stał regał, popularny Billy. Od początku było wiadomo, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Wciśnięty pomiędzy wystającą lodówkę i ścianę, nie prezentował się najlepiej. Był w cieniu, na widoku, a zarazem z tygodnia na tydzień pojawiało się na nim coraz więcej rzeczy. Kąty mają to do siebie, że łatwo zmieniają się w graciarnię. W końcu przebrała się miarka i postanowiliśmy coś z tym zrobić. Niestety, nasz kąt jest niepraktyczny do tego stopnia, że nic naprawdę sensownego nie wymyśliliśmy. Byłam gotowa nawet lodówkę przestawić, ale tak się składa, że płytki znajdujące się nad blatem nie kończą się na wysokości szafek. Nie nasze mieszkanie, za pół roku może już nas tu nie być, to nie będziemy płytek kuli. Lodówka została.

Pamiętacie ostatni post o wykorzystaniu koloru czarnego we wnętrzach? To właśnie on mnie zainspirował do małego przemalowania. Regał wyleciał do drugiego pokoju, a pechowy kąt zamienił się w czarny kącik tablicowy. Ot, drobna metamorfoza!

Dopiero na zdjęciu widzę, jak bardzo zagraciliśmy ten kąt...

Użyliśmy dwóch puszek farby magnetycznej i jednej puszki farby tablicowej marki Primacol. Bardzo bałam się, że zrobię zbyt mało warstw farby magnetycznej i po zamalowaniu tablicową, magnesy nie będą się trzymać. Na szczęście nic takiego się nie stało! Położyliśmy około pięciu, sześciu cienkich warstw farby magnetycznej i dwie warstwy farby tablicowej. Szkoda, że proporcja nie była odwrotna, gdyż farbę tablicową rozprowadza się dużo wygodniej. Co ja mówię! Rozprowadza się ją jak marzenie! Mogłabym nią wszystko w domu zamalować. I jeszcze ten delikatny zapach... Nie da się ukryć, uwielbiam malować!

Farby Primacol, których użyłam.

W każdym razie, te trzy puszki zupełnie wystarczyły, a nawet były ze sporym zapasem, gdyż zostało nam jeszcze trochę farby. Planujemy ją wykorzystać w pokoju Marcina, który jest zachwycony możliwością mazania po ścianie.




Czy da się po ścianie pisać, już chyba nie muszę wyjaśniać. Zdjęcia mówią same za siebie. Magnesy również się trzymają. To nie jest ta 'moc trzymania', jaką ma lodówka, ale jest bardzo dobrze. Właściwie wszystkie dają radę. Najcięższy tylko ma problem z utrzymaniem pocztówki, ale przy jego ciężarze własnym nie ma w tym nic dziwnego. Jestem bardzo zadowolona z efektów. 

Czy są jakieś wady? Uświadomiłam sobie, że dokładnym zmywaniem tablicy w szkole zajmowała się popołudniami pani sprzątaczka, a teraz będę musiała to robić sama. Oczywiście wystarczy przetrzeć zwilżoną gąbeczką, by rysunek zszedł (co Marcin robi bardzo chętnie sam), jednak po wyschnięciu mokra plama zostawia taki delikatny jaśniejszy ślad (i to już muszę doczyścić sama). Tablice tak już mają. To nie jest nic wielkiego. Po prostu brakuje mi wtedy tej pięknej głębi czystej czerni. Ale nie martwi mnie to przesadnie - podejrzewam, że za kilka dni nie będziemy z tablicy korzystać aż tak namiętnie, jak teraz. 

Jak wytężycie wzrok, dojrzycie tę delikatną jaśniejszą plamkę na miejscu brakującej sylaby "KU".
// edit: Piotrek mówi, że nic nie widać... ale kto pamięta szkolne tablice, na pewno wie, o czym mówię :)

Na czarnym tle wszystko prezentuje się piękniej :)

Kula też zyskała na uroku w takim towarzystwie.

Takie oto zmiany nastały w naszym domu. Jestem ogromnie usatysfakcjonowana! Czarna ściana wcale nie jest taka straszna, jak z początku mi się wydawało. Bardzo dobrze wkomponowała się w otoczenie. Do tego ta opcja z kredą i magnesami - super sprawa! Jeśli chcielibyście zrobić tak u siebie, śmiało. Pamiętajcie też, że takie właściwości farb nie przesądzają o kolorze. Możliwości jest naprawdę wiele.
A jak Wam się podoba metamorfoza kuchennego kąta?