niedziela, 14 stycznia 2018

Metamorfoza pokoju dziecięcego w stylu "podwodny świat"

Jak już wiecie, chociażby z postu ze zdjęciami dla Ikea Family, nasze mieszkanie ma kilka nietypowych elementów, takich jak wyjątkowo wysoka sztukateria gipsowa (spotykana w starych kamienicach, a nie budynkach z lat 90-tych!), piękne przeszklone dwuskrzydłowe drzwi z płaskorzeźbą przedstawiającą centaura porywającego półnagą kobietę (!) czy kolumny. Jednak moim zdaniem najdziwniejszy był ten pokój.

Na suficie niebo ze świecącymi gwiazdami, na ścianach podwodny świat z namalowaną morską fauną pływającą swobodnie nad piaszczystym dnem. Błękit nieba stopniowo zmienia się w zieleń morza, a ta łagodnie przechodzi w jasny odcień piasku. Przy czym był to odcień bardziej żółty niż piaszczysty i w tej samej żółtej barwie utrzymane były również szafki, znajdujące się wzdłuż prawie wszystkich ścian pokoju. 


Jedno trzeba przyznać - pokój na wszystkich zawsze robił wrażenie! Jednych zachwycał, innych szokował; jedni wzdychali, inni łapali się za głowy. Wnętrze zdecydowanie budziło emocje i nikt nie pozostawał obojętny. Ja, przyznam szczerze, nie należałam do miłośników tej kolorystyki. Natomiast to nie względy wizualne a praktyczne zadecydowały o tym, że zdecydowanie za tym pokojem nie przepadałam.

Szafki z blatem wzdłuż trzech ścian były totalnie niepraktyczne. Były dużo płytsze od kuchennych, przez co ich pojemność była naprawdę nieduża. Z powodzeniem mogłaby je zastąpić jedna szafa. Jednocześnie do pokoju nie dało się dostawić żadnych mebli. Jedyne miejsce, na przykład na łóżko, było na samym środku. Efekt był taki, że chociaż pokój wcale nie jest najmniejszy (12m2), prawie nic się w nim nie mieściło. 

Pokój był totalnie niepraktyczny. Nawet jak przez chwilę pełnił rolę serwerowni i wydawało się, że długi blat będzie idealny dla rozstawienia sprzętu, okazywało się, że dużo wygodniej jest trzymać komputery na regale, bez przeciągania kabli wzdłuż wszystkich ścian. Dlatego gdy okazało się, że możemy już sami zacząć korzystać z tego wnętrza, wiedziałam, że bez remontu się nie obejdzie.


Zaczęliśmy od demontażu wszystkich szafek. Najwięcej trudności sprawił nam blat, który był naprawdę solidnie sklejony. Na szczęście w końcu udało nam się go przełamać. 


Po demontażu, zgodnie z tym, czego się spodziewaliśmy, okazało się, że nie ma problemu z podłogą, ale za to nie unikniemy malowania ścian (ku mojej radości) i musimy zamontować listwy przypodłogowe i nowy parapet. Przez chwilę myśleliśmy, że wszystko zrobimy samodzielnie, ale w związku z tym, że wnęka po blacie w miejscu parapetu ma inne wymiary niż nasz nowy parapet oraz nie mamy piły nadającej się do równego przycięcia listw, postanowiliśmy wziąć do pomocy zaufanego fachowca, który zawsze robi remonty w naszej rodzinie. 


Sami zaś wzięliśmy się za opróżnienie pokoju. Nieużywany przez tyle lat zapełnił się naprawdę wieloma rzeczami! Szafki szafkami, ale na środku stało tyle rzeczy, że ledwo dało się do niego wejść. Bo my, niby z pokoju nie korzystaliśmy, ale jak nie wiedzieliśmy co zrobić z dodatkowym regałem, starym stołem czy sprzętem do nagrywania filmów kulinarnych, to pakowaliśmy je właśnie tam. Wiem, to okropne. Ale chyba zawsze tak się dzieje z nieużywanymi pokojami. 

Pociesza mnie, że nie tylko ja miałam taką rupieciarnię! Kasia Sojka pokazała swoją TUTAJ i opisała to tak:
"Po angielsku to się ładnie nazywa Things I have no fucking idea what to do with. Można sobie zrobić szufladę z taką etykietką i kolanem upychać w niej niepotrzebne (chwilowo) pierdolety, ale jeśli jesteś blogerką DIY, to marne szanse, że wystarczy Ci na to jakakolwiek szuflada. A nawet cała szafa szuflad, jak w kostnicy."

No właśnie. Obawiam się jednak, że cały pokój to też za mało. Po prostu takich rzeczy jest nieskończenie wiele! I ciągle przybywa! Nasz przyjaciel zbiera takie niepotrzebne rzeczy i przekazuje je dalej osobom, którym mogą się bardziej przydać i jak na początku przygotowaliśmy dla niego cały samochód wypchanych pudeł, to byłam z nas mega dumna. Ale jak okazało się, że jesteśmy w stanie tak mu wypchać auto regularnie co kilka miesięcy, to zaczęłam się niepokoić. To trzeba jakoś rozwiązać systemowo, ale jeszcze nie wiem jak.  Ktoś, kto wymyśli na to sposób, zasłuży na Pokojową Nagrodę Nobla. Albo Nobla w dziedzinie fizyki. Albo na oba. 

Ja w każdym razie znalazłam sposób na opróżnienie tego pokoju. Przeniosłam wszystkie rzeczy do sypialni.


No dobra, tak naprawdę tego samego dnia elektryk montował nam nowe gniazdko do internetu w schowku, więc tam też musieliśmy wszystko wyjąć, a i tak część z tych rzeczy należy do naszej koleżanki, która się przeprowadzała i poprosiła nas o przechowanie kilku drobiazgów. Ale przez chwilę tak wyglądał nie jeden pokój, ale połowa naszego mieszkania. W takich chwilach jestem naprawdę zdruzgotana tym, ile rzeczy mamy. Bo każdej z nich trzeba poświęcić czas! Przynieść ją, ustawić, przestawić, przepakować, wystawić... To straszne!

Ale wróćmy do naszego remontu.


Kupiliśmy białe listwy z MDF i drewniany blat kuchenny na parapet, który samodzielnie olejowaliśmy. To było moje pierwsze olejowanie w życiu (drugie mnie czeka na wiosnę, gdy będę olejować drewnianą podłogę na balkonie) i muszę Wam przyznać, że już to kocham! Olejem maluje się jeszcze łatwiej niż farbą! Jak woskowanie zupełnie nie przypadło mi do gustu i wciąż mam poczucie, że chyba źle to robię, tak olejowanie to zajęcie zdecydowanie dla mnie. Jeszcze trochę o tym poczytam i zabieram się za malowanie naszych stołów :)  


Ściany w pokoju przemalowaliśmy prawie od razu po zdemontowaniu szafek - to była czysta przyjemność! Na fachowca musieliśmy chwilkę poczekać, ale jak już przyszedł, wyrobił się ze wszystkim w kilka godzin.

Nowy drewniany parapet jest cudowny! Najchętniej od razu zrobiłabym takie w całym mieszkaniu, ale w pozostałych pokojach mamy marmurowe, którym też niczego nie brakuje, więc nie będę nadgorliwa. 

Listwy też są świetne. Przez moment wahaliśmy się nad drewnianymi wałeczkami, ale białe i trochę wyższe dużo lepiej pasują do sztukaterii, którą mamy w pozostałych pokojach.

Pora na porównanie.






Koniecznie zajrzyjcie do poprzedniego postu, w którym bardziej szczegółowo opisuję aktualne wyposażenie pokoju i pokazuję dużo więcej zdjęć.

Dajcie znać, jakie wrażenie zrobił na Was pokój w stylu "podwodny świat". Czy jesteście w gronie jego entuzjastów, którzy są oburzeni zamalowaniem pływających ryb, czy może jednak należycie do rybosceptyków i uważacie, że zmiany dobrze temu wnętrzu zrobiły?

Na koniec zapraszam też na mój fanpage i instagram. Do zobaczenia przy kolejnej metamorfozie!


11 komentarzy:

  1. super jest na zmiana! na wielki +!

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiadomo, że teraz jest duuuużo lepiej! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ktoś miał fantazję :) Fajnie, że zostawiliście pomalowany sufit, dzięki niemu pokój jest inny niż wszystkie.
    A na te rzeczy jest jedna rada - nie kupować. To trudne, ale po jakimś czasie wchodzi w nawyk zastanawianie się czy aby na pewno jest to potrzebne. Zanim kupię cokolwiek to myślę o tym, gdzie to schowam. Jak nie znajduję szybko miejsca, to mi się odechciewa ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety sęk w tym, że rzeczy, które oddajemy, to nie są rzeczy, które kupiliśmy. Z wyjątkiem sytuacji, np. że oddajemy kołdrę dla gości, którą sami kupiliśmy, bo dostaliśmy lepszą, a bez sensu trzymać więcej niż łóżek :P Nie mam pojęcia, jakie jest najistotniejsze dla rozwiązania problemu pochodzenie tych rzeczy! Na pewno nie bez znaczenia jest to, co nasze dzieci odziedziczyły po innych dzieciach z rodziny, ale mam poczucie, że to jednak sięga znacznie głębiej. Podobnie prezenty od marek - te wszystkie kubki z logo firmy itp. - niby trochę tego jest, ale to samo w sobie jeszcze nie przeraża. No nie wiem. To chyba miks wszystkiego. Jak się z tym uporam, dam znać!

      Usuń
    2. A z niekupowaniem raczej nie mam problemu. Jak coś naprawdę bardzo mnie zachwyca, to robię zdjęcie lub opisuję na blogu :) W ten sposób dane rzeczy zostają ze mną na zawsze!

      Usuń
  4. te rybki to złoooo. Całe szczęście, że zniknęły ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz to niebo ma jakikolwiek sens.. nawet wielki :) zdecydowanie udana metamorfoza!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! To robi niesamowite wrażenie! My z mężem chcemy zmienić właśnie mieszkanie na większe żeby urządzić pokoje dziecięce naszym pociechom, Dlatego też oglądamy teraz mieszkania w krakowie rynek pierwotny a ja do tego oglądam inspiracje takie jak Twoje, zeby znaleźć coś idealnego :)

    OdpowiedzUsuń