poniedziałek, 30 października 2017

Gorsze dni?

Zastanawiałam się, jak zacząć ten post. Chciałam powiedzieć "przydarzyło mi się coś śmiesznego", ale to raczej będzie nie na miejscu. Nie znacie mnie aż tak dobrze, by wiedzieć, że nadużywam tego określenia. Dla mnie wszystko, co zaskakujące, jest też śmieszne. Nie żebym się śmiała! Po prostu tak mówię. Wiem, że to bez sensu i staram się powstrzymywać, ale to czasem silniejsze ode mnie. 
Śmieszne. Jedno niewinne słówko, które może wszystko popsuć!

Śmiech też może dużo popsuć, a to moja reakcja na stres. Nie taki głośny, jak podczas spotkań z przyjaciółką, tylko zwykły szerszy uśmiech. Nawet lubię tę przypadłość, bo od razu wprowadza lepszą atmosferę na egzaminach ustnych, ale zdarza się, że mój pozorny dobry humor zostaje odebrany jako niepoważne podejście do sprawy i to już nie jest mi na rękę. Ja raczej wszystko traktuję serio, ale praca w zakładzie pogrzebowym ewidentnie nie jest mi pisana.

To teraz, jak już trochę więcej o mnie wiecie, wyobraźcie sobie, że stoję tu taka roześmiana przed Wami i mówię:
- Mam depresję. Ale śmiesznie!

Sęk w tym, że to nie jest przykład wyssany z palca. To prawda.