czwartek, 3 sierpnia 2017

Agent nieruchomości - wyobrażenia kontra rzeczywistość

Rozbieżność między wyobrażeniami na temat danego zawodu a realiami jest bardzo częstym zjawiskiem. Wystarczy spojrzeć na blogerów - kto chociaż raz spróbował założyć bloga i prowadzić go regularnie przez kilka miesięcy, ten na pewno wie, ile to pracy. A na początku jedynym zadaniem jest publikowanie. Potem dochodzi cała korespondencja, marketing, wydarzenia, telewizja... Nie wiem, jak czołowe blogerki modowe dają sobie z tym wszystkim radę. Pomimo zespołu specjalistów, którzy pomagają, to wciąż bardzo absorbująca i ciężka praca. A jak wiadomo, i tak powszechnie uważa się, że szafiarki są głupie i nic nie robią poza strojeniem się i uśmiechaniem do zdjęć. Bardzo krzywdzące uproszczenie.

W branży nieruchomości jest podobnie. Jak ludzie widzą pracę pośrednika?

 

W różnych programach telewizyjnych pokazujących pracę agentów nieruchomości widać tylko wierzchołek góry lodowej - prezentowanie mieszkań. Pośrednicy mają zawsze klucze do tych nieruchomości i sami oprowadzają po nich swoich klientów, wskazując zalety i wady, by klienci mogli podjąć właściwą decyzję.

W praktyce oczywiście wygląda to trochę inaczej. Po pierwsze, nie zawsze właściciel chce zostawić klucze agentowi. Niektórzy wolą być przy każdej prezentacji, co zawsze jest trochę niezręczne. Kto właściwie w takiej sytuacji powinien opowiadać o mieszkaniu? Jak nie wchodzić sobie w słowo? Nie ma jednej dobrej procedury i bardzo łatwo może się zdarzyć, że pośrednik źle wyczuje oczekiwania właściciela.

W telewizji agent odwiedza ze swoimi klientami trzy domy pod rząd. Jak to zrealizować w praktyce? Pomyślcie, jak czasem ciężko znaleźć dobry termin na spotkanie z przyjaciółką, a tutaj przy wielu spotkaniach musicie zgrać nie dwa, ale trzy kalendarze. Jeśli ustawicie kilka spotkań po kolei, a chociaż jedna z osób w tym łańcuszku się spóźni, wszystko się posypie. A niestety spóźnienia i odwoływanie spotkań w ostatniej chwili to norma. Zapytajcie lekarzy, kosmetyczki i fryzjerów, jak często klienci po prostu nie przychodzą na umówiony termin. 

Kto sprzedawał/kupował/wynajmował/najmował mieszkanie z pośrednikiem, ten już ma trochę szersze spojrzenie na ten zawód. Już nie tylko pogaduszki o pięknych wnętrzach, ale przede wszystkim masa formalności - umowy, dane osobowe, numery ksiąg wieczystych, pełnomocnictwa - oraz dane techniczne - a prąd taki czy siaki, a okna takie czy owakie... Można dojść do wniosku, że więcej z tym wszystkim problemu niż pożytku. 

I może bez tego wszystkiego faktycznie poszłoby sprawniej. Jednak raz na jakiś czas zdarza się cwaniaczek, który próbuje wynająć mieszkanie swojej matki, chociaż ona wcale nie wyraża na to zgody. Albo współmałżonek w trakcie rozwodu chce cichaczem sprzedać dom, który należy również do współmałżonki. Gdyby nie te formalności, najemca bądź kupujący w najlepszym razie straciliby sporo czasu, a w najgorszym wdepnęli na niezłą minę. Na internetowych forach nie brakuje próśb z wołaniem o pomoc: "wynajęłam mieszkanie od jakiejś pani, a teraz jej mąż, z którym pani jest w separacji, mówi, że to również jego mieszkanie i zamierza się do nas wprowadzić. Ratunku! Co robić?"

Formalności formalnościami, ale po co tyle danych osobowych? To pytanie pojawia się bardzo często. Już wyjaśniam! Wbrew pozorom dane osobowe nie są spisywane w celu odsprzedania ich telemarketerom. Również nie chodzi tylko o zabezpieczenie się przed osobami, które będą próbowały uniknąć płacenia prowizji agencji (chociaż jest ich bardzo dużo). Przede wszystkim musimy wiedzieć, czy na pewno mamy do czynienia z właścicielem oraz dokładnie sprawdzić, kogo wpuszczamy do nie naszego mieszkania. Nigdy nie wiadomo, czy oglądający nie jest złodziejem, który przyszedł na przeszpiegi. Musimy być przygotowani na każdą ewentualność. Dlatego kluczowy jest w tym wszystkim numer PESEL, bo tylko on pozwala na bezbłędną identyfikację danej osoby. Adres, dokumenty, nazwisko - to wszystko można zmienić. Ale PESEL zostaje ten sam.

Zabezpieczenie interesów klientów i agencji przed oszustami to jednak niejedyny powód zbierania szczegółowych danych przez agentów. Pośrednicy nieruchomości są zobowiązani do zarejestrowania transakcji, których okoliczności wskazują, że może mieć ona związek z praniem brudnych pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu. W związku z tym mają również obowiązek identyfikacji osób zaangażowanych. Niewypełnienie tego obowiązku może skutkować odpowiedzialnością karną. Dlatego każdy klient musi być zidentyfikowany już na samym początku współpracy, by nie budziło to podejrzeń.
Mam szczerą nadzieję, że te zapisy ustawy na zawsze pozostaną dla mnie czystą teorią. Ale Wy pamiętajcie o nich podczas oceniania pośrednika, który nie chce odpuścić żadnej rubryczki w umowie :) To nie jego wina! Takie procedury zostały narzucone z samej góry.


W rzeczywistości jednak praca agenta nieruchomości to długie godziny przed komputerem, których nie widać ani w telewizji, ani podczas spotkań. Wprowadzanie umów do systemu, uzupełnianie wszystkich danych na temat mieszkania w formularzach, tworzenie opisów, selekcja i obróbka zdjęć, wyróżnianie ogłoszeń w serwisach, odpisywanie na maile, dodawanie do bazy informacji o poszukiwaniach klientów, wyszukiwanie nieruchomości dla klientów poszukujących... to wszystko jest naprawdę bardzo czasochłonne. 

Praca przy komputerze i dojazdy na spotkania - najwięcej czasu zabiera to, czego zupełnie nie widać. Nic dziwnego, że wielu ludzi tego nie docenia i uważa, że agenci zarabiają nic nie robiąc. Prawda jest jednak trochę inna :)

8 komentarzy:

  1. Myślę że opinia na temat agentów nieruchomości i ich "lekkiej" pracy wzięła się z niemiłych doświadczeń. Po kupowaniu naszego mieszkania sama miałam bardzo złe zdanie i postanowiłam kiedyś zostać świetnym agentem, którego praca faktycznie jest warta tej sporej prowizji ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może też to wina podejścia niektórych agentów.
    Raz udaliśmy się do dużej agencji, szukając mieszkania. Przydzielono nam młodego, na oko niewiele starszego od nas, agenta, który był miły i grzeczny, ale jego sposób bycia zdradzał, że czuje się... hmm... bogaty, lepszy? Nie wywyższał się w rozmowie czy coś takiego, ale miał super auto, wypaśny garnitur, fryz też ekstra modny, ale np. z nami autem jechać nie chciał, tj. mieliśmy jechać za nim - gubiliśmy go, nie czekał na nas, gnał na światłach, rozmowa telefoniczna kilka razy w trakcie takiej trasy, podawał nam dziwne cechy charakterystyczne lokalizacji, przez co błądziliśmy... A gdy potem wyjaśniliśmy mu, że np. jakiś napis na kiosku schowany na osiedlu jako znak charakterystyczny wjazdu na to osiedle (totalnie niewidoczne z ulicy) to żadna pomoc, śmiał się, bo przecież on "wie lepiej". Też pokazywał niektóre mieszkania niekoniecznie takie, jakie by nas mogły zainteresować... Odniosłam wrażenie, że - mimo iż cały czas był sympatyczny i niby nic do zarzucenia - zlewał, odbębniał swoją robotę, ale nie traktował nas poważnie... Nie wiem - nie zaufałam młodemu dorobkowiczowi :P

    W każdym razie dobrze poznać drugą stronę :)
    Przynajmniej wiem teraz, do czego potrzebne są te wszystkie dane :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie najlepiej układa się współpraca, gdy trafimy na agenta, z którym nadajemy na tych samych falach. Ludzie mają różne typy osobowości i różne upodobania. Jak nie ma chemii, to nie ma chemii i nic na to nie poradzimy.

      Jedna klientka była zainteresowana mieszkaniem, które mam w swojej ofercie. Ale ostatecznie odwołała prezentację, ponieważ wcześniej zdecydowała się na coś innego. Z ciekawości zapytałam na co i okazało się, że na mieszkanie w trochę innej okolicy - jak to klientka ujęła "droższe, ale wie za co płaci". Tylko ta inna ulica to gęsta i wysoka zabudowa pomiędzy głównymi drogami, więc ja akurat zupełnie nie wiem, za co tam ludzie płacą. Kilka dni później inna klientka opowiadała mi, że bardzo by chciała wynająć inne oferowane przeze mnie mieszkanie, bo alternatywą jest właśnie ta okropna okolica, która tak przypadła do gustu pierwszej klientce :D
      Nie da się być przyjacielem wszystkich, jesteśmy tylko ludźmi. Grunt, by być profesjonalnym i miłym, na resztę niestety nie mamy wpływu. Pewnie ten Twój dorobkowicz jest świetnym agentem dla innych gości w garniturach i z modnymi fryzami :)

      Usuń
  3. Uważam że żadnej pracy nie można oceniać tylko po pozorach. Zdaję sobie sprawę że agent ma pełne ręce roboty aby znaleźć mieszkanie czy dom który pasuje do potrzeb klientów (a one potrafią być bardzo zróżnicowane). To podobnie jak w mojej pracy: któregoś dnia pokazuję sesję zdjęciową wnętrza a nikt nie widział co działo się za sceną. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, praca projektanta to też temat rzeka! Mam wielu projektujących znajomych i tyle się już nasłuchałam, że zupełnie mnie do tej pracy nie ciągnie :D Praca z klientem indywidualnym, który kieruje się emocjami, to zawsze ciężki orzech do zgryzienia.

      Usuń
  4. Szukając mieszkania trafiliśmy na wielu agentów nieruchomości - tylko JEDEN z kilkunastu w miarę spełnił nasze oczekiwania. Agenci przychodzili na spotkania nieprzygotowani, nie wiedzieli nic o technicznych parametrach nieruchomości, a zapytani o nie często mówili bzdury (co akurat ja byłam w stanie wyłapać, ale większość ludzi pewnie nie jest). Poproszeni o pomoc w znalezieniu mieszkania zalewali nas ofertami o zupełnie innych parametrach. Nagminnie nie oddzwaniali, nie odpisywali na maile. Byliśmy zdziwieni, że takie osoby mają w ogóle pracę. Jestem pewna, że bycie dobrym agentem nieruchomości to mnóstwo pracy i takiemu agentowi chętnie zapłaciłabym prowizję, ale jednak - bardzo Cię przepraszam za to uogólnienie - mam wrażenie, że ten zawód zdominowany jest przez przeciętne osoby, które niezbyt się starają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że faktycznie jest tak, że większość osób jest przeciętna i niezbyt się stara - ciężko mi ocenić, gdyż w pracy nie mam zbyt wiele do czynienia z innymi agentami, a jako klient poznałam tylko kilku czy kilkunastu (ale wszyscy byli ok). Domyślam się jednak, z czego może wynikać to, o czym piszesz - że agenci podsyłają oferty nie spełniające kryteriów. Nagminne jest to, że klienci są niekonsekwentni w swoich wyborach. Co rusz mam takie sytuacje z klientami poszukującymi. Z tego tygodnia - klient chciał wynająć mieszkanie z dobrym dojazdem do pracy, więc znalazłam kilka fajnych mieszkań z okolicy pracy. Ale klient uznał, że w sumie jest zakochany w Śródmieściu i to tam chce mieszkać. Więc znalazłam mieszkanie w Śródmieściu. Jedno, drugie, trzecie. Nie było prosto, kilka dni szukania, by mieszkania spełniały kryteria i mieściły się w cenie. Pokazałam, ucieszył się, jeszcze tego samego dnia chciał oglądać i od razu w jednym podpisać umowę najmu. No to umówiłam spotkanie, przygotowałam umowę... i wtedy napisał, że jednak znalazł sobie i zdecydował się na mieszkanie obok pracy. Tam, gdzie proponowałam na samym początku, ale klient twierdził, że ta okolica to nie to.
      Jak tak dalej pójdzie, to pewnie też kiedyś zobojętnieję na słowa ;) Trzymaj kciuki, by tak się nie stało.

      Usuń