sobota, 6 maja 2017

Zamieszkała u nas kocia rodzinka

Mama i pięć małych czterotygodniowych kociaczków. Słodkie czarne maleństwa zostały znalezione na wsi pod Warszawą i szukały domu. Pomyśleliśmy - co nam szkodzi? Mamy spory metraż, pracujemy w domu, a dzieci ucieszą się z kociego towarzystwa. Damy radę! Decyzje zapadły.

Dwa dni później cała gromadka zamieszkała z nami. Zostaliśmy kocim domem tymczasowym.



TU możecie zobaczyć, gdzie kocia rodzinka mieszkała wcześniej.

Spodziewaliśmy się, że bezdomna kocia mama będzie płochliwa i na początku nie pozwoli nam się zbliżyć do swoich dzieci. Ale myliliśmy się! Okazała się bardzo przyjazna. Ociera się o nasze nogi, daje się głaskać i zupełnie nie boi się zostawić z nami małych. Nawet Lenie pozwala się dotykać, chociaż Lena - przypominam, ma dwa latka - dopiero się uczy właściwej techniki i czasem zdarza jej się próbować głaskania kota pod włos.



Drugim zmartwieniem była kuweta. Jak nauczyć dzikiego kota załatwiania się do kociego nocnika? Spodziewaliśmy się, że cały koci pokój trzeba będzie wyłożyć kartonami i podkładami higienicznymi, by jakoś ogarnąć potrzeby takiej zgrai zwierząt, ale znowu rzeczywistość okazała się dużo przyjemniejsza.

Kocia mama nauczyła się korzystać z kuwety w jeden dzień! A dzieci zaraz po niej. Kuweta z pięcioma malutkimi kupeczkami to, wbrew pozorom, dość uroczy widok. 

Wcześniej z maluchami też nie było problemu. Podobno po dzieciach na początku sprząta mama, ale chyba nie chcę się wgłębiać w ten temat. Zostawmy kotom to, co kocie :)



Pojawienie się kotów w domu to dla nas oczywiście wielkie wydarzenie. Dzieci obserwują, jak kocia mama zajmuje się maleństwami, poznają kocie zwyczaje i uczą się opieki nad zwierzętami. W jaki sposób głaskać, jak karmić, do czego służy kuweta. Czasem zadają pytania, na które ciężko odpowiedzieć ("gdzie jest tata kot?"), ale to zawsze fajny pretekst do rozmowy, np. o różnorodności. 

Zobaczymy, jak dzieci będą znosić rozstanie, ale na razie staramy się myśleć pozytywnie i przypominamy regularnie, że koty są u nas tylko gośćmi i wkrótce wyjadą do swoich prawdziwych domów.



Dlatego ważne jest nie to, co jest teraz, tylko to, co będzie z kotami za dwa miesiące. Na razie mogą mieszkać u nas. Maja z Koty i inne psoty, która je przywiozła, troszczy się, by niczego im nie brakowało i dba o ich zdrowie, zabierając je na wizyty do weterynarza. Zorganizowała zbiórkę, by pokryć wszystkie koszty, więc jeśli macie ochotę wesprzeć, zapraszam. Natomiast najważniejsze jest znalezienie osób, które chciałyby adoptować małe kotki i ich mamę. 



Maja i Maciek z Koty i inne psoty bardzo uważnie dobierają osoby, którym są gotowi przekazać koty pod opiekę. Gdy poświęcają im tyle czasu, pieniędzy i serca, chcą, by były potem szczęśliwe i bezpieczne. Wbrew pozorom, koty nie zawsze spadają na cztery łapy i wcale nie mają siedmiu żyć! 

Śmiertelnym zagrożeniem może być nawet zwykłe uchylone okno. I nawet nie dlatego, że kot może przez nie wyskoczyć, tylko jeśli zacznie się przeciskać, może się zaklinować, a jeśli nikogo nie będzie w domu, by mu pomóc, jego narządy wewnętrzne powoli będą się miażdżyć. Gdy dojdzie do wewnętrznego krwotoku, kot będzie dłuższy czas umierał w wielkim bólu. Takich sytuacji jest podobno bardzo dużo! By tego uniknąć, wystarczy zabezpieczyć uchylane okna, np. taką kratką



Jeśli więc chcielibyście przygarnąć jednego (parę lub kilka) z tych słodziaków, a idea bezpiecznego domu jest Wam bliska, koniecznie się odezwijcie :)

Tylko pamiętajcie - koty mogą żyć nawet 25 lat! Adopcja czworonożnego przyjaciela to poważna sprawa, więc dobrze to przemyślcie. 

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie do Koty i inne psoty.

A teraz przyjrzyjcie się uważnie tym czterotygodniowym kruszynkom:















Jeśli zainteresowała Was kolorystyka wnętrza, przypominam post ze zdjęciami z sypialni, w którym prezentowałam naszą nową miedzianą lampę.
 
Nigdy nie byłam typem kociary, ale muszę Wam przyznać, że koty to wyjątkowo uroczy współlokatorzy!

19 komentarzy:

  1. bardzo mądrze to wszystko opisałaś, szczególnie fragment o tym, jak długo mogą żyć koty. Sama od wielu lat jestem "kocią mamą" dla dwójki. Gdy rok temu przeprowadzałam się do Niemiec kilka osób stukało się w głowę słysząc, jak biegam z kotami do weterynarza żeby wyrobić im paszporty. Dla nich to był większy problem, niż dla mnie, i za nic nie chcieli zrozumieć, że odpowiedzialne osoby taką ewentualność rozważają jeszcze przed adopcją. A Wasze maleństwa są przepiękne, gratuluję decyzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im dłużej mamy koty w domu, tym widzę więcej podobieństw pomiędzy kotem a dzieckiem. Żeby tylko dzieci tak szybko uczyły się obsługi nocnika! :D

      Usuń
  2. Cudowne maluchy, sama jestem wielką kociarą i praktycznie przez całe moje życie miałam kota/koty. Gratuluję decyzji kot w domu to prawdziwy ciepły dom. Super sprawa dla dzieci, uczą się empatii, opiekuńczości, a przy okazji poznają życie innych istot niż ludzie.

    Dla uzupełenienia dodam, że posiadacze balkonów powinni je osiatkować. Balkony dla kotów są równie niebezpieczne jak uchylne okna (na uchylne okna można jeszcze zastosować takie ograniczniki, które zmniejszają szparę i kot już się nie wciśnie).

    Mam nadzieję, że maluszki znajdą szczęśliwe domy, a kocia mamusia przejdzie zabieg sterylizaji, żeby już nie powiększać kociej populacji. I tak tych biedaków jest mnóstwo w schroniskach.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, siatka na balkonie też jest istotna. I to nie tylko na tych wyższych piętrach. Wypuszczając kota na samotne spacery po okolicy też trzeba się liczyć, że może się zarazić różnymi wirusami od innych zwierząt, zatruć, może zostać ranny czy potrącony przez samochód, albo po prostu uciec.

      A sterylizacja całej rodzinki na pewno będzie - w dużej mierze właśnie po to zbiórka. Szczepienia, odrobaczanie. kastracja (bo samo podwiązanie nie zawsze jest skuteczne)... trochę tych wizyt u weterynarza będzie!

      Usuń
  3. Jakie cudne umaszczenie mają. Ten czarny z rudą plamką lub ruda pręgą <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dwa to chyba dziewczynki - u chłopców takie kolory się podobno nie zdarzają :)
      Swoją drogą, jeden z nich już chyba znalazł rodzinę adopcyjną! Zobaczymy, czy wszystko się powiedzie, ale trzymam za niego kciuki :)

      Usuń
  4. Też przez pewnien okres w naszym życiu zajmowaliśmy się tymczasowo zwięrzętami jako "dom tyczasowy". Super wspominamy ten czas! Jeden kot z takiej "tymczasówki" został z nami na stałe :) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super historia! Podobno często domy tymczasowe tak się kończą :)

      Usuń
  5. Cudowne kociaki, my mamy koty tylko na wsi. Od lat przychodzi do nas kotka Wacław( nie pytaj dlaczego takie imię ) i choć darzy nas dużym zaufaniem do dzieci się zbliżać nie pozwoli. Za to ostatniego lata jedna mała kotka tak się do nas przekonała, że zupełnie nie chciała wychodzić z domy, dała się "pieszczoszyć" i tulić. Niestety mój mąż ma uczulenie na sierść ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też ma alergię, ale postanowił, że dwa miesiące może jakoś wytrzymać. O tyle jest to wykonalne, że koty mają swój pokój, więc nie muszą łazić po całym domu. W razie potrzeby, można je zamknąć u nich i przewietrzyć całe mieszkanie. Ale i tak katar i zaczerwienione oczy co rusz wracają i miłe to nie jest :(

      Usuń
  6. Czy kotki będą miały badania pod kątem felv i fiv?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama już miała testy i wyszły ujemnie. Kociaki nie miały kontaktu z innymi kotami, od mamy się nie mogły zarazić, bo nie mają czym :)

      Usuń
  7. Cudowne te kociaki :) Mam nadzieję, że szybko znajdziecie dla nich nową rodzinkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niektórych już zgłosili się pierwsi zainteresowani, więc mam nadzieję, że szybko pójdzie :) Musimy tylko jeszcze sfotografować mamę, bo na razie ciągle nam uciekała sprzed obiektywu, a bez trudniej znaleźć jej dom.

      Usuń
  8. Wspaniała inicjatywa, świetnie, że zdecydowaliście się zostać domem tymczasowym! Mam nadzieję, że maluchy szybko znajdą odpowiedzialny dom i będą żyły w ogromie miłości!

    OdpowiedzUsuń
  9. moja koleżanka znalazła ostatnio podobne maleństwo w starej szopie. W życiu nie widziałam takiej odrobinki :-) Na razie jeszcze nie wiemy czy to chłopczyk czy dziewczynka. Musi podrosnąć. Trzymam kciuki za Wasze kociaki. A może zatrzymacie sobie przynajmniej jednego?

    OdpowiedzUsuń