czwartek, 27 kwietnia 2017

Ładne dewocjonalia - czy to możliwe?

Trzy lata temu postanowiłam zrobić na blogu zestawienie ładnych krzyży dostępnych w sklepach internetowych. Po długich poszukiwaniach, opublikowałam artykuł. Tylko zamiast kolaży zakupowych, umieściłam w nim istotne pytanie - gdzie jest krzyż?

Wasza reakcja na to pytanie przerosła moje oczekiwania. Chociaż niektórzy byli oburzeni, że można rozmawiać o jakości dewocjonaliów, większość się ze mną zgodziła - nie ma ładnych krzyży w sklepach. Co więcej, regularnie piszecie o tym w wiadomościach prywatnych. Minęły trzy lata, a temat kiczu w dewocjonaliach jest wciąż aktualny! 

"W moim domu wiszą krzyże nad drzwiami, ale często słyszę, że to gryzie się z resztą dodatków."

"U mnie nie ma żadnego symbolu religijnego, bo mi się one wizualnie nie podobają, takie starsze do niczego mi nie pasują."

Tamten artykuł i Wasze komentarze okazały się przełomowe i dużo namieszały w moim życiu. 

Dzisiaj wyjaśnię Wam, co się działo przez te trzy lata. 


Przez pierwszy rok dziwiłam się, jak to możliwe, by w rozkwicie mody na wnętrza skandynawskie i minimalistyczne nie dało się znaleźć prostego drewnianego krzyża. Bez zaokrągleń, bez figurki, bez zdobień i bez asymetrii. Śledziłam też posty, jakie powstały w odpowiedzi na temat, który zaczęłam na blogu. Zachwycałam się pokazywanymi dewocjonaliami sprzed lat, które macie czasem w swoich zbiorach rodzinnych. I pojawił się pomysł.


W drugim roku czułam się już zobowiązana do wzięcia spraw w swoje ręce. Wychodzę w życiu z założenia, że jeśli chcę, by coś było, powinnam sama to zrobić. Tak powstały Blogi Wnętrzarskie - pozazdrościłam spotkań blogerkom modowym, więc zamiast czekać z założonymi rękami, sama (z pomocą kochanego męża oczywiście!) zorganizowałam spotkanie blogerek wnętrzarskich. Skoro więc nie ma ładnych dewocjonaliów, powinnam sama je zrobić. Tylko jak?


W trzecim roku w końcu udało mi się znaleźć osobę, która pomogła określić ostateczne wymiary i stworzyć prototyp. Duże stolarnie nie chcą przyjmować takich małych zleceń, a manufaktury nie dysponują odpowiednio precyzyjnymi narzędziami, dlatego to, co z początku wydawało się bardzo proste, przeciągnęło się w czasie o wiele miesięcy. Miałam poczucie, że nikt nie traktuje mnie poważnie i tylko walę głową w ścianę. 

Ale od czego ma się przyjaciół? Podczas, gdy ja postanowiłam stworzyć ładne dewocjonalia, moja przyjaciółka zaczęła studiować wzornictwo przemysłowe. Myślę, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. To dzięki niej powstał pierwszy krzyż. Ramiona zostały odpowiednio wyfrezowane na precyzyjnej maszynie, milimetr po milimetrze. Pasowały do siebie idealnie i trzymały się na wcisk. Niestety maszyna, której użyłyśmy, wymaga zbyt dużych nakładów środków, by cena końcowa produktu mieściła się w jakiś sensownych granicach. Potrzebowałyśmy frezarki równie precyzyjnej, jednak bardziej współczesnej. Znalezienie firmy, która dysponuje takim sprzętem i wie, jak go użyć, by efekt końcowy był naprawdę dobry, zajęło nam kolejnych parę miesięcy. 


Od początku widziałam, że pierwszy krzyż ma być dębowy i w naturalnym wybarwieniu, jednak na wszelki wypadek przetestowaliśmy różne warianty. Piaskowanie, inne gatunki drzew, różne impregnaty... Ostatecznie wybraliśmy dwa oleje. Jaśniejszy dobrze oddaje kolor surowego drewna i świetnie pasuje do skandynawskich wnętrz z szarościami i surowymi elementami. Ciemniejszy pomógł uzyskać bardziej wyrazisty krzyż, który lepiej odnajdzie się we wnętrzach, w których już stoją dębowe meble w naturalnym wybarwieniu. 


Wiem jednak, że wybrane przeze mnie wybarwienia to zbyt mało, by odpowiedzieć na wszystkie Wasze potrzeby. Dlatego wzięliśmy pod uwagę możliwość realizowania indywidualnych zamówień. Inne gatunki drzew, wybarwienia, różne kolory, dedykacje na odwrocie czy inne wymiary - tak naprawdę wszystko jest możliwe. 


Osobnym zagadnieniem, które bardzo mnie zaangażowało, było przygotowanie odpowiednich opakowań. Chciałam, by krzyż znajdował się w pudełku, najlepiej eleganckim, by całość mogła pełnić rolę ładnie spakowanego prezentu. Jednak nie mogłam pozwolić, by krzyż w środku łatał i obijał się o ścianki pudełka! Dlatego potrzebna była specjalna pianka, która ładnie go wyeksponuje i nie dopuści do żadnych uszkodzeń podczas transportu. 

Miałam jeszcze jeden warunek - wszystko ma być wyprodukowane w Polsce. I wiecie co? Nie wiem jakim cudem, ale udało się! Pudełka są ręcznie składane na Dolnym Śląsku, udoskonalone specjalnie dla nas, a pianki wycinane na wymiar w centralnej części kraju. Każdy element powstaje w innym miejscu, w bardzo wyspecjalizowanych polskich zakładach, ale ostatecznie wszystko idealnie do siebie pasuje. 

Pamiętajcie - efekt końcowy to nie jest moja zasługa. To efekt pracy bardzo wielu osób. Jestem dumna z tego, co razem udało się nam dokonać. 



Teraz, gdy dobiegł końca proces tworzenia najważniejszego spośród wszystkich dewocjonaliów, krzyża, możemy wystartować z naszym sklepem. Zapraszam:


Zachęcam do śledzenia nas na Facebooku i Instagramie, gdzie będziemy informować o kolejnych rzeczach pojawiających się w sklepie oraz dzielić się zdjęciami pięknych kapliczek i dewocjonaliów. 

FIDO to wiara i zaufanie. Wierzymy, że dewocjonalia mogą być piękne. Zaufajcie nam!


20 komentarzy:

  1. Magda! Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego poświęcenia dla tego tematu.
    Brawo za odwagę i wypełnienie niszy. No i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Może warto podać wymiary krzyża na stronie sklepu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wskazówkę, już dopisałam :)

      Usuń
  3. Wow, Magda świetny pomysł! Kibicuję mocno <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo Magda! Ja należę, do osób, które chciałyby powiesić krzyż w swoim mieszkaniu, ale nie mogą znaleźć nic odpowiedniego. Ten prosty wzór jest świetny. czy jest szansa, że wprowadzicie też trochę mniejszy rozmiar?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! Jaki rozmiar by Cię interesował? Odezwij się na priv :)

      Usuń
  5. Magda, wielkie gratulacje! Przede wszystkim za pociągniecie tego tematu, który chyba jest dość... nie wiem, kłopotliwy w designie? Na pewno niszowy, więc świetnie trafiłaś. Ja osobiście krzyżyków nie wieszam, uwielbiam bardziej stare dewocjonalia, które zbieram, ale wiem, że na pewno znajdziecie odbiorców, sympatyków wnętrz bardziej nowoczesnych czy minimalistycznych. Uściski :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa! A jeśli lubisz stare dewocjonalia, to powinny spodobać Ci się również stare kapliczki przydrożne, które będziemy pokazywać na fb i instagramie FIDO design :)

      Usuń
  6. Absolutnie się z Tobą zgadzam jak czegoś nie ma trzeba to zrobić samemu. Super,że poruszasz ten temat - krzyże to trochę temat tabu w blogosferze. Zawsze do szczęścia były mi potrzebne dewocjonalia. Ja zawsze kupowałam dewocjonalia jako pamiątki z podróży. Wybierałam oryginalne i nie tandetne. A Twój przyjacielski projekt jest super: piękny i pięknie opakowany! Ruszaj na podbój rynku! Oferta jest absolutnie kompletna! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. W moim domu wiszą dwa krzyże metalowe z Bierzmowania mojego i M. Niedawno odnalazłam 2 krzyże zrobione ręcznie przez mojego tatę gdy byłam dzieckiem. Jeden zawiesiłam w salonie, a drugi zabrałam do mojej pracy. Ten do pracy wygląda identycznie jak Twój na zdjęciach. A ten w salonie ma dodatkowo wystruganego Jezusa i przybitego gwoździkami do krzyża. Muszę zrobić fotki i Ci pokazać (: Ja też poszukuje ładnych dewocjonaliów. Mam na przykład dwie piękne mini szopki ręcznie wykonane w Polsce (: Powodzenia, Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz może jakieś zdjęcia tych polskich szopek? Chętnie bym je zobaczyła :) Jak coś, pisz na wnetrzazewnetrza@gmail.com

      Usuń
  8. Bardzo ciekawie wygląda ten krzyżyk. Podoba mi się jego wykonanie i prostota :)

    OdpowiedzUsuń