niedziela, 22 marca 2015

Rodzice nieomylni

Jeśli jesteście rodzicami, z pewnością czujecie na sobie ciężar olbrzymiej odpowiedzialności. Decyzje, które podejmujemy, każdy ruch - wszystko wpływa na rozwój naszych dzieci. Jeśli zacząć się nad tym głębiej zastanawiać, można by popaść w naprawdę niezłą paranoję.



Czy maluch pije wystarczającą ilość wody? A może za dużo? Czy niedobór/nadmiar wody w organizmie wpłynie na jego zdrowie i inteligencję w przyszłości? Czy w pieczywie, które kupujemy, na pewno nie ma rakotwórczych substancji? Czy gdybyśmy mieszkali w innej dzielnicy, dziecko żyłoby dłużej? Czy szkoła, którą wybraliśmy, będzie odpowiednia? Czy będzie w niej szczęśliwy? Czy po niej znajdzie pracę? Czy gdyby poszedł do innej, byłoby lepiej? Czy lekarstwa przypisane przez lekarza nie osłabią odporności? Czy faktycznie je podawać? A może lepiej skonsultować się najpierw z pięcioma innymi specjalistami? Które buty są lepsze? Może dokupić do nich specjalne wkładki? Czy wystarczy nosić wkładki poza domem czy lepiej również po mieszkaniu? A może też do spania, to efekty leczenia przyjdą jeszcze szybciej?

Staramy się wybrać dobrze, ale i tak zawsze można wybrać lepiej. Na szczęście najczęściej ten wpływ pojedynczych decyzji jest znikomy, więc nie przejmujemy się nim przesadnie i po prostu żyjemy dalej. Zwyczajnie postępujemy zgodnie z naszym doświadczeniem i intuicją. To rozsądne, bo nie ma czasu na zastanawianie się nad wszystkim. 

Nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe.

Nie pisałabym o tym, gdyby nie pewna dyskusja, w której padło stwierdzenie, że matki, które zdecydowały nie karmić naturalnie, krzywdzą swoje dzieci. Krzywdzą je! Oczywiście wątek pociągnęłam dalej i okazało się, że nie chodzi tylko o karmienie piersią. Temat jest szerszy.

Dotychczas wydawało mi się, że krzywdzi się ludzi będąc wobec nich agresywnym, przykrym, wykorzystując ich i raniąc. Ale okazuje się, że nie. Podobno krzywdzimy nasze dzieci odbierając im szansę na coś, co potencjalnie mogłyby zyskać. Co to oznacza w praktyce? 
Jeśli dziecko karmione naturalnie miałoby prawdopodobnie większą odporność, to podejmując decyzję o karmieniu mieszanką, odbieramy mu tę potencjalną odporność i narażamy dziecko na choroby. Jeśli więc maluch się przeziębi, nie musisz mieć wątpliwości - to Twoja wina! Skrzywdziłaś swoje dziecko!

Jeśli więc przestajesz karmić piersią po dwóch latach (a przecież można karmić dłużej) to krzywdzisz swoje dziecko odbierając mu może szansę na życie w zdrowiu i szczęściu! Bo może te kolejne miesiące byłyby decydujące...
Jeśli córka ma talent malarski, ale tego nie zauważysz i nie wyślesz jej na zajęcia plastyczne, to też ją skrzywdzisz. Odbierasz jej może szansę na międzynarodową karierę malarską!

Oczywiście śmieję się z takiego toku rozumowania. Życie to sztuka wyborów, ale zawsze wybieramy pomiędzy czymś a czymś. Czegoś dziecku nie damy, ale za to coś innego damy w zamian. Nie można pozwolić sobie wejść w spiralę pytań o konsekwencje, bo i tak nie jesteśmy w stanie wszystkich przewidzieć. Może dzięki temu, że dziecko nie będzie karmione piersią, matka uniknie depresji poporodowej? Może dzięki temu, że córka nie pójdzie na zajęcia plastyczne, będzie miała czas realizować się na kółku teatralnym? Wytykanie rodzicom ich decyzji i mówienie o krzywdzeniu dzieci w kontekście utraconych potencjalnych szans jest trochę przykre.

Warto poszerzać swoją wiedzę i warto starać się wybierać dobrze. Ale pamiętajcie, że wbrew pozorom nie na wszystko mamy wpływ. Nie dajcie sobie wmówić, że nieszczęśliwe zdarzenia losowe to wasza wina, bo kiedyś/coś/gdzieś mogliście zdecydować inaczej

A staranie się, by dać dziecku to co najlepsze, nie jest krzywdzeniem. 
To zwyczajna nieidealna miłość.


15 komentarzy:

  1. Komentarz emocjonalny sobie podaruję :) W zamian fakty: moja 14-letnia, nie karmiona piersią córka jest jednym z najzdrowszych dzieci jakie znam. Bardzo rzadko choruje a przeziębienie trwa u niej nie dłużej niż 2 dni. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od jakiś 10 lat zachorowała na zapalenie oskrzeli i dostała anybiotyk. Poza tym, jest piękna, mądra i dobra :) Moja sprawdzoną zasadą jest: traktuj swoje dziecko jak samego siebie. I nie kombinuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pozazdrościć takiego okazu zdrowia! :)
      Chociaż my też nie możemy narzekać na nasze dzieci ;)

      Usuń
  2. Też spotykam się z tego typu oskarżeniami. Nie tylko odnośnie dzieci ale również.. zwierząt. Kupiliśmy sobie psa - szczeniaka. Jak to tak można karmić karmą, a dlaczego on ma taką a nie inną obrożę, czemu wy mu na TO pozwalacie? Wiem, że pies to nie człowiek, ale tak wiele oskarżeń i zażaleń jeszcze nigdy nie odebrałam. Boję się co będzie dalej, gdy przyjdzie czas na dzieci. Rodzina potrafi być bardzo krytyczna, a każda przeze mnie podjęta decyzja jest zła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie zawsze wszystko wiedzą lepiej :)
      Jest tylko jedna metoda - nie przejmować się! Głowa do góry :)

      Usuń
  3. Nie dajmy się zwariować.Są przecież sytuacje ze wskazań zdrowotnych, kiedy to matka wręcz nie powinna karmić dziecka piersią.To po pierwsze.Po drugie zaś, każdy człowiek ma prawo do podejmowania suwerennych decyzji w każdej sprawie i nikomu nic do tego.Życie to sztuka wyborów i ponoszenia za nie takich czy innych konsekwencji...a to też każdego prywatna rzecz.Magda-pozdrawiam Ciebie i Twoją Rodzinę bardzo serdecznie!Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za pozdrowienia! :)
      Miłego dnia!

      Usuń
  4. Hmmm, jeśli przyjmiemy, że mleko matki jest dla dziecka lepszym pożywieniem niż "mieszanka" (a z tym jak zrozumiałam się generalnie zgadzasz), to jakie byłyby argumenty uzasadniające decyzję o niekarmieniu...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (zakładając oczywiście, że matka może karmić i nie ma przeciwwskazań medycznych ;) )

      Usuń
    2. Względy psychologiczne. Ot, ludzie mają różne fobie i fakt ssania piersi przez dziecko może kogoś odrzucać. Pojawia się w związku z tym pytanie - czy wartości pokarmowe i sam fakt bliskości mają tak duży pozytywny wpływ, by zupełnie niwelował ewentualne negatywne emocje, jakie będą się budzić w matce podczas przymuszania się do karmienia swojego dziecka? Potrafię sobie wyobrazić miliony powodów, przez które kobieta może nie chcieć karmić piersią. Jest to też czasochłonne, wyczerpujące, a jeśli dodatkowo wiąże się z tym jakiś przymus, a nie realne chęci... jak to się może odbić na uczuciach matki do dziecka? Jak na relacjach w związku? Co ze starszymi dziećmi? Dla chcącego nic trudnego, ale jeśli ktoś przestaje chcieć, to czy powinien się zmuszać? Moim zdaniem warto próbować, warto się starać, warto wiedzieć, jak to działa, by ewentualne zaniechanie dalszych prób było faktycznie przemyślane... ale nie warto postrzegać przejścia na mleko modyfikowane jako największe zło, jakie może spotkać małe dziecko.

      Oburzające jest dla mnie utrudnianie kobietom karmienia swoich dzieci piersią (presja rodziny, że zbyt długo; problemy z karmieniem w miejscach publicznych), ale jednocześnie uważam za absurdalne robienie jakichkolwiek wyrzutów matkom, które jednak piersią nie karmią.

      A już abstrahując od karmienia piersią, to najbardziej z kosmosu jest nazywanie różnych wyborów rodziców KRZYWDZENIEM dzieci. Wyszło od karmienia piersią, ale tak naprawdę to nie o ten temat mi chodziło, ale o nadużywanie tego negatywnie nacechowanego określenia w stosunku do rodziców, którzy w dzisiejszych czasach i tak są obarczeni straszliwą presją podejmowania 'jednych słusznych wyborów'. Miliony poradników, w każdym coś innego, co pięć lat się zmieniają standardy i teraz nie popełnij żadnego błędu, bo SKRZYWDZISZ swoje dziecko i IQ nie będzie aż tak wysokie i przeziębi się kilka razy więcej. Kiedyś zasady postępowania z dzieckiem były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wszyscy robili tak, jak ich rodzice, i nie było się nad czym zastanawiać. Poza tym większa umieralność była, to też się ludzie trochę mniej przywiązywali. A teraz często jedynacy, to wszystko musi być wychuchane. Nie mówię tego tylko na podstawie moich własnych obserwacji. To wiedza, którą nabyłam na studiach, ale dopiero ostatnio zauważam, że faktycznie tak jest! Wymaga się od rodziców, by byli rodzicami idealnymi, a nie da się tego zrobić. I tak jak łatwo się pogodzić, że nie jest się człowiekiem idealnym, tak już ciężko się pogodzić, że swoimi zaniedbaniami KRZYWDZI się swoje dziecko. No bo kto chce skrzywdzić dziecko?! Nikt! To trzeba temu zapobiec. Tylko jak, skoro się nie da? Paranoiczna sytuacja. A wystarczy przestać patrzeć na nasze nieidealne wybory przez pryzmat 'krzywd'. Może dzięki temu, że dziecko coś straciło w jednym względzie, zyskało coś w innym? Tak jak w życiu -> może straciłaś pracę, oblałaś egzamin, uciekł Ci autobus i złamałaś nogę, ale dzięki temu trafisz do szpitala, w którym poznasz swojego przyszłego męża? Po prostu nie warto się przesadnie zamartwiać, bo jest zbyt wiele czynników i nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć. Więc wracając do początkowego karmienia piersią -> może dzięki temu, że część dzieci jest karmiona sztucznie, za parę lat nadal będą mogły wychowywać się w pełnej rodzinie. Kto to wie? Nikt! Dlatego takich wyborów nie sposób oceniać jednoznacznie.

      Usuń
    3. Zgadzam się z Magdą, bo jednym z istotnych przeciwwskazań do karmienia dziecka piersią w sytuacji gdy mama ma pokarm, jest właśnie aspekt psychologiczny(lęki, fobie o różnym podłożu, także takim że nie sprosta się roli matki karmiącej), a niekiedy można mówić nawet o poważnych zaburzeniach psychogennych.Niestety, środowisko wokół mamy i nowo narodzonego maleństwa nie pomaga w tym względzie a tylko przeszkadza poprzez naciskanie na karmienie naturalne.To jest błędne koło, bo często mama pod presją otoczenia traci pokarm a nierzadko chęć do bycia mamą.O tym się nie mówi, jest to pewnego rodzaju tabu na oddziałach położniczych w Polsce.Powinno być bezwzględne wsparcie dla każdej decyzji rodziców, bo to oni są odpowiedzialni za zdrowie i życie dziecka, nie zaś babcie, ciotki i inne postronne osoby(nawet najlepiej życzące takiemu dziecku).Każdy ma prawo do podejmowania własnych decyzji, zwłaszcza w tak osobistych sytuacjach.Może też być tak, że mama nie ma ochoty karmić piersią i ja uważam, że ma do tego prawo.Jej piersi, jej wola.
      Kasia

      Usuń
    4. Chociaż unikałabym określenia 'jej piersi, jej wybór'. Bardzo kojarzy mi się z argumentacją dotyczącą aborcji, a nie chciałabym, by ktoś doszukał się analogii. Dobro dziecka stawiam wyżej niż zupełną wolność decyzji rodzica. A tak jak napisałyśmy wyżej, wybór mleka sztucznego wbrew pozorom może przynieść dziecku więcej korzyści. Nie bez powodu mówi się, że szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko :) Natomiast aborcja po prostu kończy życie. W przypadku aborcji ciężko rozmawiać o ewentualnych korzyściach dla malucha. Przy aborcji eugenicznej ewentualnie, chociaż też nie tyle ze względu na ból, bo są naprawdę mocne środki przeciwbólowe, co ze względu na kolejne ciąże. No ale temat jest skrajnie inny i argument 'moje coś, mój wybór' bardzo źle mi się kojarzy. Już przychodzą mi do głowy kolejne przykłady w stylu "moje pieniądze, mój wybór [czy kupię dziecku jedzenie, czy sobie alkohol]". Nie chciałabym stawiać wyboru karmienia w tym samym szeregu :)

      Usuń
    5. Być może trochę niefortunnie użyłam tego określenia, ale też nie uważam aby było aż tak naganne.Nie porównywałabym go jednak pod żadnym względem do argumentów przemawiających za aborcją - to według mnie "inny " kaliber.
      Pozdrawiam ciepło i niezmiennie podziwiam za podejmowanie trudnych, niepopularnych tematów, które związane są z życiem i jego trudami.
      Kasia

      Usuń
    6. Dzięki za miłe słowa! :)

      Usuń
  5. Nie byłam naturalnie karmiona przez mamę, ponieważ miałam skazę białkową. Jak wygląda dziś moje życie? Jestem zdrowa jak koń, odporna, uprawiam sport, mało choruję :) Ludzie lubią wrzucać wszystkich do jednego wora bo jak jedno dziecko karmione mlekiem w proszku chorowało to i reszta przecież musi. Nigdy nie ma wyjątków od reguły! Ja śmieję się z takiego rozumowania :) Bardzo dobry post. Sporo rodziców powinno go przeczytać.

    http://blogwspodnicy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! Nie ma przełożenia, że jak się karmi piersią, to dziecko będzie zdrowe, a jak sztucznie, to chore. Choć nie da się ukryć, że statystycznie faktycznie dzieci karmione mlekiem matki są zdrowsze, to też nie ma powodów, by się specjalnie obwiniać, jeśli maluch zachoruje po przejściu na mieszankę. Prawdopodobnie zachorowałby bez względu na sposób karmienia.
      Na pewno warto karmić naturalnie, ale nie ma co się specjalnie obwiniać, gdy życie układa się inaczej. Zawsze szkoda mi tych rodziców, których czytam na różnych forach, którzy obwiniają się za wszystko, co złego spotkało ich dzieci.

      Usuń