czwartek, 12 lutego 2015

Koniec to też początek

Często się słyszy o przypadkach kobiet, które po urlopie macierzyńskim nie miały już do czego wracać. Wiele kobiet nie decyduje się na dzieci z obawy przed utratą pracy. Ale czy faktycznie jest się czego bać? Dzisiaj przedstawię Wam dwie dziewczyny, które udowadniają, że warto brać życie w swoje ręce.




Rodzina, nowa dobrze płatna praca i kolejna ciąża, wyczekana po okresie strachu przed stratą kolejnego dziecka. Od początku musiała być pod mocną obserwacją, więc bezpieczniej było na zwolnieniu. I nagle pod koniec trzeciego miesiąca regularne skurcze. Słowa pielęgniarki z izby przyjęć pamiętam do dziś: no cóż, trzeba się pogodzić ze stratą. A jednak Maleństwo jeszcze żyło. Później operacja. Ja przeżyłam, dziecko nie.

Kolejne dziecko, nadal puste ramiona.

Tak swoją historię zaczyna Maria.

Rodzina i przyjaciele już raz przeszli ze mną żałobę. Gdyby nie oni, na pewno bym nie przetrwała. Niestety psychicznie nie nadawałam się jeszcze do powrotu do pracy. Ale z zapewnień szefa wiedziałam, że nie muszę się spieszyć, że czekają. 
Po ponad miesiącu od straty dziecka telefon od nowego menadżera z czysto technicznym pytaniem, czy jeszcze jestem w ciąży, bo kadry nie widzą,jak mi wyliczyć pensję. W tym momencie zapewne pakował moje wypowiedzenie do koperty. Musiał tylko wiedzieć, czy jestem jeszcze chroniona. Takie małe kłamstewko, bo moje miejsce miał zająć jego znajomy. Kurier z wypowiedzeniem to był dla mnie kolejny cios, tym razem już do dna.
Nagle wpadł mi do głowy pomysł, zaczęłam szukać, pytać, zapisywać, liczyć i marzyć. Mój biznes miał się oprzeć na 1000 złotych oszczędności, ale mimo to wierzyłam, że dam radę. Powstały obrazy. Pierwszy mam do tej pory. Ploter musiał zająć miejsce stołu, więc jedliśmy na dworze (na szczęście było lato). Po paru miesiącach powstała wymarzona pracownia. Zdarza mi się pracować po paręnaście godzin, by wszyscy dostali obrazy na czas, a obecny rekord to dwadzieścia jeden godzin w pracowni, ale nie zamieniłabym tego na żaden etat! Firma ma już rok i mnóstwo zadowolonych Klientów, którzy polecają znajomym moje prace. Prym wiedzie pani Ewa z zamówionymi sześcioma kompletami :)

Koniec stał się nowym początkiem. Powstał sklep Perpetuja. Upór i marzenia wzięły górę nad depresją. Na pewno nie było lekko, ale czy warto? Chyba nikt nie ma wątpliwości!


Gary John Norman / Taxi / Getty Images

Nie zawsze obrót spraw musi być aż tak dramatyczny, jak miało to miejsce u Marii. Czasem zwolnienie pojawia się po szczęśliwym urlopie macierzyńskim i wcale nie musi być spowodowane niewłaściwymi intencjami szefa. Przez rok czasu dużo się może zmienić. Firma może przestać istnieć! Trzeba się liczyć ze zmianą pracy zawsze. Po rocznym urlopie, mając w domu kochanego maluszka, może trudniej się z tym pogodzić, ale to bardzo dobry moment, by spróbować w życiu czegoś nowego.

Ola, autorka bloga Fotobloo, o zwolnieniu została poinformowana zaraz po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Wszystko, jak twierdzi, odbyło się miło i sympatycznie - likwidowany był cały jej dział, więc co za tym idzie, również jej stanowisko pracy.

Co czułaś, gdy dowiedziałaś się, że nie masz możliwości kontynuowania pracy? 
Trochę ulgę, że ktoś podjął za mnie decyzję. Już wcześniej chciałam zrezygnować z wykonywanego zawodu na rzecz własnej działalności gospodarczej, ale nie miałam odwagi. Wszyscy wokoło odradzali taki krok ze względu na duże ryzyko. Jak nie miałam wyjścia, to była inna sytuacja. Oczywiście nie obyło się bez stresów i nerwów. Wiadomo, że życie przedsiębiorcy nie jest usłane różami. [...] Sklep decorOlka prowadzę już prawie 5 lat, ale do tej pory był tylko dodatkiem, rozrywką, chociaż często bardzo pracochłonną. Gdy wiedziałam, że będzie musiał być moim źródłem utrzymania, wzięłam się mocno do pracy. Musiałam sobie poukładać plan dnia, by zdążyć ze wszystkim i mieć czas dla rodziny.
Praca przy własnym biznesie trwa 24 godziny na dobę. Tak naprawdę każdą wolniejszą chwilę wykorzystuję na różne sprawy z nią związane. Oprócz tego jest to praca jak każda inna, której nie da się pogodzić z byciem mamą na pełny etat. Moja córeczka trzy dni w tygodniu spędza u dziadków, jeden dzień zajmuje się nią tata i jeden ja. To tak teoretycznie, wiadomo, że czasem coś wypadnie, ktoś zachoruje. Własny biznes daje elastyczność, co jest ogromnym plusem. Dużo rzeczy można zrobić wieczorem, gdy dziecko już śpi. Ale wszystko jest kosztem czegoś. Cały czas się myśli o swojej pracy.

Czy warto?
Oczywiście! To co robię sprawia mi frajdę! Firma się rozwija i mam nadzieję, że już wkrótce zrekompensuje mi brak stałej pensji.

Te historie nie są wcale zaczerpnięte z powieści fantasy. Dziewczynom naprawdę się udało! Ciężkie momenty przydarzają się każdemu i sztuką jest wychodzić z nich obronną ręką. Ale jeśli one dały radę, to czemu Wam miałoby się nie udać? Pamiętajcie - wszystko się kiedyś kończy. Nie ma w tym nic strasznego, dlatego spróbujcie pamiętać, że koniec może być także początkiem czegoś nowego, lepszego, ciekawszego.



Nigdy nie rezygnuj ze swoich pasji.

Trzeba wierzyć w sukces! 

Nie tracić ducha, gdy coś nie wychodzi. 

Warto korzystać z nadarzających się okazji.

Głowa do góry!

Warto czasem zaryzykować.


Na koniec zapraszam Was do sklepów Marii i Oli - Perpetuja i decorOlka. Zobaczcie, czym się zajmują na co dzień :)

27 komentarzy:

  1. Magda, dziękuję Ci za te historie z happy end'em!
    Sama jestem teraz w takim momencie, że chciałabym zrobić krok dalej.
    Synek uczęszcza już do przedszkola, a ja myślę o własnej działalności.
    Ale niestety, nie mam jakoś wsparcia od osób najbliższych, którzy powtarzają, że nie mam doświadczenia w zarządzania firmą, że najpierw powinnam popracować gdziekolwiek, żeby zdobyć jakiekolwiek doświadczenie, nieważne, że nie byłoby to miejsce pracy związane z tym, co chcę robić.
    Czy ja powinnam słuchać innych?
    W tym wypadku chyba nie...
    Ale ja naprawdę chciałabym usłyszeć coś pokrzepiającego, dostać pozytywnego kopniaka, a już zwłaszcza od bliskich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już się zacznie gdzieś pracę, to ciężko zrezygnować - 'bo a nuż biznes nie wypali, a potem nie dostanę innej". Zastanów się, ile musisz zainwestować i czy jesteś gotowa ten czas i pieniądze zaryzykować. Bo zawsze trzeba się liczyć z tym, że coś nie wyjdzie. Jeśli eksperymentować, to teraz jest na to najlepszy czas :)
      Ale faktycznie bez wsparcia bliskich, może być ciężko. Słysząc negatywne opinie dookoła, można we wszystko zwątpić :(

      Usuń
    2. Magda ja nie pracuję właśnie. Do tej pory zajmuję się wychowywaniem synka, który niebawem kończy 3 latka.

      Usuń
  2. Kobietom jednak trudniej. Zacząć coś samej, bez wsparcia ludzi naokoło to często nierealne. Cieszę się, że jednak mam takich co wspierają, a Ci co nie wierzą we mnie - jeszcze wam pokażę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, bez wsparcia ludzi dookoła jest ciężko. Ale zawsze wsparcia można poszukać wśród ludzi myślących podobnie, interesujących się tym samym. To nie musi być rodzina! :)

      Usuń
  3. Zawsze pozytywnie nakręcają fajne historie. Każdy miał albo ma, albo go czeka chwila albo dwie, kiedy to stajemy i co dalej?
    Coś jest ważne, a coś ważniejsze - musimy wybrać. Opinie dookoła nam wcale nie pomagają. Ale jak się uprzeć i stanąć na swoim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest lekko, to prawda! Ale warto :)

      Usuń
  4. ogromne brawa dla dziewczyn:) ja (w podobnej sytuacji) u mnie jednak nie jest az tak rozowo, ale wszystko przede mna.....

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo inspirujące historie! Ja dziś rozmawiając z jedną mamą w klubie malucha doszłam do wniosku, że dla wielu kobiet ten rok urlopu jest czasem na przemyślenie priorytetów w życiu i często owocuje właśnie decyzją o podążaniu za swoją pasją!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo taki roczny urlop to dobry moment na zwrot w karierze :) Kiedy jak nie teraz?

      Usuń
  6. JA też zaryzykowałam....nie wróciłam do pracy bo w sumie ni miałam gdzie wracać...do nowej nie poszłam..wybrałam prace na własny rachunek....i póki co nie żałuję....wczoraj opublikowałam wpis o ocenianiu takich mam jak ja...które siedzą w domu....bo nie mają nic lepszego do roboty...a szycie (jak to jest w moim przypadku) to tylko tak na odczepkę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Twój tekst i niestety jest w nim dużo prawdy, nie tylko w kontekście szycia. Po pierwsze - pracy nad domem nie postrzega się jako pracy, a przecież sprzątając, gotując, piorąc, prasując, bawiąc dzieci, przekopując ogródek - no nie ukrywajmy, można się zmęczyć. Ale tego się nie docenia. Po prostu! To może być frustrujące. Zwłaszcza, że kobiety same o swoim zajmowaniu się domem nie myślą w kategorii pracy. Po drugie - jak się założy działalność, to pracuje się z domu często. "Gdzie pracujesz?" "W domu" - ile osób to potraktuje poważnie? :D albo "jak już siedzisz w domu, to mogłabyś..." i tu można dokończyć dowolnymi domowymi obowiązkami. A praca na własny rachunek nie różni się od pracy na etat u kogoś. A jest bardziej absorbująca!

      Usuń
  7. Piękne historie! Kto nie ryzykuje, nie żyje...;) Trudności się nie ominie, a w późniejszym czasie okazuje się, że są one mobilizujące i gdyby nie one nie podjełoby się ryzyka...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzeba matką wynalazku - tu analogicznie :)

      Usuń
  8. Podpisuję się pod tym co napisałaś na końcu bez dwóch zdań !!! Warto mieć pasje i je realizować, nawet jeśli z boku wygląda, że nic z tego nie wyjdzie:))) Historie dziewczyn tylko to potwierdzają. Trzymam kciuki za wszystkie takie kobiety i wspieram je całym sercem:)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet pracując na etat gdzieś indziej, nie warto rezygnować ze swoich pasji jako hobby. Może kiedyś nadejdą gorsze dni bez pracy i to hobby wtedy będzie mogło stać się źródłem utrzymania.

      Usuń
  9. Super historie - brawo dla dziewczyn :)

    OdpowiedzUsuń
  10. czasami ktos musi podjąc z nas decyzje zebysmy sie odważyli cos zrobic. Brawo dla dziewczyn ze miały ta odwagę i wsparcie mężów i rodziny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo dla rodziny - dobrze, że o tym wspomniałaś :)

      Usuń
  11. Serdeczne gratulacje dla dziewczyn! Sytuacja zawodowa niestety często staje się ogromną przeszkodą do założenia rodziny. Nie warto jednak poświęcać swojego życia rodzinnego na rzecz obecnej firmy bo szef pewnie bez mrugnięcia okiem zwolniłby pracownika gdyby tylko nie był mu już potrzebny i nie brałby pod uwagę jego poświęcenia. Ah, gdyby to tylko było takie łatwe... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pracę zawsze znajdzie się czas, na dzieci zaraz może być już za późno ;)

      Usuń
  12. Ja trzymam kciuki za dziewczyny :) Warto mieć pasję i robić to co się naprawdę kocha!
    Dobrej nocki!
    Marta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też trzymam kciuki - w końcu prowadzenie firmy to niekończąca się fala wyzwań :)

      Usuń
  13. U mnie też zdarzało się, że wydarzenie, które jest niemal końcem świata okazuje się czymś najlepszym co mogło się przytrafić. Życie nas zaskakuje i czasem sięgnięcie dna jest tym czego tak naprawdę potrzebowaliśmy, zeby odbić się i zacząć robić to się naprawdę kocha.

    OdpowiedzUsuń
  14. Inspirujące - podziwiam te odważne dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń