poniedziałek, 5 stycznia 2015

Jak często chodzisz do terrorysty?

Do terrorysty? Ja? Regularnie! I bardzo sobie te wizyty chwalę. Dzwonię, pytam o której mogę przyjść, za godzinę, dziękuję, do widzenia. Doprowadzam się do ładu, wsiadam w auto, przyjeżdżam. Na miejscu moja pani szantażystka już czeka i służy pomocą.

Jestem zapisana do lekarza pierwszego kontaktu w prywatnej przychodni, która ma podpisany kontrakt z NFZ. Bardzo sobie chwalę to rozwiązanie. Ale jeśli moja lekarka postanowi nie podpisać umowy na kolejny rok, nie będę miała jej tego za złe. 
Też bym nie podpisała!



Skorumpowana zgraja, kłamcy, lenie, szantażyści - to tylko początek bardzo długiej listy pejoratywnych określeń lekarzy, jakie pojawiają się ostatnio w sieci. Nie trzeba dużo szukać, wystarczy zajrzeć TUTAJ na fanpage Gazety.

Wszystko się kręci wokół pieniędzy.

Internauci wytykają lekarzom, że skoro studia medyczne były finansowane ze środków publicznych, ci powinni teraz zwracać swój dług społeczeństwu. W jakimś stopniu jest to prawda - studia medyczne są opłacane z naszych podatków. Tak samo, jak studia socjologiczne niektórych pracowników McDonalda. Może zamiast zarabiać na życie w sektorze prywatnym, powinni spłacać swój dług przeprowadzając nieodpłatnie badania społeczne? Czemu nikt im tego nie sugeruje?

Dalej jest bardziej bezpośrednio - pieniądze na kontach lekarzy rodzinnych. Wszyscy komentatorzy z sieci są przekonani, że lekarze pierwszego kontaktu, poza wielomilionowymi oszczędnościami, mają bogato zdobione wille i luksusowe jachty, a do pracy latają helikopterem. Sęk w tym, że tak naprawdę zarabiają bardzo średnio, jak na swoje wykształcenie. Jakbym poświęciła tyle lat na naukę medycyny, na praktyki, na ciągłe doszkalanie się, to bym chciała zarabiać więcej. Na przykład tyle, co kardiolog lub chirurg plastyczny. Bo oni faktycznie zarabiają więcej! Lekarz lekarzowi nierówny.


Moje ulubione są jednak złote rady internautów. 
"Skoro lekarzom to nie odpowiada, to niech nie przyjmują tego zakresu/nie podpisują nowych kontraktów. Cała filozofia. Przyjdą tańsi i się zgodzą. Proza życia"
PROZA ŻYCIA!

Tak się składa, że cała afera rozchodzi się o to, że lekarze właśnie skorzystali z tej jakże mądrej uwagi i po prostu nie podpisali nowych umów. I jakoś tak wyszło, że nie przyszli tańsi na ich miejsce. Nawet drożsi nie przyszli. Bo nie ma lekarzy! Brakuje! Ups...

I co teraz?

Znowu na pomoc przychodzą internauci!
"Taką kasę niejeden chciałby dostawać"
To niech zostanie lekarzem i wtedy będzie dostawać. To by rozwiązało problem - niech zostaną lekarzami ci, którym warunki przedstawione przez Ministerstwo odpowiadają. Edukacja, jak już było to wspomniane wyżej, jest darmowa, a rekrutacja na studia otwarta. Wystarczy pięć lat nauki, praktyki i dzień w dzień przesiadywanie z marudzącymi, zakatarzonymi pacjentami. Prosta sprawa, pieniądze wręcz leżą na ulicy!

Ale obawiam się, że ktoś, komu wystarczają zarobki lekarzy, też mógłby w końcu zastrajkować. Bo jednak lekarzom rodzinnym te pensje wystarczały, a ich strajk jest związany z zupełnie czym innym. Nie chodzi o zwiększenie pensji.
"Jakie są wczesne objawy raka jelita grubego? Mogą być pojawiające się biegunki, mogą być zaparcia, może być krew w kale, mogą być pobolewania, może być utrata wagi. Dotąd dawałam skierowanie na kolonoskopię. U większości pacjentów były polipy, które lekarze od razu usuwali. Wszyscy ci pacjenci to potencjalni chorzy na raka. Radość z wyleczenia i uniknięcia tragedii. Teraz spośród tych pacjentów mam wybrać lepszych i dać im zieloną książeczkę. Wszystkim nie mogę. [...] Dlaczego nie mogę dać wszystkim? Bo muszę mieć trafienia! Trafienia to jest określenie ministra na pacjenta z chorobą nowotworową. [...] [Jeśli] badając w kierunku choroby nowotworowej 30 pacjentów nie znajdę u nikogo rozwiniętego raka to będę ukarana."

To nie lekarze są źli, ale system funkcjonowania opieki zdrowotnej (za który odpowiedzialność ponosi Ministerstwo Zdrowia). Powyższy fragment pochodzi z listu lekarki, który w całości możecie przeczytaj TUTAJ. Jeśli nie wierzycie lekarzom, zobaczcie co jakiś czas temu na temat zielonej karty pisała Wyborcza (klik).

A to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, z jakimi wkrótce będziemy się musieli zmierzyć my wszyscy. Bo to nie jest wyłącznie sprawa lekarzy. Na złych reformach zawsze ostatecznie najbardziej tracą pacjenci.

46 komentarzy:

  1. Brawo, też mi ten temat leży na sercu. Chociaż lekarzem nie jestem, nie mam znajomych i nikogo w rodzinie, to czuję, że państwo zwyczajnie nas oszukuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takie poczucie miałam przy okazji likwidowania OFE. Teraz mam wrażenie, że chcą dobrze, tylko za bardzo się spieszą. A co nagle, to po diable! W tej kwestii bardziej wierzę lekarzom niż politykom :)

      Usuń
  2. Gorąco ostatnio. Ja też się nie dziwię, że lekarze się buntują. Nie ma kontraktów, nie ma kasy, kolejki na kilometr, terminy na pół roku...Przychodzi/dzwoni taki rozgoryczony pacjent i im się obrywa jak słyszy co się wyprawia, a przecież to nie lekarzy wina. Szuka się oszczędności w sektorze, na którym oszczędzać się nie da. A tych komentarzy, które zamieściłaś nie mogę czytać. Naprawdę ludzie są tacy naiwni i głupi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nawet bardziej niż widać to po tych komentarzach. Prawdziwy duch narodu budzi się w anonimach :) ci jeszcze nie są tacy źli ;)

      Usuń
    2. Brrrr...nie ma to jak sączenie solidarnego jadu, przerabialiśmy już to kilkakrotnie niestety :(((

      Usuń
  3. Komentarze ludzi dotyczące lekarzy są dziwne, czy rzeczywiście są oni tacy ślepi? Nie wiem ile lekarz zarabia, wg mnie to i tak za mało. Ratują nasze życie, pomagają nam jak tylko mogą. Gdy taki lekarz doprowadzi pacjenta do śmierci media to nagłaśniają. Tylko szkoda, że tak rzadko mówi się, że lekarz uratował życie. To zdarza się przecież codziennie. Doceńmy pracę lekarzy, to jest ciężka praca. Ja wiem, że nie dałabym rady skończyć medycyny i jestem wdzięczna lekarzom, za ich pracę i trud wniesiony w niesienie dobra. I muszę przyznać, że do lekarzy mam wielki szacunek i nie powiem źle o nich bo to dobrzy ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dodatku niestety sporo błędów lekarskich jest wynikiem nie złej woli lekarza (jako złą wolę postrzegam np. przychodzenie do pracy będąc pod wpływem alkoholu), ale przemęczenia i nadmiaru obowiązków. System nie wyrabia, obrywają lekarze.

      Usuń
    2. Oj Magda...widać, że nigdy nie miałaś nikogo ciężko chorego w rodzinie. Nie musiałaś stykać się z tą butą, pychą i całkowitym brakiem zrozumienia ze strony lekarzy (pomijam całkowity brak umiejętności społecznych). Słowem: nie walczyłaś o nikogo bliskiego. Ot grypa, przeziębienie to Twoja rzeczywistość etc.

      Pisanie o odpowiedzialności lekarzy jest po prostu śmieszne...w żaden sposób nie odpowiadają oni za swoje decyzje. Co najwyżej możesz pozwać szpital, a nie konkretnego lekarza. A tak btw. inne zawody nie są odpowiedzialne? Strażak? Policjant? Czym niby odpowiedzialność lekarzy się różni od wymienionych zawodów?

      Naprawdę wierzysz, że owi kawalerowie z PZ walczą o Twoją lepszą przyszłość? Że walczą o to, żeby lepiej Cię leczyć? Nie chcę Cię urazić ale to jest bardziej niż naiwne...to jest po prostu dziecinność na którą stać tylko kogoś kto nie zetknął się z prawdziwymi życiowymi problemami.

      Może cisnę za ostro ale miałem gorszy dzień - nie bierz do siebie.

      Usuń
    3. Czasem jest źle. Czasem jest dobrze.
      Spotykamy ludzi złych i dobrych.
      Lekarzy takich, co chcą pomagać, takich, którzy są już zmęczeni i takich, którzy dbali tylko o siebie.
      Miałam szczęście poznać wielu lekarzy i specjalistów, za którymi będę stała murem.
      Przykro, że miałeś gorszy dzień i gorszych lekarzy.

      Usuń
    4. Anonimowy z 19:46
      Tak się składa, że miałam/mam ciężko chorych w rodzinie, tylko powiedzmy, że nie jestem upoważniona, by o tym tutaj pisać. Nie jestem anonimowa i w związku z tym moi bliscy też nie :)
      Natomiast o swoich przeżyciach związanych ze śmiertelną chorobą dziecka pisałam tutaj: http://www.wnetrzazewnetrza.pl/2014/12/to-dziecko-i-tak-umrze.html

      Są lekarze lepsi i gorsi, mili i niemili. Ale to nie o to chodzi. W każdej grupie zawodowej trafiają się nieciekawe przypadki. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.

      Ale tu nie chodzi o wszystkich lekarzy, tylko o lekarzy POZ. I wierzę, że nie chodzi o zwiększenie pensji. Łatwo to można sprawdzić - wystarczy w większym stopniu oddzielić pieniądze na pensje od pieniędzy wystawianych za badania. Wierzę, że jeśli nawet nie kierują się naszym (pacjentów) dobrem, to chociaż tym, że nie chcą mieć naszego życia na sumieniu.

      Ale wielu lekarzy mówi wprost - prowadzenie przychodni na proponowanych warunkach po prostu się nie opłaci do tego stopnia, że nie będą mieli za co wypłacić pensji pielęgniarkom, które zatrudniają. A skoro 'biznes' przestaje stykać finansowo, to się go zamyka. Naturalna kolej rzeczy. O co można tu mieć żal do samych lekarzy? Oczekujecie, że będą dokładać do swojej pracy?

      Usuń
    5. A propos "braku umiejętności społecznych" to lekarz MUSI mieć pewien dystans do chorych, jak niby wyobrażacie sobie lekarza, który ma się realnie przejmować każdym pacjentem (mam na myśli wszystkie specjalności). Niestety, ale moim zdaniem człowiek o wysokiej empatii nie poradzi sobie z leczeniem, bo będzie zbyt emocjonalnie podchodził do tematu i wtedy może się pomylić/zemdleć z wrażenia/popaść w depresje.
      Poza tym jesteśmy dosyć upierdliwym narodem... co widać, szczególnie teraz, bardzo wyraźnie.
      Wszyscy tacy elokwentni a tylko połowa widzi clou tej sytuacji.

      PROBLEMEM NIE SĄ LEKARZE, PROBLEMEM JEST SYSTEM.
      Minister obiecał szybszą diagnozę. Bardzo miło z jego strony.
      Owszem intencje są dobre, ale niestety ten pomysł się nie sprawdzi.
      I o to tu chodzi.
      Nie o lekarzy i ich podejście czy o ICH kasę, tylko o NASZĄ KASĘ, która jest źle zagospodarowana, a co za tym idzie o nasze zdrowie. O system, który budzi w lekarzach obowiązek grania w te punkciki tak, żeby starczyło na każdą głowę.

      Usuń
    6. Z tą empatią lub jej brakiem w przypadku zawodu lekarza -to nie jest takie proste.
      Bo z jednej strony empatia jest bardzo potrzebna, żeby chcieć pomóc a z drugiej strony trzeba zachować chociażby minimalny dystans-również po to, aby pomóc pacjentowi.Rzecz prawie filozoficzna...ale na pewno sprawy nie ułatwia fakt, że obecnie lekarze za sprawą odgórnych wytycznych mają coraz mniej czasu dla chorych.

      Usuń
  4. Mam 25 lat i od 2 lat mieszkam za granica, tu jest podobnie. Z moich doswiadczen zawsze przychodzisz na umowiona godzine i czekasz po godzine lub pare. TO co to jest ? za takie cos powinni jeszcze mniej kasy dostawac. Kiedy pracowalem w fabryce to tylko bym sprobowal sie spozniac po 2-3 godziny.... Aktualnie mam malutki biznes za granica, sprobowalbym nie przyjechac do klienta na umowiona godzine tylko jakies 2-3 godziny potem. No k**** sam sprobuj !!!! Zostalbym bez srodkow do zycia i pieniedzy na tych jelopow ktorzy przepisuja antybiotyki na wszystko lub odsylaja do innego speca. Zlota praca nie ma co.
    "Wszystkie zwierzeta sa rowne, tylko niektore sa rowniejsze", wiekszosc gowien to moge w necie znalezc i kupic w aptece - podejrzewam ze wiekszosc malych glupot bym sam wyleczyl - ale, trzeba jeszcze wywalic te durne recepty, no bo jak to jest ze nie moge kupic na wlasna odpowiedzialnosc tego czego chce oferujac pieniadze? To jestesmy wszyscy jacys niedo**bani ze trzeba wszystkiego zabraniac ? jak bede chcial sie zabic to jest kupa sposobow, nawet na noze nie trzbea miec licencji/recepty. Lol, chory swiat, ale ludzie jeszcze bardziej chorzy budujac takie systemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz chciał się zabić, to i tak się zabijesz - jasne. Ale jeśli ktoś nie chce się zabić, to i tak niektórymi lekami może zrobić to przypadkiem. Tańsze jest wypełnianie recept niż późniejsza hospitalizacja i leczenie tych, którym się coś pomyliło z dawkowaniem leków na własną rękę.

      Czy wiesz, że system wymaga od lekarzy POZ (tych w przychodni, lekarze pierwszego kontaktu), by przyjmowali WSZYSTKICH? Więc jak jest sezon na grypę i zamiast 10 pacjentów, przyjdzie 40, to i tak trzeba wszystkim pomóc. Jak już to ustaliliśmy, zapytam dla pewności - naprawdę uważasz, że kolejki i opóźnienia to wina właśnie tego lekarza?

      Usuń
    2. Droga Pani Magdo, gdyby chodziło o nasze zdrowie, to nie mogłaby Pani kupić paracetamolu w kiosku. Duża paczka APAPu przyjęta naraz może doprowadzić do zgonu (padnie wątroba). Kto by był tak głupi, żeby zjeść całą paczkę naraz? Pewnie nikt, ale jak bardzo boli, to można przecież wziąć APAP, Panadol, Paracetamol, Codipar, Metafen... Nie udało mi się znaleźć danych dla Polski, ale w USA już w tej chwili ok 16000 ludzi umiera rocznie z przedawkowania leków przeciwbólowych sprzedawanych bez recepty. Ciekawe ile by zmarło gdyby pigułki antykoncepcyjne były bez recepty :>
      No a jak lekarz spóźnia się do pracy 3 godziny to chyba nie wina sezonu grypowego że pacjenci nie są przyjęci o czasie?

      Usuń
    3. Bez "pani" - wierzę, że w sieci można się szanować i bez takich uprzejmości :)

      Skoro 16 tysięcy ludzi umiera rocznie z przedawkowania, to chyba właśnie argument za tym, że powinno się jeszcze bardziej wydzielać leki... :P A pigułki antykoncepcyjne też mogą mieć niebezpieczne efekty uboczne, dlatego ważna jest kontrola lekarza. To, że lekarze często nie badają i nie dopytują, tylko po prostu wypisują kolejny kwit, to już inny temat. Wciąż też nie mamy dowodów, czy czasem nieciekawy stosunek lekarzy do pacjentów wynika z ich złej woli i bezczelności, czy przemęczenia i bezsilności (praca w ciężkim systemie).

      Usuń
  5. Ludzie na Wiejskiej są oderwani od rzeczywistości, to fakt. Jednak dziwię się ludziom, którzy piszą te negatywne komentarze, nie sprawdzą jak jest naprawdę, tylko łykają wszystko co im się w telewizji pokaże, zero myślenia. Bardzo dobrze, że poruszyłaś ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odnoszę wrażenie, że te komentarze przychylne dla Arłukowicza wyglądają na "kupione". Jakieś takie klakierskie...
    Kojarzy mi się to z pozytywnymi komentarzami na temat produktów, które można spotkać na forach.
    Albo z częstymi jeszcze nie tak dawno komentarzami przychylnymi Putinowi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo nikt nie dowie się u źródła.
    Ja też dziwiłam się strajkom. zapytałam pediatrę o co chodzi i to co usłyszałam mnie zamurowało.
    Lekarz "ogólny" ma decydowac, który pacjent bardziej rokuje na "raka" a jeśli nie daj bosze wyzdrowieje- lekarz kierujący go na badania będzie - ukarany...to przecież jest choreee. a z Nas znów robią równych i równiejszych...
    macie rację. problemami zajmują się ludzie, mimo wszystko oderwani od rzeczywistości, którą chcą "naprawiac".

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post!

    Ale nie wystarczy 5 lat nauki ;) Studia medyczne + staż + specjalizacja to kilkanaście lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszą :) medycyna rodzinna to jest specjalizacja jak każda inna. W POZ może pracować poza rodzinnym jeszcze internista (specjalizacja - choroby wewnętrzne) i pediatra (też specjalista)

      Usuń
    2. Tak, potrzebna specjalizacja. A same studia to 6 lat + rok stażu i dopiero myślisz o specjalizacji. Studia ciężkie, wymagające, a na stażu płaca minimalna. Ze specjalizacją różnie bywa, ale na pewno przez wiele lat nie można mówić o godziwych (nie wysokich, ale GODZIWYCH) zarobkach. I nie, nie jestem lekarzem czy też studentką medycyny :) Po prostu szanuję ten zawód jak i każdy inny, którego celem jest dobro drugiego człowieka. Prawdą jest, że część lekarzy uważa się za lepszych od reszty społeczeństwa, ale myślę, że takich ludzi można znaleźć swobodnie również wśród przedstawicieli innych zawodów. To zależy od człowieka, nie od wykształcenia i pensji. A zielona karta jest jednym wielkim nieporozumieniem. Kasia

      Usuń
    3. muszą robić specjalizacje i to niekiedy dwustopniową a poza tym mają obowiązek ciągłego dokształcania się i co jakiś czas ich umiejętności-jak każdego lekarza , są weryfikowane.Jeżeli mają braki w wykształceniu, to nie moga wykonywać zawodu.

      Usuń
    4. Bardzo często najwięcej zależy właśnie od lekarza pierwszego kontaktu, gdyż to on kieruje pacjenta do konkretnego specjalisty!

      Usuń
    5. Dzięki za szczegółowe informacje!

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że Polska! W końcu właśnie o nią walczę ;)

      Usuń
  10. A mi ich tam nie żal - obecnie na studia medyczne inteligentnemu (lub bogatemu) uczniowi dostać się względnie łatwo. Trudnością są zbliżone do poważnych kierunków na politechnikach... sama ukończyłam UMed, mieszkałam w akademiku, mam przyjaciół lekarzy.. stara klika lekarska sama jest sobie winna - niech otworzą więcej miejsc dla studentów (chętnych nie brakuje), podobno mamy braki kadrowe, wysoką średnią wieku lekarzy - bo młodzi albo uciekają albo kształci ich się za mało - tajemnicą poliszynela jest lobbowanie środowisk lekarskich na uczelniach (w końcu władze i wykładowcy to też lekarze) aby tak pozostało - ażeby popyt przewyższał podaż. Gdyby w Polsce było więcej absolwentów medycyny ( + np kierunek zamawiany, a nie jakaś ochrona środowiska...) i nie utrudniałoby im zdobywania wiedzy, to stara gwardia szybko by zmiękła. Nie chcesz pracować za 10k? to chętnie przyjmiemy lekarzy zza granicy (pensja na Ukrainie lekarza ~500zł!) wtedy nasi niech nie narzekają na przepracowanie... bo skoro sami ograniczają liczbę studentów to znaczy, że im zależy na zamknięciu swego zawodu, a widać po beznadziei aktualnej sytuacji. Kilkanaście lat specjalizacji!! A marzeniem studenta medycyny bez koniunkcji rodzinnych pozostaje specjalizacja z np kardiologii, ginekologii, dermatologii- bo limity? Skąd limity, jak brakuje nam specjalistów? Kto je nakłada?? Nie bronię też ministerstwa zdrowia, bo to chory system, ale nikt tu nie jest bez winy i nikt nie chce ustąpić - i tak wszystko rozbija się o KASĘ nie o NASZE DOBRO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problemem nie jest liczba studentów, ale miejsc szkoleniowych do odbywania specjalizacji na kierunkach, których brakuje. A to już tylko i wyłącznie leży w gestii ministerstwa zdrowia. Co z tego, że powiedzmy 200 osób kończy medycynę, a tylko ok. 120 ma możliwość rozpoczęcia specjalizacji? To jest właśnie CHORE. Przyjmowanie po 500 osób na studia nic nie da, kompletnie nic. A co do przykładu lekarzy z Ukrainy za 500 zł - możemy ściągnąć ludzi o każdej profesji, z Ukrainy, Białorusi - również i od Ciebie znajdzie się ktoś tańszy - nadal będziesz za ściąganiem ludzi ze wschodu? Ludzie, zacznijcie myśleć trochę bardziej globalnie. Zróbmy coś, żeby żyć na poziomie, a nie równać w dół.

      Usuń
    2. Nic nie poradzi się na to, że jest 120 chętnych na zrobienie specjalizacji z ginekologii, skoro jest tylko 4-5 miejsc a niekiedy tylko jedno.To nie jest wina lekarzy czy dyrektora szpitala tylko Ministerstwa, że tylko tyle miejsc przewidziało.
      Poza tym, jeżeli przyjedzie lekarz z zagranicy, to chociażby był najlepszym specjalistą w swoim kraju, to w Polsce musi zdać egzamin kwalifikacyjny i to w dodatku w języku polskim.Stąd trudno jest polskiego lekarza zastąpić chociażby tym z Ukrainy(a mają tam naprawdę dobrych specjalistów), bo ten musi najpierw ukończyć Studium Językowe dla Medyków, a na to potrzeba czasu a następnie zdać szereg egzaminów kwalifikacyjnych(ten sam wymóg jest stawiany polskim lekarzom pracującym za granicą).
      Na konie- jak już ten lekarz z dalekiego kraju wszystko pozdaje i potrafi porozumieć się z polskim pacjentem, to trzeba mu zapłacić pensję polskiego lekarza.
      Reasumując:każdy niepolski lekarz jest wielokrotnie droższy od polskiego, bo tego pierwszego trzeba solidnie wykształcić w kwestii języka, norm administracyjnych i innych a to kosztuje przecież!
      Taka jest prawda.
      A na sam koniec napiszę jeszcze, że nie każdy ma predyspozycje do zostania lekarzem, potrzeba niezwykłej siły charakteru, dyscypliny i silnej woli i oczywiście wielkiego intelektu, aby wykonywać ten zawód.
      Lekarzy, tych dobrych i oddanych pacjentom należy szanować a nie robić na nich nagonkę.
      Należy pomóc, mądrze wspierać a nie popierać głupoty wymyślone przez obecnego Ministra, który zapewne w kolejkach w przychodni nie czeka, tylko leczy się za nasze pieniądze.
      Zza nasze pieniądze również lata po całym świecie, jada w restauracjach itp.
      Porządek trzeba zrobić z władzą, to wtedy wszędzie będzie dobrze i każdy będzie sprawiedliwie jako pacjent traktowany.
      Jeżeli ktoś się z tym co napisałam nie zgadza, to znaczy że jest zwyczajnie głupi, krótkowzroczny i ma w dodatku moralność Pani Dulskiej.
      BRAWO MAGDA ZA PODJĘCIE TEMATU!
      Ania

      Usuń
    3. Lekarz z Ukrainy czy z Francji, czy też z innego kraju, który ma leczyć polskich pacjentów jest wielokrotnie droższy od polskiego lekarza.
      Oprócz kursów językowych i szczegółowych egzaminów kwalifikacyjnych, o których pisała poprzednia osoba, taki lekarz musi mieć zapłacone tzw.rozłąkowe z rodzina, która pozostaje w jego ojczystym kraju.
      Ponadto należy mu zapewnić mieszkanie(i nie jest to hotel, jak niektórzy myślą) i przez określany czas je opłacać(dopóki lekarz nie będzie miał własnych środków po podpisaniu umowy o pracę) i trzeba też zapłacić za staż takiego lekarza w Polsce(nawet wówczas, kiedy jeszcze nie leczy pacjentów a dopiero przygotowuje się do zawodu).Jeszcze drożej jest, gdy taki lekarz chce osiedlić się w Polsce(a wolno mu) i sprowadzić do Polski rodzinę(również mu wolno), bo wtedy trzeba objąć opieką finansową wszystkich jego bliskich(jak są dzieci, to wiadomo, że do polskiej szkoły od razu nie pójdą tylko do specjalnej placówki a to też kosztuje).
      I co jest bardziej opłacalne?
      Odpowiedzcie sobie sami.
      Sebastian

      Usuń
    4. A jak myślicie, dlaczego niektóre operacje ratujące ludzkie życie są wykonywane za granicą i to za olbrzymie pieniądze?
      W Polsce są dobrzy, wykształceni lekarze, którzy też potrafią leczyć.
      Brak jest nowoczesnych leków i instrumentarium, diagnostyka jest daleko w tyle za średnia światową(wspomniana Ukraina ma często lepsze wyposażenie pracowni radioterapii niż Polska) i są właśnie te limity,które tak wszystko utrudniają.Niektóre zabiegi czy jednostki chorobowe nie są w ogóle ujęte w spisie lecznictwa polskiego, bo wiadomo, że są i tak poza limitem.
      Małgosia

      Usuń
    5. limity na choroby :))
      Jak tak czytam Wasze komentarze, to sama nie wiem, czy lepiej się śmiać, czy jednak płakać. W ostatnich dniach dowiedziałam się bardzo dużo na temat lekarzy i całej służby zdrowia. Sytuacja jest tak dramatyczna (i czuć to przy każdej wizycie w przychodni lub szpitalu), że Minister powinien non stop obradować z lekarzami nad rozwiązaniami, które poprawią sytuację. A nic takiego nie ma miejsca. Dlaczego? Nie rozumiem...

      Usuń
  11. Magdo - dziękuję za ten post, jest dla mnie szczególnie ważny, gdyż sama jestem lekarzem. Pochodzę z rodziny lekarskiej od pokoleń a to, że sama zdecydowałam się wykonywać ten zawód nie wynika z przymusu, lobby, chciwości leczpotrzeby służenia ludziom i niesienia im pomocy. Mam trzy specjalizacje(psychiatria, psychiatria sądowa i medycyna sądowa), a mimo jestem w trakcie robienia kolejnej, gdyż tylko w ten sposób mogę sprostać wymaganiom, jakie związane są z moim zawodem.
    Prawdą jest, że studia medyczne w Polsce są bezpłatne, ale jak policzyć to, ile kosztuje konsekwencja własnej drogi życiowej, upór, determinacja, ciekawość świata czyli wiedza?Lekarze powinni zarabiać takie pieniądze, aby nie musieli biegać od pacjenta do pacjenta, nie musieli brać "okazji"(chyba, że sami chcą), czy pracować w trzydziestu spółkach lekarskich.Moi Rodzice pracowali przez całe życie w jednym zakładzie leczniczym, zawsze mieli czas dla pacjenta, potrafili każdemu poświęcić wystarczającą uwagę.
    Dzisiaj ja sama mam dla każdego pacjenta limit czasu, limit recept, limit skierowań na oddział, limit uwagi, limit empatii - tak chyba będzie następnie...winni temu nie są lekarze, ale system opieki zdrowotnej obowiązujący w Polsce.
    Mam 45 lat, jestem w połowie mojej drogi zawodowej i coraz bardziej niepokoję się tym, co widzę i czego doświadczam.
    Bo nawet gdybym bardzo się starała, to i tak nie jestem w stanie pomóc wszystkim pacjentom, którzy do mnie trafiają.Nie mogę pomóc żywym, a niekiedy też martwym(jako lekarz medycyny sądowej), bo wszędzie są te straszne limity!
    Czy ktoś wie, że jest nawet limit na ilość wykonanych sekcji? To oznacza, że jeżeli ktoś przez kogoś pozbawiony życia, to nie zawsze można upomnieć się o prawa takiej osoby do ukarania winnego.BO SĄ LIMITY!Lekarz medycyny sądowej musi wybrać priorytetowe sprawy, o innych należy zapomnieć lub w najlepszym wypadku-odłożyć ja na długo.
    Akurat tak się składa, że moje specjalności zawodowe są ściśle powiązane z wymiarem sprawiedliwości, stąd jeżeli mam taki limit sekcyjny, to następnie sądowy, to oznacza mniej więcej tyle, że na wolności pozostaje osoba niebezpieczna.
    Nawet, gdybym chciała zrobić cokolwiek z własnych funduszy, to też nie mogę, bo jestem ograniczona martwymi przepisami, regulaminami i tym wszystkim, co tak bardzo nie koresponduje z prawdziwym życiem.
    Chciałabym pomóc kobiecie po traumtycznych przeżyciach, po brutalnym gwałcie a nie mogę przyjąć jej na oddział i tam poświęcić jej tyle uwagi, ile potrzeba.
    Jeżeli tego nie zrobię, to na wolności pozostanie osoba, która tej kobiecie taką krzywdę wyrządziła.I skrzywdzi następną osobę, której ja również nie będę w stanie pomóc, bo mam limit na pacjentów.
    Winny jest system a nie lekarze.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem o czym piszesz:to jest błędne koło, bo jeżeli nie otrzyma pomocy ta skrzywdzona kobieta, to nikt nie ukaże sprawcy-który także pomocy potrzebuje, aby już więcej krzywd nikomu nie wyrządził.
      Straszne to, nawet przerażające.
      Renata

      Usuń
  12. Smutno mi, oj smutno. Wiem co to znaczy chorować. Dzięki lekarzom pierwszego kontaktu wiem też co to znaczy wyzdrowieć. To lekarka z przychodni sama z siebie skierowała mnie na dodatkowe badania, gdy mówiłam, że nie czuję się ostatnio na siłach. Przyszłam z przeziębieniem, ale dzięki Jej wnikliwości zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy. Dzięki niej okazało się, że mój obniżony nastrój to nie depresja, a choroba autoimmunologiczna. Ona zleciła badania krwi i dała skierowanie do endokrynologa. I dla mnie to wystarczy. To lekarz PIERWSZEGO kontaktu, gdy dzieje się coś złego. Nie specjalista od leczenia wszystkiego, tylko od diagnozowania, a to różnica. Jak ktoś jest dobry we wszystkim, to nie jest dobry w niczym.
    Dzięki innej Lekarce z przychodni, do której przyszłam z podejrzeniem zapalenia zatok, trafiłam do szpitala gdzie zdiagnozowano u mnie boreliozę w fazie, która nie daje wysokiego ryzyka powikłań.
    Wiele razy dzięki lekarzom pierwszego kontaktu otrzymywałam pomoc, która była mi niezbędna. Gdyby nie oni, nie wiedziałabym, jaki jest mój faktyczny stan. Pozwoliła na to ich czujność.
    Po wyjściu ze szpitala na wizyty u mojej internistki czekam 2 tygodnie. Ale czekam i nie dziwię się. Nie chcę się wpychać, bo nic pilnego, a oni wszyscy i tak mają dość.
    Denerwujemy się na nich, ale ile razu każdy z nas przychodził bez kolejki, prosił o dodatkowe przyjęcie? Problem jest taki, że oni będą chcieli pracować tak samo, a pracują ponad normę. Zamiast im ułatwić, jeszcze dokładają. Ja na ich miejscu nie chciałabym nas wszystkich leczyć. Wizyta się opóźnia, 10, 15, 20 minut. Jak się opóźnia to znaczy, że lekarz myśli nad kimś i nie chce go zbywać, tylko dlatego, że wykorzystał swoje kilka minut na wizytę. Ja takiemu lekarzowi ufam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią! Rzadko się mówi o tym, co dobre, albo że coś się udało. Zazwyczaj dzielimy się dopiero, kiedy lekarz czegoś nie zauważy, coś zbagatelizuje, przy czymś się pomyli. A że wcześniej tysiąc razy się nie pomylił, to już nieważne. "Przecież to jego obowiązek". Nie doceniamy tego, co mamy.
      Dzięki za ten pozytywny komentarz!

      Usuń
  13. "Tak samo, jak studia socjologiczne niektórych pracowników McDonalda. Może zamiast zarabiać na życie w sektorze prywatnym, powinni spłacać swój dług przeprowadzając nieodpłatnie badania społeczne? Czemu nikt im tego nie sugeruje?"

    Popełniony został tu błąd logiczny w stosunku do rzeczonych socjologów. Adekwatnym porównaniem było by coroczne strajkowanie/negocjoawanie pracowników pracowni badania opini społecznych z ich pracodawcą. Natomiast nie przypominam sibie żeby jakikolwiek lekarz pracował za darmo. Znam natomiast wielu lekarzy odmawiających podpisania list obecności w szpitalach.... dlaczego? W tym samym czasie pracują w przychodni NFZ... i jeszcze jednej... prywatnej. Do tej NFZtowej przychodzą na 14 dyżurując od 12. Nie nazwiemy tego zwykłym okradaniem państwa i nas pacjentów?

    MP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadam osobie o inicjałach:M.P.
      GDYBY LEKARZE MIELI GODZIWĄ PŁACĘ, TO PRACOWALIBY W JEDNEJ PLACÓWCE ZDROWOTNEJ.
      Proste, prawda?
      Jakoś nikt nie czepia się mechaników czy fryzjerów czy pielęgniarek, że dorabiają po albo w godzinach zasadniczej pracy.A też mają tak zwane fuchy, niekiedy bardo bulwersujące, jak np.pielęgniarka nadzorująca osobę po ciężkiej operacji-nie robi tego za darmo, bierze duże pieniądze za taką"opiekę" a robi to często w ramach swojego dyżuru, nierzadko ma zapłacone a jest opryskliwa.
      Zostawcie lekarzy w spokoju, nie są winni temu, że muszą pracować w takim systemie.
      W.G.

      Usuń
    2. MP, porównanie do socjologów odnosi się do komentarzy, których autorzy sugerują, że lekarze zamiast wydziwiać, powinni pracować, jeśli już nie za darmo, to poniżej 'stawki rynkowej', by 'zwrócić' pieniądze za ich naukę. Od socjologów nikt takiego 'zwracania' nie wymaga. Nikt nie pyta, czy pracują dla firm prywatnych czy publicznych, czy pracują w zawodzie, czy nie, czy w ogóle zostali w Polsce, czy pracują za granicą. Nikogo to nie interesuje. Skąd więc inne oczekiwania wobec lekarzy? Bo strajkują i w ten sposób zwrócili na siebie swoją uwagę? Pielęgniarki też strajkują, a jakoś studiów im się nie wypomina.

      A jeśli z pracowaniem w kilku miejscach na raz to prawda, to sam fakt, że takie oszukiwanie jest realne do wykonania, to wina systemu. Wszystko powinno być tak pomyślane, by żadna fikcja nie miała miejsca. Urzędnicy też brali łapówki, póki mogli.

      Usuń
  14. Cały czas ktoś narzeka, a narzekają "pacjenci", którzy tak na prawdę nie mają pojęcia o co chodzi. Chwalicie Ministra a nei wiecie jakie krzywdy WAM wyrządza. lekarze chcą dla was dobrze. w tym momencie, żeby dostać się do specjalisty będziemy usili stać w kolejkach u zwykłych lekarzy pierwszego kontaktu, żeby dostać głupie skierowanie. A jeśli chodzi o to alby dostać się do onkologa? Lekarz musi wypełnić zieloną kartkę, która jest niedostępna jak na razie w formie papierowej a on-line lekarz wypełniał ją aż GODZINĘ, a pamiętajmy o tym, że wedle tego co minister zarządził na jednego pacjenta przypada TYLKO 9 MINUT. wszyscy usłyszeli, że zwiększył kwotę dofinansowania na pacjenta do 140 zł a było 134, tylko nikt już nie usłyszał tego, że to jest NA ROK a nie na miesiąc. Ludzie powinniście znać całą prawdę i dopiero wtedy się wypowiadać. To minister w 2014 roku zrywał posiedzenia 14 razy!!! ok zaraz pewnie pojawią się hejty, ale nie jestem lekarzem, więc nie bronie się.

    OdpowiedzUsuń
  15. Słuszny głos!
    Ludzie jakby oślepli i ogłuchli, nie widzą prawdy a raczej "wygodniej nie wiedzieć jak naprawdę jest"-jak spiewał kiedyś Arut Rojek.
    Taka postawa to tchórzostwo.

    OdpowiedzUsuń