sobota, 27 grudnia 2014

5 powodów, dlaczego nie lubię obecnego mieszkania

W Sylwestra minie rok od naszej przeprowadzki do obecnego mieszkania. W związku z tym pokażę Wam, co się przez ten czas pozmieniało. Bardzo lubię zestawienia przed/po, więc cieszę się, że będę miała okazję sama takie przygotować :)

Natomiast chciałabym, żebyście wiedzieli, że obecne mieszkanie jest zaprojektowane dla ludzi, którzy żyją zupełnie inaczej niż my. I chodzi tu zarówno o względy estetyczne, jak i praktyczne. W efekcie bardzo ciężko nam się oswoić z tą przestrzenią. Po roku wciąż wiele rzeczy nas drażni. Nie jest tak swojsko, jak było w poprzednim mieszkaniu. Jednak trzeba pamiętać, że poprzednie mieszkanie wybraliśmy sami spośród setek przejrzanych ofert, a tutaj przeprowadziliśmy się ze względów rodzinnych. Nie było zastanawiania się, jakie mieszkanie chcemy. Było tylko "tak" lub "nie". Zaryzykowaliśmy, zdecydowaliśmy się na zmianę i mimo wszystko nie żałujemy. To była słuszna decyzja.

Teraz mamy do dyspozycji dużo większą przestrzeń (prawie dwa razy większy metraż, doszła dodatkowa sypialnia i łazienka). Mamy wannę, której nam wcześniej brakowało. Mamy balkon, który jest niezastąpionych w ciepłe dni. Mamy garaż, więc nie musimy się martwić o miejsce na parkingu. Przeprowadzka wiązała się z naprawdę wieloma zaletami!

Ale jest też trochę rzeczy, które drażnią mnie niemiłosiernie. Dzisiaj właśnie o tym.

Płytki jako blat kuchenny. Zdjęcie z 2011.


1. Niewykorzystany potencjał dużej powierzchni.
Chociaż mieszkanie jest naprawdę duże (mamy do swojej dyspozycji prawie sto metrów kwadratowych), mamy tylko dwie sypialnie, a w kuchni przy blacie mieszczą się jedynie dwie osoby. Bo jest mnóstwo niewykorzystanego miejsca. Dużo się chodzi, mało z tego korzysta. Straszna szkoda, że nie zostało to lepiej pomyślane! Tu po prostu na nic nie ma miejsca. Musi albo pozostać pusto, albo zrobi się ciasne przejście. O jakie miejsca chodzi? Przedpokój, korytarz, dojście do kuchni, część sypialni czy środek salonu z tym przeklętym murkiem.

2. Murek.
Pomiędzy salonem a kuchnią mamy murek. Był zaprojektowany jako taki barek, przy którym można usiąść na stołkach barowych. I faktycznie gdybyśmy co weekend robili przyjęcia, z pewnością byśmy sobie taki barek chwalili. Ale tak się składa, że przyjęć nie robimy. Za to mamy piękny stół, który zamiast stać na środku, musi być 'wciśnięty' w kąt, bo... bo murek. Nie da się swobodnie przejść z kuchni do pokoju, bo murek. Chodzi się dookoła. Nie za bardzo można postawić szafkę czy regał przy ścianie w kuchni czy salonie, bo zaraz obok jest ten murek i nie dałoby się swobodnie chodzić do lodówki. A najgorsze jest to, że nie da się go łatwo zlikwidować. Jest półkolisty, a na podłodze po jednej stronie jest parkiet, a po drugiej płytki kuchenne. Gdyby uzupełnić część parkietu - drewno będzie miało trochę inny kolor w tym miejscu. Gdyby uzupełnić wszystko płytkami, trzeba by też rozebrać część parkietu, a sama podłoga kuchenna miałaby powierzchnię trzy lub cztery razy większą niż faktycznie kuchnia zajmuje. Bez sensu! Dlatego murek zostaje, a ja ograniczam się do marudzenia, gdy gromadzą się na nim kolejne sterty rzeczy, które nie mają swojego miejsca.

Murek w pełnej okazałości. Zdjęcie z 2011 roku.

3. Mała ilość schowków i półek.
Jak już wspominałam, mamy do dyspozycji prawie sto metrów kwadratowych, a mimo to mamy niedużo miejsca do przechowywania rzeczy. Chociaż nie mamy żadnej szafy, dysponujemy dwoma garderobami. Dwoma! Dwa pomieszczenia do trzymania ubrań. Malutkie, bo malutkie, ale jednak. Natomiast schowka z półkami nie ma. Walizki, środki czystości, sprzęt plażowy, farby do ścian, narzędzia - mamy to powiesić na wieszakach? W końcu wstawiłam do jednej garderoby pod wieszakiem taki nieduży najprostszy drewniany regalik dla majsterkowiczów i od razu zrobiło się lepiej, ale jednak od tak dużego mieszkania wymagam czegoś więcej. Zwłaszcza, że potrzebne są też schowki i półki bardziej pod ręką. Gdyby nie było murku i stół stałby na środku salonu, nie byłoby problemu, by przy ścianie postawić jakąś komodę czy zamontować półki na książki. Niestety murek jest i pozostają do dyspozycji jedynie ściany w sypialniach (czyli nie pod ręką), w przedpokoju (ale tam jest karton-gips, więc montowanie półek nie wchodzi w grę) i nad kanapą (gdzie obecnie półki kolidowałyby z kinkietem). Nie macie wrażenia, że paranoją jest, by mieć problem z umiejscowieniem regału w tak dużym mieszkaniu?

4. Kuchnia.
Kuchnia nie jest dramatyczna. Jest taka jak całe mieszkanie - super, ale tysiąc rzeczy można było zrobić lepiej. Wkurza mnie sposób rozplanowania kuchni. To, że szafki wiszące są w rogach, więc ciężej się do nich sięga. To, że centralnie pod oknem jest suszarka na naczynia, która nigdy nie wygląda najpiękniej, a jest najbardziej wyeksponowana i najlepiej oświetlona. Za to miejsce do pracy jest na wprost okna, więc krojąc coś w ciągu dnia zasłaniam sobą całe źródło świata rzucając na blat wielki cień. Blat sam w sobie też mnie odrzuca, ponieważ jest zrobiony z niedużych płytek. Niefajnie się go czyści. Bo nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię czyścić fug. W tej kuchni brakuje mi też szuflad. Mamy szafki, z czego połowa jest narożna. Narożne szafki są lepsze niż ich brak, ale jednak ani nie są tak wygodne jak szuflady, ani tak pojemne. Najgorszy jest jednak kran, który się zepsuł... ale nie da się go wykręcić ze zlewu. Więc należałoby wymienić cały zlew. Jednak wymieniając zlew, warto wykorzystać okazję i od razu wymienić też blat kuchenny. Zwłaszcza, że można by wtedy zlikwidować suszarkę pod oknem. Ale wymiana całego blatu, który wije się jak wąż, to już poważna sprawa. Może warto by wtedy już zrobić całą kuchnię od nowa? Dlatego na razie nie robimy nic.

5. Zimna woda i problemy z internetem.
Nie wiem, co z tym mieszkaniem jest nie tak, ale nie działają tu rzeczy, które nie mają prawa nie działać. Poprzednio mieliśmy w kranie wodę z miasta. Odkręcało się ciepłą, leciała gorąca. Odkręcało się zimną, leciała lodowata. Teraz mamy kocioł w budynku. Odkręcam ciepłą i najpierw leci zimna (rozumiem, że musi spłynąć z rur), potem gorąca, potem lodowata, potem gorąca, ciepła, lodowata, zimna, gorąca, ciepła i znów zimna. Zazwyczaj przynajmniej przez większą część czasu faktycznie leci ciepła lub gorąca, ale jednak regularnie coś zaczyna tak szaleć. A od czasu do czasu po prostu leci zimna i trzeba odłożyć mycie o pół godziny czy godzinę. Ja rozumiem, że brak ciepłej wody nie jest końcem świata. Ale mieszkamy w mieście, w piętnastoletnim budynku, na zadbanym osiedlu i czuję dysonans. Na klatce schodowej jest specjalny wiatrak, który ma rozprowadzać powietrze tak, by była równomierna temperatura na wszystkich piętrach (!), a w kranie woda leci, jak chce. No jak to tak?! Ale chyba jeszcze gorsze są przerwy w dostawie internetu. To nie jest wina dostawcy, bo problem pojawiał się u różnych. To nie jest wina sprzętu, bo też testowaliśmy różne urządzenia. Po prostu czasem sieć znika. A czasem sieć jest widoczna, ale internet nie działa. Czasem po kilku minutach wraca samo, czasem trzeba zrestartować ruter, a czasem trzeba poczekać dłużej. Loteria. Gdy się pracuje 'w internecie', takie kilkugodzinne przerwy są bardzo uciążliwe. Nikt nie wie, czego to może być kwestia. Poprzedni lokatorzy mieli ten sam problem. 

Kwestia podłogi (w przypadku likwidacji murku) nie jest wcale taka prosta. Zdjęcie z 2011 roku

Naprawdę doceniam możliwości obecnego mieszkania, dlatego tym bardziej drażnią mnie różne niedociągnięcia, które z pozoru mogą wydawać się czymś błahym, a jednak w życiu codziennym bardzo utrudniają funkcjonowanie. Drażnią mnie do tego stopnia, że mam problem z opowiadaniem o tym wnętrzu w sposób pozytywny. Wskazuję na braki, wytykam palcem słabe punkty. Chciałabym, by już nikt nigdy nie powtórzył błędów, jakie popełniono projektując i urządzając to mieszkanie. Bo chociaż wszystko było robione 'na bogato', w wielu miejscach popełniono straszliwą fuszerkę (ot, choćby zabudowano lodówkę tak bardzo, że ciepłe powietrze nie miało, gdzie uciekać).

Najistotniejsze dla mnie rzeczy wyrzuciłam z siebie w tym poście, więc trochę mi ulżyło. Od tej pory będę starać się patrzeć na nasze mieszkanie mniej krytycznie, koncentrując się na jego zaletach. Fajnie sobie czasem pomarudzić, ale jeszcze fajniej tego nie robić. Przynajmniej tego się trzymajmy!

Ale jeśli chcecie się podzielić tym, co Was drażni w Waszych domach, chętnie przeczytam w komentarzach :)

39 komentarzy:

  1. Witaj, a jakbyś przy murku od strony salonu zrobiła siedzisko ze schowkami i dostawiła okrągły stół. Byłaby jadalnia i upragnione schowki. Cieplutko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Standardowe siedzisko nie pasowałoby do tego nieregularnego kształtu murku, więc raczej trzeba by coś zrobić na wymiar, a wraz z zakupem nowego stołu - to spore koszty, których chcemy unikać. Kupujemy meble w ten sposób, by pasowały nam również do następnego mieszkania, na które też staramy się jak najwięcej oszczędzać. Mamy nadzieję jednak w ciągu najbliższych kilku lat uda nam się przenieść już do swojego, które będzie zrobione zgodnie z naszymi potrzebami :)

      Poza tym my nie lubimy okrągłych stołów :P ale taka ciekawostka: pierwsi właściciele mieli owalny stół w tym miejscu, co my, i było ciasno. Niestety nie mogę pokazać Wam zdjęć :(

      Usuń
  2. Mało co tak mnie smuci, jak niewykorzystany potencjał. Murek jest faktycznie bardzo nieustawny, korciłoby mnie zabudowania go od strony salonu wielką komodą na zamówienie, ale mogłoby się zrobić ciasno i przysadziście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam o jakiejś zabudowie, ale w połączeniu z tą sztukaterią i marmurami to raczej by nie wyglądało dobrze. Ale murek od strony salonu jest idealnym miejscem na wielki telewizor :)) Tylko a) nie mamy telewizora, b) nie ma żadnych kontaktów w murku, a ciągnięcie kabli po podłodze, gdzie się często chodzi... no... to fatalny pomysł, zwłaszcza przy dzieciach :(

      Usuń
  3. Murek, murek. Po nocach śni się nam nasz murek. Też posiadamy, ale mieszkanie o 50 metrów mniejsze... Też gdybym mogła, szybko usunęłabym go, ale zrywanie podłogi, kładzenie nowych paneli. Ech, dużo pracy, więc pozostaje czekać do pierwszego generalnego remontu. Ale pomyłek aranżacyjnych popełniliśmy więcej, niestety. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to widzę, że w temacie murku świetnie się rozumiemy! A opowiedz o pozostałych pomyłkach - żebym przypadkiem sama za kilka lat czegoś nie powtórzyła :)

      Jak to się mówi - pierwszy dom dla wroga, drugi dla przyjaciela, trzeci dla siebie :) Kto się nie przewróci, ten się nie nauczy. Ale potem będzie tylko lepiej :)

      Usuń
  4. Oj rzeczywiście trochę ten murek psuje przestrzeń i w dodatku ciężki z niego orzech do zgryzienia:/ Znam również bardzo duże ale źle przestrzennie rozplanowane mieszkanie i mimo, że tam też jest ok 100 m to wydaje się być baaaardzo ciasno. Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, sam metraż jeszcze wciąż niewiele mówi. Dlatego bardzo lubię, jak do ogłoszeń sprzedaży/wynajmu nieruchomości jest dołączony plan mieszkania :)

      Usuń
  5. Fajna recenzja mieszkania, choć po zdjęciach widzę, że wnętrze jest ciekawe i pewnie nie jedna osoba go zdrowo pozazdrości :) oraz to 100m2 marzenie. Ja mam znacznie mniej i przejściowe problemy z napięciem, ale przyzwyczaiłam się. W poprzednim mieszkaniu miałam problem z internetem i to było naprawdę irytujące, szczególnie jak trzeba było wysłać ważnego emaila itp. a tu modem trzeba odpinać z prądu i sieci, by złapać zasięg :) co poradzić, w sumie pewnie wszędzie są plusy i minusy, ważne by nam się podobało :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z tym zazdroszczeniem to trochę tak jest. I gdy mówię, że chciałabym się jak najszybciej wyprowadzić, te zdziwione oczy, że jak to, przecież taka powierzchnia, takie eleganckie... no a ja właśnie wolałabym mniejsze, ale bardziej 'nasze' :) Tylko jak to wytłumaczyć? Mogłabym to porównać do samochodów - wolałabym jeździć niedużym, miejskim, rodzinnym, niż wypasioną terenówką za pół miliona, bo chociaż te drugie wyglądają super, to palą tyle, że nie mogłabym pozwolić sobie na zbyt częste podróże. Trochę podobnie jest z tym mieszkaniem. Chociaż coś może z zewnątrz wyglądać super, niekoniecznie jest wygodne w użytkowaniu i sprawia radość na co dzień.
      A jak sobie radzicie z problemami z napięciem?

      Usuń
  6. Jestem przekonana, że z Twoim wyczuciem smaku i stylu te rzeczy, które nazywasz drobiazgami naprawdę mogą Ci spędzać sen z powiek. Mnie chyba z tego, co wymieniłaś najbardziej drażniłby murek i brak szafek, bo ja lubię mieć wszystko posortowane, a jak mam pozamykane szafki, to mam poczucie ładu nawet jak w środku nie zawsze ten ład jest. My mieszkamy z moimi rodzicami, zajmujemy jeden duży 24m pokój, a reszta domu jest wspólna. Najbardziej drażni mnie właśnie to, że choć dom duży, to zupełnie niedostosowany do zamieszkania dla dwóch rodzin. Dla mnie to jednak dom rodzinny i lubię go takim, jaki jest. Nasz się buduje, jest w stanie surowym. Jak się wprowadzimy, to napiszę Ci jak nam w nim jest i co bym w nim zmieniła, bo domyślam się, że chociaż budujemy go jak chcemy "w praniu" wiele rzeczy przestanie spełniać nasze oczekiwania. No cóż, takie życie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie życie, to prawda! I chyba nie ma wnętrz idealnych, w których nic by się nie dało poprawić :)
      A co do szafek - ja mam na odwrót. W szafkach i szufladach ma być porządek, bo wiem, że jak już coś tam upchnę, to szybko nie wyjmę. Dlatego rzeczy "bez swojego miejsca" czekają na wierzchu na lepsze czasy. Dopiero jak jest potrzeba naprawdę wszystko wysprzątać, to biorę pudło i wszystko tam wrzucam. I, co ciekawe, rzadko kiedy do tych pudeł potem wracam! Muszę z tego wyciągnąć jakieś wnioski :)
      Lubię generalne porządki, ale niestety ciężko znaleźć na nie czas :(

      Usuń
  7. Wywal ten murek!! I te ohydne ukośne , małe płytki!!. Frustracja zje Tobie nerwy i zdrowie, a to nie ma ceny. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale remont zje oszczędności :) Więc tak źle, i tak niedobrze! :P Mimo wszystko tego typu niedoskonałości mieszkania nie są priorytetem. Mogą denerwować i prowokować do przewracania oczami, ale to w gruncie rzeczy detale i nie należy z ich powodu decydować się na opóźnienie realizacji marzenia, jakim jest własny dom :)

      Usuń
  8. my urządzamy się właśnie w trzecim lokum, więc mam nadzieję, że dużo błędów nie popełnimy. ale... w pierwszym mieszkaniu posłuchaliśmy rad mojego taty i nie wymieniliśmy futryn. przy starych podłogach i nierównych ścianach nie wyglądały źle. po remoncie - tragicznie, ale było już za późno.
    w drugim mieszkaniu wybraliśmy do łazienki bardzo popularne wtedy kafle z marketu budowlanego. w efekcie dziś bardzo wyraźnie widać, że łazienka jest "w trendach" z 2008 roku.
    w aktualnym domu pomalowaliśmy korytarz farbą ceramiczną benjamin moore. kolor piękny, ale zmywalność gorsza niż kilkukrotnie tańszej tikkurili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, co mówisz o farbach Benjamin Moore. Słyszałam o nich dobre opinie, ale faktycznie tylko w kontekście ciekawych kolorów, jakie mają w swojej ofercie. Przy czym nie przyszło mi do głowy, by produkt z wyższej półki mógł zawieźć pod tym względem.
      A jak się objawia ta kiepska zmywalność? Farba schodzi razem z brudem czy plamy się trzymają i niczym nie da się ich pozbyć?

      Usuń
  9. Jesteśmy z mężem na etapie remontu naszego pierwszego, własnego mieszkania! Nasze jest o połowę mniejsze (50 m2) jednak udało nam się zaplanować przestrzeń w sposób, który (mam nadzieję) będzie dla nas komfortowy.

    3 lata temu wynajęliśmy pierwsze mieszkanie, obecnie wynajmujemy drugie i na podstawie tego co przeszkadzało nam na wynajmowanych mieszkaniach planujemy to własne w taki sposób, aby nie powielać błędów. Mam nadzieję, że się to uda aczkolwiek jestem świadoma tego, że życie wszystko zweryfikuje i zapewne znajdzie się coś, co będziemy chcieli zmienić. Zwłaszcza, że potrzeby mieszkaniowe są zawsze uzależnione od aktualnej sytuacji życiowej lokatorów a dodatkowo jesteśmy dosyć mocno ograniczeni finansowo, w związku z czym wiele rzeczy o których w przeszłości mówiliśmy "gdy będziemy remontować nasze własne mieszkanie, na pewno zrobimy tak..." albo "meble do naszego mieszkania kupimy tutaj..." musiały ulec sporej zmianie... :D

    Etapy remontu i urządzania naszego mieszkania planuję na bieżąco opisywać na blogu, także zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te ograniczenia finansowe... niestety, my też mając nieograniczony budżet inaczej spojrzelibyśmy na to wnętrze :) Ale fajnie, że już swoje własne będziecie remontować :) Powodzenia! Oby jak najmniej pomyłek! :) Ale jak już się jakaś zdarzy, koniecznie opisz na blogu, żebym za parę lat nie popełniła takiej samej :P

      Usuń
  10. Doskonale rozumiem Twoją frustrację! To straszne widzieć wszystkie niedociągnięcia i nie móc ich usunąć. Niestety, taka sytuacja potrafi popsuć humor i przeszkadza w zwykłym cieszeniu się życiem. Zanim wprowadziliśmy się do siebie, mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu o dość niewysokim standardzie. Wszystko nie tak, jak bym chciała, ale dzięki temu kupiliśmy większe mieszkanie niż wstępnie planowaliśmy. Teraz powoli się urządzamy, a ja przed każdym zakupem boję się, że coś wyjdzie nie tak, chociaż od dawna mam wizję, jak to mieszkanie ma wyglądać. Teraz już sama nie wiem, czy uda nam się osiągnąć wymarzony efekt.. A i tak pewnie nie wszystko będzie idealne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzę z tego samego założenia - lepiej się chwilę przemęczyć i szybciej odłożyć pieniądze na lepsze mieszkanie na stałe :) Zwłaszcza, że drobnymi poprawkami też można dużo zdziałać :)

      Usuń
  11. ja bym zburzyla ten barek jesli juz postawilabym jedną malą sciankę barkową w miare symetrycznie do sciany, ogolnie zazdroszcze metrazu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym burzyła barek, to już by było bez żadnych ścianek barkowych. Niestety, tak jak pisałam, jest problem z podłogą... Gdyby położyć parkiet na większej części, trzeba by od razy wycyklinować całe mieszkanie. A to jednak jest trochę dużo zachodu ze wszystkim. Na pewno nie zdecydujemy się na to z dnia na dzień. I może okazać się, że szybciej się wyprowadzimy :)

      Usuń
  12. Madziu, ja trochę nie w temacie, ale rozpaczliwie szukam ratunku! Za kilka dni otwieram bistro, które sama od początku projektowałam (kwestia funduszy ofkors) i stanęłam w martwym punkcie....Wnętrze jest dla mnie za surowe, ogromne okna dają wrażenie niezagospodarowania, a duży bar przytłacza całośc :( Czy na Twoim blogu znajdę jakieś inspiracje knajpiane? Bo szukam i szukam a znaleźc nie mogę :( Proszę ratuj...
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inspiracje knajpiane... wydaje mi się, że kiedyś coś było, ale faktycznie nie było tego dużo. Przy czym zawsze mogę coś przygotować :) Podeślij może zdjęcia swojego wnętrza na maila (wnetrzazewnetrza@gmail.com), to łatwiej mi będzie czegoś poszukać :)

      Usuń
  13. Może kuchnię osobiście pokusiłabym się odnowić ale widzę, że salon (mimo, że nie widoczny) jest bardzo delikatny a ozdobne ornamenty dodają mu klasy. Może warto iść w tym kierunku?
    Jedno jest pewne - blat z płytek jest bardzo niepraktyczny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pomysł na zwiększenie funkcjonalności tej kuchni nie aż tak wielkim kosztem, ale zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie :)

      Usuń
  14. Spójrz na to z innej strony - na stare lata będzie mieli co wspominać ;) Gdy już zamieszkacie w swojej wymarzonej i dopasowanej do Was przestrzeni fajnie będzie wspomnieć te wszystkie przeciwności. My będziemy ciepło wspominać fakt że nasza " stodoła " mimo zapewnień o podłączeniu wszystkich mediów nie miała żadnego - wody, prądu czy kanalizacji.... Teraz, z perspektywy czasu jestem z nas dumna :))) Rok temu o tej porze wyrywałam włosy z głowy, a teraz już wszystko jest :)))
    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, z czasem nabiera się większego dystansu :)

      Usuń
  15. murek rzeczywiście nie wygląda za fajnie ale skoro nie możecie nic z nim zrobić trzeba go po prostu jakoś pod siebie dostosować..innego wyjścia nie widzę :)
    na pociechę powiem Ci,że moje mieszkanie a raczej piętro domu też nie jest takie jakbym chciała i raczej nie będzie bo wiadomo,że rozmieszczenia i kształtu pomieszczeń nie zmienię,cóż taki urok mieszkań/domów budowanych przez kogoś innego..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda... dlatego jak już się buduje dom, fajnie wszystko dogadać z architektem pod siebie, a nie decydować się na standardowy projekt z katalogu. Ale całe szczęście na rynku jest taki duży wybór nieruchomości, że jak już będziemy coś kupować, zdecydujemy się na wnętrze bardziej odpowiadające naszym potrzebom niż to mieszkanie :)

      Usuń
  16. Ja widzę świetne rozwiązanie dla murku :)
    A może by tak od strony salonu pomalować go farbą tablicową albo jakąś inną zmywalną i zrobić miejsce dla dzieciaków?
    Jakaś duża poducha i to miejsce jako jedyne do malowania po ścianach, dzieci to uwielbiają. A Ty nie będziesz miała problemu z innymi ścianami. :) taki maly kącik do zabaw w salonie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam :) Zwłaszcza, że mamy już farbę tablicową na murku od strony kuchni :) Chociaż doświadczenie mówi mi, że pokazanie dziecku, że można malować po ścianach nie jest dobrym pomysłem (dziecko nie rozróżnia farby tablicowej od zwykłej :P ), to jednak nie wykluczam tej opcji :) Piotrek wolałby pomalować murek tak samo jak ściany, ale może jak Lena podrośnie troszkę, to uda mi się go przekonać :)

      Usuń
    2. Taki sposób wydał mi sie najłatwiejszy i najbardziej pożyteczny. Dziecko znajomych ma takie miejsce wyznaczone i pozbyli sie problemu kolorowych ścian:)

      Usuń
    3. Może starszy jest ich maluch od Marcina? Bo my ten problem mieliśmy rok temu, a teraz już szybciej byśmy Marcinowi wyjaśnili, gdzie są granice :)
      Natomiast kolorowe ściany aż tak mi nie przeszkadzają. Jak coś - mamy jeszcze trochę farby :))

      Usuń
  17. A myśleliście, żeby na tym murku zamontować półki na książki? Zrobienie półek w takim kształcie to nie jest jakiś wielki problem chyba, a rozwiązałoby Wam to problem zarówno regału jak i murku. Tylko oczywiście dzieci ściągałyby książki - wiem, bo mam książki na regałach od samej podłogi i kiedyś średnio trzy razy w tygodniu musiałam ustawiać te z najniższych półek na nowo po spotkaniu ich z moimi dziećmi, ale po jakimś czasie się nauczyły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Półki w tym kształcie jeszcze by przeszły, ale pozostaje pytanie, co ze sztukaterią, która jest na murku i od góry, i od dołu... Nie czuję w sobie pewności, że którakolwiek z opcji będzie wyglądać dobrze, a boję się inwestować w ciemno.

      Usuń
  18. Doskonale rozumiem te Twoje narzekania. Jak szukaliśmy mieszkania do kupna to na prawdę mało było takich mieszkań, które miałyby fajny rozkład. Czasem nawet były większe, ale nigdzie nie było miejsca, żeby chociaż zabudować jakąś dużą szafę. Na szczęście udało nam się znaleźć takie, które odpowiada naszym potrzebom i na niecałych 60 m mamy 2 sypialnie, łazienkę, całkiem sporą garderobę i salon z aneksem. Ale musieliśmy oczywiście kilka rzeczy zmienić w projekcie. Na przeciwko naszego mieszkania jest blok, w którym do ok 60 m mieszkania są 4 (!) balkony. I to 3 takie maluteńkie koło siebie. Zamiast połączyć je w jeden duży taras, to architekt zaprojektował trzy malutkie koło siebie. Jak na nie patrze to zawsze się pukam w głowę, kto wymyślił taką głupotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie dziwnie :D To chociaż jeden większy i jeden mniejszy, a trzy... dziwnie :)

      Usuń
  19. Ty masz murek, ja mam okienko do wydawania posiłków pomiędzy kuchnią a aneksem jadalnym, zdecyduj sama, co gorsze ;) i też nic z nim nie zrobię, bo mieszkanie wynajmowane i nie wiem jak długo w nim pomieszkam ;)

    OdpowiedzUsuń