poniedziałek, 20 października 2014

10 powodów, przez które nie lubię szpitali

Zaledwie trzy lata temu drżałam na myśl o swoim pierwszym pobycie w szpitalu. Jako osoba, która panicznie boi się krwi, żył i ingerowania w jakiekolwiek narządy wewnętrzne, nie wyobrażałam sobie nic straszniejszego od wizyty na sali operacyjnej w roli pacjenta. 

Od tamtej pory byłam w szpitalu trzy razy i muszę przyznać, że faktycznie strach ma tylko wielkie oczy. Nie było źle! Naprawdę da się przeżyć i to w dużej mierze z uśmiechem na ustach. Szpitale mają swój specyficzny mikroklimat, któremu warto dać się porwać. To fascynujące jak podróż do egzotycznego kraju. Nawet bardziej! Nie zmienia to jednak faktu, że taki pobyt nie jest zbyt fajny, a każdy kolejny dzień dłuży się niemiłosiernie. To co mogło być intrygujące na początku, po pewnym czasie staje się uciążliwe. Kilka rzeczy szczególnie zaszło mi za skórę...
1. Wenflon
Wenflon to najstraszniejsza rzecz ze wszystkich! Jest mocowany na dzień dobry i towarzyszy ci cały czas, póki istnieją realne szanse, że może się jeszcze przydać. To uczucie zimna w ręce przy podawaniu leków... brr!

2. Czekanie
Czeka się cały czas. W izbie przyjęć na przyjęcie, potem na operację, na obchód, aż w końcu na wypis. Czeka się na lekarza, na leki, na badania, na wszystko. Jedno wielkie czekanie.

3. Godziny posiłków
Chociaż na menu szpitalne nigdy nie narzekałam, godziny posiłków zawsze mnie zaskakują. Zwłaszcza, że zazwyczaj jedzenie przyjeżdża jeszcze wcześniej niż jest zapowiedziane. Posiłki to jedyna rzecz, na którą się nie czeka. 

4. Sztućce
Każdy ma swój zestaw, o który samemu trzeba dbać. W wyposażeniu sal nie ma jednak gąbeczek ani płynu do mycia. Bzdura, drobiazg, ale gdy już użerasz się z zaschniętymi na widelcu resztkami rozgotowanego makaronu, masz na ten temat zupełnie inne zdanie.

5. Wenflon
Gdy już myślisz, że jest git, ten z pewnością o sobie przypomni. Coś ukłuje, coś zaszczypie, coś się zaczerwieni. Wenflon to przebiegła bestia. Nie można go lekceważyć.

6. Ludzie
Ludzie są wszędzie. Wszędzie i cały czas. Nie ma od nich ucieczki! Widzą cię jak śpisz, słyszą cię, gdy chowasz się w łazience. Podglądają, podsłuchują, nasłuchują, podpytują, dopytują, śledzą każdy twój krok. Pacjenci, pielęgniarki, położne, lekarze i odwiedzający. Ciągle ktoś jest obok. Pełna kontrola.

7. Niewola
Ze szpitala nie można wyjść na kilka godzin, by załatwić jakieś swoje sprawy na mieście. Jest się więźniem szpitalnego budynku. Niewola jednak objawia się nie tylko w ten fizyczny sposób. Podczas pobytu w szpitalu to inni decydują o tym, jak wygląda dzień, kiedy wstajemy i co jemy. Oczywiście możemy to trochę modyfikować, ale jednak główny schemat dnia jest odgórnie narzucony. Nic nie poradzimy.

8. Mały stolik
Ten tyci-tyci stoliczek przy łóżku od teraz pełni rolę całego naszego mieszkania. Przy nim jemy, przy nim ewentualnie pracujemy, na nim wszystko trzymamy. Niestety jego niewielka powierzchnia sprawia, że co rusz trzeba robić poważne rotacje rzeczy, które chcemy mieć aktualnie pod ręką. Może to specjalnie tak wymyślono, by pacjenci się specjalnie nie nudzili.

9. Niepewność
Niczego nie można być pewnym. Może wyniki będą dobre, a może nie. Może obchód będzie o 6, a może o 11. Może lekarz przyjdzie, a może nie. Może będzie pamiętał o badaniu, a może niekoniecznie. Może ktoś powie, jakie leki łykam, a może pozostanie to tajemnicą. Może mnie wypiszą, a może nie. Może ktoś wejdzie do sali w tym momencie, a może nie. W każdej chwili może się wydarzyć coś teoretycznie niespodziewanego, a zarazem to, co zaplanowane, może się nie odbyć, Nie znasz dnia ani godziny!

10. Wenflon
Trzy pobyty w szpitalu i trzy wenflony. Plus ten jeden, którego w końcu nie udało się założyć. 

Nie znoszę wenflonów.

Nie lubię szpitali.

Nie ma to jak w domu! Całe szczęście, jak już wiecie STĄD, zarówno ja, jak i nasza mała księżniczka, szpital mamy już za sobą! :)

25 komentarzy:

  1. Brrr. Nienawidzę szpitali, dla mnie najgorsza była chyba ta niewola... Na drugim miejscu czekanie. Wenflonu nie miałam, ale pobieranie krwi chyba 11 razy w ciągu 2 dni też nie było zbyt fajne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 11 razy... ale przecież nie ma tylu miejsc, w które można by się wkłuć! :D Swoją drogą, nie wiem jak to przeżyłam, ale tym razem jedno pobranie krwi miałam... o fuu... aż ciężko mi o tym napisać... ale z ręki pomiędzy nadgarstkiem a tym zgięciem łokcia. Obrzydlistwo... aż słabo mi się zrobiło na samą myśl o tym...

      Usuń
  2. ważne że z Księżniczką jesteście po:-) ja byłam ostatnio w poznańskim szpitalu dwa lata temu, gdy moja mała miała podejrzenie wyrostka, koczowałam przy niej na podłodze, o 5 rano przychodziła salowa myć salę i wyzywała na rodziców, że przeszkadzają....więc zbieraliśmy pośpiesznie swoje tobołki i na korytarz, z prysznica nie można było na piętrze korzystać, tylko z takiego ogólnodostępnego na parterze przy szatni...nie każdy rodzic mógł na tak długo zostawić dziecko samo...wiec zostawały chusteczki nawilżane...ok. 23 przychodziła jeszcze lekarka i tez marudziła na rodziców , że zawadzają ....w sumie mala sala pięć łóżek i pięcioro rodziców .... nie polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety szpitale dziecięce często mają bardzo niefajne standardy pod tym względem. A przecież dzieci dużo lepiej dochodzą do siebie, gdy nie muszą się dodatkowo stresować brakiem rodzica u boku. Mam nadzieję, że z roku na rok będzie coraz lepiej. I że nie będziemy musieli sami tego doświadczać :(

      Usuń
  3. ja pamiętam swój pobyt w szpitalu, jakieś półtora roku temu. Najgorsza była niewola :)) uciekałam w piżamie do pobliskiego parku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie wypady trzeba się zaopatrzyć w jakąś wyjściową piżamę! :)) Chociaż ja teraz zaczęłam swój pobyt od czarnej sukienki mini, która dotychczas służyła mi na wieczorowe wyjścia, więc w sumie czemu nie :D

      Ale nie to, że chciałam być taka elegancka w szpitalu. Chciałam ciemną - żeby nie było widać aż tak, jeśli się pobrudzi; i elastyczną - żeby łatwo się karmiło małą :) No i ta akurat najlepiej spełniała te warunki. A bez rajstop i szpilek to już zupełnie inny klimat, więc mam nadzieję, że się specjalnie nie wyróżniałam :P

      Usuń
  4. Niedawno sama miałam "epizod" w szpitalu i przede wszystkim CZEKANIE dało mi w kość. Zegar. Ile razy wpatrywałam się w jego tarczę? Z sal pooperacyjnych pamiętam tylko zegary. O każdej porze dnia i nocy, bo dni z nocami się zlewały, gdy spało się w dzień a pracowało przy dziecku w nocy, zawsze mój wzrok spoczywał na zegarze. Odmierzałam minuty do przyjścia męża, do obiadu, do wyjścia ze szpitala...itp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wiem, czy w tym szpitalu gdzieś wisiały zegary. Dbam by zawsze mieć przy sobie telefon, a nudę zabijam relacjonując wszystko ze szczegółami w wiadomościach do Piotrka. Tylko tym razem mieliśmy pewne zawirowania z operatorem i dzień przed porodem zablokowali nam karty :D Ale się zdenerwowałam! Całe szczęście, że wifi w szpitalu dobrze działało :)

      Usuń
  5. :))) Oj i mnie niedługo to wszystko czeka bo właśnie dziewiąty miesiąc rozpoczynam... Ech, też nie znoszę szpitali, wenflonów i ogólnie tej całej atmosfery. Ale cóż jakoś to będzie;)) Maleństwo przesłodkie! Gratuluję Ci serdecznie:))))

    http://www.homeonthehill.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewiąty miesiąc = największy brzuch. Ciąża jest spoko, ale dziewiąty miesiąc to już taki moment przesilenia, że nie zazdroszczę i cieszę się, że sama mam to za sobą :) Ale przynajmniej coraz bliżej do najcudowniejszego momentu, gdy zobaczysz swoje maleństwo. To chwila, która jest warta tych wszystkich niedogodności przez 9 miesięcy! :)) Wszystkiego dobrego! Trzymam kciuki, by wszystko przebiegło bezstresowo :*

      Usuń
  6. Ja byłam w szpitalu dwa razy( raz wycięcie wyrostka - leżałam na oddziale z ludźmi chorymi na raka, bo nie było miejsca; drugi raz po porodzie zarazili mnie gronkowcem) i do Twoich spostrzeżeń dodałabym jeszcze - depresja..już na oddziałach wpadałam w niezłego doła...na szczęście krótkotrwałego...tak jak piszesz w domu jest najlepiej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to masz wspomnienia nie do pozazdroszczenia... I faktycznie, szpital sprzyja takim dziwnym stanom depresyjnym. U nas niby wszystko dość bezproblemowo, ale jak współlokatorka (z tego samego dnia porodu) już wychodziła, a my zostawałyśmy na naświetlanie, to płakałam jakbym rodzinę w wypadku straciła. Głupio mi było strasznie - niektóre pacjentki mają dzieci na oddziale intensywnej terapii, nie wiadomo, czy wszystko z nimi dobrze, ale oczywiście najbardziej zapłakana byłam ja. Teraz się z siebie trochę śmieję, a i wtedy wiedziałam, że żadna tragedia nam się nie dzieje. Ale jakoś w szpitalu tak jest, że się wszystko inaczej przeżywa. Dobrze, że personel był miły i pełen zrozumienia, bo inaczej faktycznie te puste łzy mogłyby się przerodzić w coś poważniejszego.
      No ale nic! W domu najlepiej :)

      Usuń
    2. No właśnie...mi też się po wyrostku jakoś nic nie działo, a przyjechałam do domu i ryczałam dwa dni też jakbym kogoś w wypadku straciła albo umierała ;-). A mamy po porodzie mogą płakać...to ich przywilej...wszak hormony wtedy szaleją ;-)

      Usuń
  7. czekanie na wszystko jest chyba najgorsze a jeszcze bym dodała współlokatorów sali którzy też bywają różni..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różni, ale ja na szczęście jeszcze nie trafiłam na kogoś, kto by mi zaszedł za skórę :) A te wszystkie historie, które można usłyszeć... super sprawa! Na takich babskich ploteczkach czas upływa tysiąc razy szybciej! Ale to pewnie też specyficzny klimat oddziałów położniczo-ginekologicznych.

      Usuń
  8. Super post ! Że też nie pomyślałam by takiego napisać.. a byłam w szpitalu więcej razy niż Ty.. i oczywiście stwierdzam te same fakty.. wenflon..masakra..zawadza..nie wygodnie jest się umyć , bo zaraz to namoknie , a jak zaciągnie się ręcznikiem przypadkowo..aa.. czekanie najgorsze..na prawdę wszędzie trzeba czekać..tylko dlaczego.. ?! Najbardziej uśmiałam się , że wszędzie są ludzie . Nigdzie nie można się schować.. znikoma intymność..
    Gratulacje ! Piękna królewna , pewnie po mamie :) Nie wiem ile masz lat , ale wyglądasz jak nastolatka :)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety obawiam się, że jeszcze dużo szpitalnych doświadczeń przede mną, a te trzy to dopiero marny początek... W końcu całe życie przede mną! (oby!) :))
      A mam 22 lata, to żadna tajemnica :) Choć zawsze jestem oceniania na jeszcze mniej. Taki już mój urok! Podobno w związku z tym powinnam się więcej malować, ale w gruncie rzeczy mi to nie przeszkadza. Przyzwyczaiłam się :))

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę! Przyznam, że miałam duże opory przed opublikowaniem tego niewnętrzarskiego wpisu. To taki mniej bezpieczny temat... ale widzę, że pobyty w szpitalu wiążą się ze sporymi emocjami nie tylko dla mnie :)

      Usuń
  10. Najważniejsze, żeby z tego szpitala wyjść cało i zdrowo :) Czego życzę nam wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! W końcu to dla zdrowia zgadzamy się na te wszystkie wkłucia, nakłucia, cięcia i zszywania! Ale mimo wszystko trzymam kciuki, by zdrowie pozwoliło nam wszystkim cieszyć się sobą bez ingerencji lekarzy :) Tak by było najlepiej!

      Usuń
  11. No ja już panikuję przed szpitalem a termin mam na koniec marca 2015.
    Chciłam zapytać, czy łózkeczko dla córki malowałaś- jeśli tak to jaką farbą?? czy już kupiłaś zieloniutkie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zacznij myśleć o szpitalu dopiero jak z niego wyjdziesz. Wcześniej bezpieczniej jest krążyć myślami wokół innych tematów. Strach ma wielkie oczy, a też dobrze jest nie być świadomym wszystkich ewentualnych zagrożeń czy powikłań. Normalnie wszystko jest dobrze, więc po co się bez sensu stresować? :)

      A łóżeczko było zielone od początku. Niestety nie ma już go w ofercie IKEA. Zostało tylko białe i chyba w kolorze drewna, ale nie jestem pewna. A kupione było w 2011, gdy urodził się Marcin :)

      Usuń
  12. Nie dałam sobie założyć wenflonu po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? I co wtedy? U mnie by nie przeszło... operacja bez wenflonu raczej by się nie odbyła, a jednak wenflon wenflonem, fobia fobią, ale ryzykować zdrowiem dziecka to trochę nie za bardzo. Ale każdy pobyt w szpitalu ma swoją specyfikę. Jestem bardzo ciekawa min pielęgniarek/położnych, gdy odmawiasz założenia wenflonu :)

      Usuń