poniedziałek, 28 lipca 2014

Domowe pomidory

W tym roku postanowiliśmy spróbować swoich sił w domowej uprawie pomidorów. Nigdy wcześniej nie mieliśmy żadnego warzywnego ogródka, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz! Skusiły nas nasionka w supermarkecie. Nie wiedząc, czego się spodziewać, kupiliśmy od razu trzy opakowania. To była połowa marca i zupełnie nie wiedzieliśmy, czym to się może dla nas skończyć...


Ale zacznijmy od początku!
Jest marzec, kupujemy nasionka i ziemię. I nie za bardzo wiemy, co dalej. No bo jak to posadzić? Ile nasionek na doniczkę? Jak głęboko w ziemi je umieścić? Przegrzebujemy internet w poszukiwaniu wskazówek, a prawie na każdej stronie ten etap jest właściwie pominięty jako coś zupełnie oczywistego. Po przejrzeniu kilku poradników coś nam jednak w głowach zaczyna kiełkować i decydujemy się zrobić wysiew w pojemnikach po jajkach. Nie wiadomo, które nasionka wykiełkują, więc i tak trzeba będzie rozsadzać. Mają być przysypane ledwo co i dobrze podlane. Pojemniki nie wydają się wodoodporne, więc na wszelki wypadek ustawiam je na blaszce z piekarnika - nie chcę mieć powodzi na parapecie. To był dobry ruch!

Wraz z początkiem kwietnia mamy już cały las małych listków.


Kwiecień. Widzę, że pomidorom jest już bardzo ciasno. Bardzo szybko wypijają całą wodę, a ich korzenie zaczynają się plątać. Pora rozsadzać! Wzięłam wszystkie doniczki, jakie miałam w domu i zabrałam się do pracy. Nim skończyłam z pierwszym pojemnikiem na jajka, doniczki się skończyły.


Jest druga połowa kwietnia. Nie myślę o żadnych nawozach i specjalnym mikroklimacie, tylko o doniczkach, których cały czas brakuje. W ruch poszły skrzynki. Na balkonie jednak wciąż jest zbyt zimno, więc wszystko tłoczy się po parapetach. Jedną skrzynkę dwa razy dopadł Marcin i wygrzebał całą zawartość na podłogę. Chyba żaden pomidor na tych zabawach nie ucierpiał. Wciąż była ich cała masa!


Jest maj. Najokazalsze krzaczki dostały własne doniczki (lub raczej dwa, trzy okazy na jedną doniczkę). Pozostałe gnieżdżą się w skrzynkach. Ale zaczynają nabierać właściwych kształtów. To już nie są tylko sadzonki. Teraz to krzaczki z prawdziwego zdarzenia. Tylko małe.


Zaczęłam podejrzewać, że idąc w ilość zamiast w jakość, nie doczekamy się żadnych owoców. Maj się kończy, a tu same liście! Na szczęście wraz z końcem miesiąca pojawiły się też pierwsze kwiatki. Potem w miejscu tych żółciutkich kwiatuszków będą pojawiać się zieloniutkie pomidorki :)




W maju pomidory wyemigrowały na balkon. Niektóre na stałe, niektóre tylko na te cieplejsze dni. Kilka krzaczków zostało w domu. Nie zauważyłam specjalnej różnicy w rozwoju pomiędzy tymi grupami, chociaż te w domu były mniej narażone na wiatry, ulewy, susze i podtopienia. Mam wrażenie, że więcej zależało od szczęścia niż od konkretnych okoliczności.

 
Na przykład skrzynka ze zdjęcia powyżej zawierała największe i najpiękniejsze krzaczki. Silne, wytrzymałe, zielone, z pięknymi liśćmi i bukietami kwiatków. Zaczęły pojawiać się pierwsze pomidory i wszystko miało być pięknie. I było. Do czasu, gdy Marcin zabawił się w podlewanie i wszystkie krzaczki zaczęły pływać. Liście pożółkły i zaczęły usychać. Na domiar złego przyszła wielka ulewa i wszystko znowu zatonęło. W tej chwili z naszych krzaczków zostały tylko puste badyle z zielonymi pomidorami. Jestem ciekawa, czy się jeszcze zaczerwienią.


W połowie czerwca, po trzech miesiącach od posadzenia, pojawił się pierwszy zielony pomidor.



W lipcu, po miesiącu dojrzewania, pierwszy zielony pomidor zrobił się czerwony. Był pyszny! Soczysty i bardzo słodki :)


Kupiliśmy dwa rodzaje nasion - do pomidorów koktajlowych i do zwykłych. Póki co wszystkie swoim rozmiarem przypominają koktajlowe. Nie wiem, czy tylko takie nam wyrosły, czy po prostu owoce nie rosną zbyt duże. Następnym razem zadbam, by dobrze oznaczyć nasiona po posadzeniu.


W tej chwili mamy coraz więcej dojrzałych owoców. Nie liczę ich, ale ich liczba też nie oszałamia. Choć cały balkon zastawiony jest krzaczkami w przeróżnych doniczkach, donicach, pojemniczkach i skrzynkach, na zupę pomidorową zbiorów na razie nie wystarczy. Zobaczymy za miesiąc. Póki co mam satysfakcję z pierwszych domowych pomidorów i już wiem, że trzy opakowania nasionek to zdecydowanie za dużo! Za rok lepiej to sobie rozplanuję :)

A Wy jakie macie doświadczenia z pomidorami?

19 komentarzy:

  1. :D wyglądają świetnie! I jak ich dużo!! Ja mam zaledwie trzy krzaczki koktajlowe, z czego pomidorków nie za dużo. A to słońce przegrzało, a to ulewa poniszczyła a na końcu dobiły mnie dzieci zbierając jeszcze zielone owoce... Ale cóż zrobić skoro takie zadowolone z siebie były? Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin też ze dwa zerwał przed czasem, ale on akurat niechcący, wymachując grabkami na wszystkie strony :)

      Usuń
  2. super! u mnie pomidory są każdego lata, takie małe, koktajlowe. nie mam jednak tyle cierpliwości co Ty i wysiewam wiosną od razu do ziemi, tzn. dużej doniczki którą trzymam w ogrodzie. sieje byle jak i zawsze coś tam wyrośnie :) choć przyznam, że w tym roku jakoś mniej i blade te pomidory wyszły. próbowałam też z papryką ale się nie udało...
    fajnie jeść z własnego ogródka/doniczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzieliliśmy się krzaczkami z rodziną i najładniej rosną te w wielkiej donicy w ogrodzie u teściów :) My ogrodu nie mamy, ale w przyszłym roku też zadbamy o jeszcze większą doniczkę niż te, które teraz mamy! I chyba muszę wziąć z Ciebie przykład, bo jak sadzę nasionka pojedynczo, to potem mi szkoda każdego, nawet najmniejszego krzaczka :) Nie umiem się ich pozbyć, póki jeszcze żyją, nawet jeśli już widzę, że żadnych owoców z nich nie będzie.

      Usuń
  3. Gratuluję! Nie ma nic piękniejszego niż zasadzić nasionko a potem zbierać owoce...i to się tyczy do różnych obszarów życia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że każdy powinien tego doświadczyć bo w tym wirtualnym świecie uprawa to kosmos :) w zeszłym roku miałam pomidorową inwazję - dokładnie te same spostrzeżenia co Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że nie jestem w tym doświadczeniu pomidorowej inwazji sama :))

      Usuń
  5. Pięknie opisałaś krok po kroku jak to było:) Mnóstwo pracy włożyłaś w nie, teraz cieszą :) W lutym już zaplanowałam, że chcę mieć pomidorki na balkonie. Skusiłam się jednak na kupienie gotowych sadzonek na targu. Wybrałam dwa koktajlowe i dwa malinowe- nazwy nie pamiętam :( Wszystkie podobno miały wytrzymać w donicy na balkonie. Po zimnej zośce przesadziłam sadzonki do donicy i wyniosłam na balkon. Duże krzaczki, pełne owoców, powoli dojrzewają. W maju jak tylko kwiat zaczął kwitnąć od razu się zasuszał, nie wiedziałam co się dzieje i ograniczyłam podlewanie, pomogło. Jestem dopiero po pierwszych zbiorach, koktajlowe dojrzewają, na malinowe trzeba będzie poczekać. Rosną w siłę :) W przyszłym roku pokuszę się jeszcze o ogórki :)
    Pozdrawiam
    Kasia
    Kasmatka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakup sadzonek to dobry pomysł! W tym roku też chciałam kupić, na próbę dla porównania, ale akurat nigdzie nie było! Może za rok będę miała więcej szczęścia :)

      Usuń
  6. Podziwiam! Ale taki domowy pomidor to nagroda za ciężką pracę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też spróbuj w przyszłym roku :) Marcin baaardzo pomagał przy sadzeniu :) On wypełniał pojemniczki ziemią, ja dorzucałam nasionka. Choć gdybym pracowała sama, miałabym potem mniej sprzątania, i tak jestem z niego bardzo dumna :)

      Usuń
  7. polecam pomidory malinowe, domowe najlepsze! Mój tata od lat hoduje pomidory, w tym roku pomagając mu dowiedziałam się, że obrywanie "dziczek" (bocznych gałęzi) pomaga. Tzn. zostawiamy jeden główny pęd, wtedy roślina ma mniej do odżywiania i owoce rosną większe. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym słyszałam :) Tak samo warto obrywać dolne liście.

      Usuń
  8. A my też mamy w tym roku własne pomidorki. Jestem bardzo zadowolona zwłaszcza z tych minaturek, które sa obsypane tyloma małymi pomiodorkami! Na każdym krzaczku jest ich po kilkadziesiąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkadziesiąt! Ładnie :) Mam nadzieję, że za rok też będziemy mieć takie imponujące zbiory :)

      Usuń
  9. U mnie podobnie jak u mojej przedmówczyni. Co prawda ciężko było ochronić wątłe krzaczki przed niszczycielską działalnością psa, ale udało sie. Pomidorki sherry rosną jak szalone w ogromnych ilościach i już zaczynają dojrzewać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! My nie mamy zwierząt, a dziecku jednak łatwiej wytłumaczyć, że czegoś nie wolno robić :)

      Usuń
  10. U mnie nie obejdzie się bez pomidorków w domu, wszyscy je uwielbiają :)

    OdpowiedzUsuń