środa, 16 kwietnia 2014

Żłobek Szkrabiki

Muszę podzielić się z Wami moimi wrażeniami związanymi ze żłobkiem, do którego wysłaliśmy Marcina. Gdy jesienią przyszliśmy tam po raz pierwszy, do głowy by mi nie przyszło, że wszystko potoczy się w taki sposób. 

Ci z Was, którzy nie mają dzieci, pewnie nie do końca potrafią sobie wyobrazić, jakie emocje wiążą się z taki wydarzeniem, jak wysłanie dziecka do żłobka. Takie małe dwuletnie Robaczki nie lubią się rozstawać z rodzicami, a i rodzice są pełni obaw, czy nie robią w ten sposób dziecku krzywdy. Gdy widzisz zalaną łzami buzię swojego małego Słoneczka, sama masz ochotę się rozpłakać. Ale musisz się uśmiechnąć i spróbować przekonać dziecko, że będzie super. Nawet, jeśli sama w to nie wierzysz.


Przypominają się wszystkie najgorsze wiadomości o opiekunkach bijących dzieci i przywiązujących dzidziusie do łóżek. Przychodzą do głowy pomysły, czy nie zainwestować w sprzęt szpiegowski, byle tylko upewnić się, że dziecko jest bezpieczne. Czemu płacze? Może nie umie inaczej powiedzieć, że coś jest nie tak? Wybierasz żłobek, który wydaje Ci się najlepszy. Przychodzisz, rozmawiasz z opiekunkami... ale może mylisz się w ich ocenie? To naprawdę bardzo trudny czas.

Mijają dni, tygodnie. Marcin w końcu przyzwyczaił się do opiekunek. Przestał płakać, gdy go odprowadzaliśmy. Wszystko zaczęło się układać. Do czasu.

Gdy Marcin wrócił do żłobka po tygodniowej nieobecności, przywitały go nowe opiekunki. Minęły dwa miesiące, dopiero co polubił te poprzednie, a tu zmiana. Reakcja - oczywiście płacz. Cała procedura przyzwyczajania od nowa. Marcin płacze, serce płacze, a opiekunki zmieniały się czasem z dnia na dzień. "Dzień próbny" wystawiał na próbę przede wszystkim nerwy małych dzieci.

Na szczęście jeszcze wtedy Marcin chodził do żłobka na pół etatu. Kolejny problem pojawił się, gdy od stycznia musiał zostawać tam jak inne dzieci, na cały dzień. Gdy wracaliśmy do domu, Marcin był taki rozbrykany, że nie mógł zasnąć do drugiej w nocy. Za to rano nie mogliśmy go dobudzić. W efekcie szedł zmęczony do żłobka, tam koło południa szedł spać i spał do oporu. A w domu wieczorem znowu nie mógł zasnąć. Małe dzidziusie potrzebują więcej snu niż Marcin, który często wtedy w ciągu dnia już nie spał wcale. Zgłaszaliśmy ten problem. Kilkukrotnie. Szefowa żłobka nie zgodziła się, by Marcin nie spał wcale, ale miał spać krócej, tylko godzinę. I nigdy miał nie spać po godzinie 14. Im później się obudzi, tym później w nocy pójdzie spać. Tak się umówiliśmy i czekaliśmy na efekty.

W międzyczasie zaczęliśmy też podejrzewać, że dzieci przestały wychodzić na spacery. Zima zimą, ale w tym roku było wyjątkowo ładnie i ciepło. A dzieci muszą się wybiegać. Ile można siedzieć w jednej sali? Szefowa zapewniała, że wychodzą, jak tylko jest ładna pogoda.

Mijały tygodnie. Jedna opiekunka była na stałe, pozostałe się zmieniały. Marcin dalej płakał. Wciąż chodził późno spać, choć już nie o drugiej, tylko koło północy. W weekendy nie mieliśmy tego problemu. Buty i czapka zawsze były dokładnie tak, jak je zostawialiśmy. Wątpliwości rosły.

Aż pewnego razu...

Aż pewnego razu skończyliśmy pracę w środku dnia. Oczywiście pojechaliśmy po Marcina. Wchodzimy, dochodzi 14. W żłobku pusto. Po chwili przyszła zdziwiona opiekunka. Tłumaczy, że Marcin śpi. "W porządku, i tak dochodzi 14. Proszę go obudzić.". Zdziwiona mina opiekunki nie pozostawiła nam żadnych złudzeń - mimo ustaleń z szefową, Marcin dalej spał do oporu. Zabraliśmy go na spacer. Wieczorem zasnął bez problemu.


To był piękny słoneczny tydzień, w którym czuło się nadchodzącą wiosnę. Czapki poszły w zapomnienie. Chciało się rzucić wszystko i wyjść z domu. Najpiękniejsza pogoda, jaką można sobie zamarzyć. 

Następnego dnia znowu skończyliśmy wcześniej. Słońce świeciło, 14 minęła pół godziny temu, wchodzimy do żłobka. Znowu pusto. Dzieci śpią. 
- Czemu Marcin jeszcze śpi? Przecież już po 14. 
- No... myślałam, że państwo przyjdą później... 
Brak słów. Zdenerwowani, czekając na Marcina, postanowiliśmy jeszcze zapytać o spacer. Pytanie zamiast rozładować atmosferę, tylko ją zaogniło. Opiekunka wbiła oczy w ziemię. 
- No... nie było spaceru. 
Najpiękniejsza pogoda, jaką można sobie wymarzyć. Dzieci w żłobku tylko trójka. Czemu nie było spaceru? Przecież szefowa mówiła, że wychodzą zawsze, jak jest ładna pogoda. Czyżby kłamała?
- To kiedy ostatni raz byliście na spacerze? Na jesieni?! 
- No... ja tu tylko pracuję!

Gdy wypisywaliśmy Marcina ze Szkrabików, szef również nie zaprotestował, gdy skarżyliśmy się na brak spacerów. Zamiast "nieprawda, dzieci wychodzą!", usłyszeliśmy "gdy jakieś dziecko przechodzi okres adaptacyjny, to nie ma jak wyjść z grupą na podwórko". Fajnie. Szkoda, że te okresy adaptacyjne trwają cały czas!

W tym miesiącu zwolnili znowu opiekunkę, która pracowała tu najdłużej, bo od grudnia. Co rusz pojawiają się nowe na "dni próby". Ale to już nie nasze zmartwienie. Od maja Marcin będzie bawił się gdzie indziej. Gdzieś, gdzie dzieci właścicieli żłobka nie będą się narzucały. Gdzieś, gdzie będzie wychodził regularnie na dwór. W domu. Z opiekunką, która zadba o wszystkie jego potrzeby. Szkoda mi tylko pozostałych dzieci, które nie mówią, nie śmieją się, nie tryskają życiem. Ciekawe, w jaki sposób ich rodzice są oszukiwani.


W wielu żłobkach są obecnie zamontowane kamery online. Wiele żłobków kładzie duży nacisk na dobre relacje z rodzicami. Opiekunki informują o postępach dzieci, dzielą się swoimi uwagami. Szukajcie takich miejsc. Bo Szkrabiki na warszawskim Ursynowie zdecydowanie odradzam.

36 komentarzy:

  1. Magda, ty takich rzeczy nie wypisuj, bo mnie to niedługo czeka.. Oby jak najpóźniej, cholerka... Trzymam kciuki, żeby z opiekunka w domu było lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodsze dzieci czasem lepiej znoszą rozstanie. Okolice drugiego roku życia są najgorsze. Choć pamiętam, jak sama płakałam, gdy szłam pierwszy raz do przedszkola... To trudny moment. Ale jak jest dobry żłobek, dziecko się przyzwyczaja, tuli się do opiekunek i jest już lepiej :) Grunt, by wierzyć swojej intuicji. My pierwsze oznaki niepokoju mieliśmy już w listopadzie, gdy zaproponowaliśmy opiekunkom, by nie mówiły do nas per pan/pani. Były naprawdę przerażone tą propozycją. "Bo szefostwo nie pozwala". Sami proponujemy, więc w czym problem? To czuć, gdy atmosfera jest niewłaściwa. Nie ma co czekać na dowody. Warto w takich chwilach zaufać sobie. Gdybyśmy wtedy zmienili placówkę, zaoszczędzilibyśmy Marcinowi dużo nerwów. Ale cóż... człowiek uczy się na błędach.

      Usuń
  2. Czytam Twojego bloga , a nie wiedziałam , że masz dziecko i ze zdziwieniem czytam.. wyglądasz na nastolatkę :)
    Do rzeczy : z tymi opiekunkami to możliwe że jest tak : biorą je na staż (6 miesięcy , stażystka ma za to jakieś pieniądze , ale pracodawca również ) , później muszą zatrudnić na 3 miesiące na cały etat lub pół (taka weszła ustawa) . Sama szukałam miejsca na staż , więc wiem jak to wygląda . Kiedyś pracodawcy mogli przyjmować ludzi na staż "bez zatrudnienia" to w ogóle było wykorzystywanie..bo nie musieli zatrudniać ..

    OdpowiedzUsuń
  3. To poruszajace...:-( Przykre, ze dorosli potrafia traktowac w taki sposob male dzieci. Dopoki takie placowki beda prowadzone przez osoby nastawione na zysk i " dotacje", bez zaangazowania emocjonalnego - lepiej nie bedzie:-S Kochani, obserwujmy nasze dzieci! To, w jaki sposob reaguja na osoby, z ktorymi maja kontakt. Stres w tym wieku moze uczynic wiele zlego... Ciesze sie, ze masz odwage pisac o konkretnym miejscu. Mam nadzieje, ze teraz bedzie u Was tylko lepiej;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany... strasznie mi przykro, że Was to spotkało i że za taką nieuczciwość zwykle płacą takie malutkie dzieci:( Mam nadzieję, że Wasz Marcin szybko o tym zapomni. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej wspolczuje. Ja mieszkam we Francji i zlobki tutaj to pozadek dziennych juz dla kilko iesiecznych maluszkow (macierzynskie trwa tylko 3 miesiace :( ). Dzieci mimo pochmurnej poody zawsze wychodza na dwor, wiadomo, ze jest troszke cieplej niz w Polsce, ale to niczego nie tlumaczy. Wazne jest spedzanie czasu na swiezym powietrzu. Rytm w zlobkach jest bardzo reguralny i dzieci juz od najmlodszych miesiecy sa jemu podporzadkowane...

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Marcin... złość mnie bierze, jak słyszę o takich akcjach. Nie wiem, co bym zrobiła na Waszym miejscu. Mam nadzieję, że nowa opiekunka to będzie strzał w dziesiątkę, że Marcin będzie szczęśliwy, że się wyhasa na spacerach i będzie Wa zasypiał o 8 wieczorem :) Pozdrawiam Was ciepło, radosnych Świąt dla całej trójki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedny Marcin :( Szkoda, ze nie napisałaś wcześniej, mam dla Wiki świetne przedszkole, a Marcin jest przecież z tego samego rocznika...Byliby razem w grupie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego samego rocznika, ale jednak Marcin jest rok młodszy :) Dopiero teraz zaczyna dojrzewać do przedszkola. Poza tym zależy nam na dogodnej lokalizacji. Często mamy możliwość odebrać Marcina przed czasem, więc gdy zostaje np. na 4h, nie opłaca się jechać po niego godzinę w jedną stronę na drugi koniec miasta. A Szkrabiki mieliśmy przed przeprowadzką ok. 300 metrów od domu. A teraz już w ogóle będzie blisko, tak że bliżej się nie da :)

      Usuń
  8. Okropny żłobek!! I fajnie ze o tym napisałaś, może kogoś uchronisz przed wielkim nieporozumieniem, jakim jest tamto miejsce... Dla mnie jak chyba dla każdego rodzica kwestia żłobka to trudny temat, budzący wiele wątpliwości. Na szczęście jednak dobrze trafiliśmy i nie mamy zastrzeżeń. Jedynie do kosztów, bo to żłobek prywatny:/ Jeszcze przede mną wysłanie młodszego dziecka razem ze starszym bratem, ale wciąż mam obawy jak sobie tam poradzi, dlatego poczekam aż córa będzie miała 2 latka...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten zlobek jest okropny!! Wiem bo pracowalam tam az dwa tygodnie i zostalam zwolniona bezpodstawnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa tygodnie... no właśnie! :( a tak częsta zmiana opiekunek zdecydowanie nie wpływa dobrze na maluchy.

      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  11. Madziu kochana dużo by tutaj opowiadać. Jeśli chcesz mogę opisać całą sytuację związaną z tym właśnie żłobkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie poznam Twoją historię! Jeśli możesz, to napisz proszę.

      Usuń
  12. Kłamiąc nie mieszaj do tego swojego dziecka,ponieważ korzystam z tego żłobka i takie sytucje mi się nie zdarzały.
    Plujesz na własne dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kłamię, a z moim dzieckiem jest wszystko w porządku. To, że inni rodzice mogli nie zauważyć pewnych uchybień, to nie znaczy, że nie mają one miejsca. Częsta zmiana opiekunek w okresie, kiedy do żłobka uczęszczał nasz syn, jest akurat faktem. Faktem jest również, że dziećmi zajmowały się osoby bez doświadczenia i bez wykształcenia. Czy właściciele żłobka cały czas kontrolowali ich postępowanie, mając na głowie jednocześnie dwójkę swoich dzieci? Czy można być pewnym, że te nowe opiekunki wypełniały swoje obowiązki rzetelnie i we właściwy sposób? Nie można. Rodzice nie widzą, co się dzieje w żłobku, gdy za dzieckiem zamkną się drzwi. Taki maluch sam w domu nie opowie, czy nikt nie zabrał mu talerza jeszcze w trakcie jedzenia, czy na pewno miał umyte ząbki, czy faktycznie ktoś się z nim bawił, czy tylko sam snuł się po pokoju cały dzień.

      Usuń
  13. Blondynka? Ja nie jestem blondynką! Więc mogę opowiedzieć moją historię

    OdpowiedzUsuń
  14. Mieszkałam w Warszawie przez pewien czas. Jestem po studiach z Pedagogiki. Mam tytuł magistra. Na internecie znalazłam ogłoszenie, iż poszukiwana jest opiekunka do żłobka. W ten sam dzień zadzwonił do mnie Pan. Od razu zaproponował, że zatrudni mnie na tydzień dni próbnych. Po jednym dniu dyrektor zaproponował mi umowę zlecenie. Razem ze mną została zatrudniona inna dziewczyna . Blondynka, bo wiem, że ktoś pytał czy ja jestem blondynką. Miałam mieć umowę do końca grudnia. Nie odpowiadała mi jedna rzecz. Na umowie pisało, że będę miała pensję w kwocie 400 złotych. W rozmowie Pan stwierdził, że będziemy otrzymywać 400 złotych na konto, a resztę do ręki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reszta do ręki... już o tym wcześniej słyszałam. Słabo, zwłaszcza jeśli to stały zabieg dotyczący wszystkich zatrudnionych.

      Usuń
  15. Pewnego dnia przychodząc do pracy zostałam zwolniona z dnia na dzień. Dostałam wypowiedzenie bez podania konkretnego powodu. Nie znam go do dnia dzisiejszego. Widziałam różne rzeczy. Zostałam zwolniona pod pretekstem, że nie mam kwalifikacji. NIe mam? majac tytul magistra . A pracuje dziewczyna bez przygotowania pedagogicznego. POnadto dzieciom mowiono, że jadły ostatni posiłek o godzinie 16. Nie prawda! Sprawa trafiłą do sadu a ja czekam na of=dszkodowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to "dzieciom mówiono"? Czy może chodzi o rodziców? Przecież dzieci w tym wieku nie znają się na godzinach. A o której godzinie dzieci jadły?

      Usuń
  16. RODZICOM. Przepraszam musiałam się pomylić. Ostatni raz dzieci jadały często około godziny 13. Zdziwieni rodzice odbierając dziecko ze żłobka pytali czy dziecko w ogóle coś jada będąc w żłobku,bo wraca do domu i jest cały czas głodne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin też był bardzo głodny po powrocie do domu. Rety... ręce opadają ;(

      Usuń
  17. Za parę dni mam rozprawę. Zobaczymy co będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak rozprawa? Może możemy jakoś pomóc?

      Usuń
  18. Rozprawę mam w środę dopiero. Nie wiem co będzie. Zastanawia mnie jedna rzecz.. Czy może w pracy być monitoring jeśli pracownicy o tym nie wiedzą? również w toaletach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie... a w toalecie to już na pewno nie. Przecież to wejście w strefę intymną. Ale szkrabiki miały monitoring?

      Usuń
  19. Madziu bardzo dziwna sytuacja. Ja żadnego monitoringu nie widziałam. W dniu kiedy zostałam zwolniona z pracy szef stwierdził, że w pracy był monitoring pracowników. Że niby popełniłam jakiś błąd. Gdy poprosiłam o wskazanie mi błędów w pracy na monitoringu zaczął się migać. Dziwna sprawa...Poza tym stwierdził, że w toalecie był monitoring. Że czesto chodziłam siku, wymiotowałam więc jestemw ciąży... Owszem byłam, ale czy to powód zwolnienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale paranoja z tymi szkrabikami... Daj znać po rozprawie. Jakby potrzebne były jakieś dodatkowe zeznania, służę pomocą :)

      Usuń
  20. Madziu to mam ciekawe informacje dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakie? jak coś, to mój mail: wnetrzazewnetrza@gmail.com

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Nie życzę sobie obrażania osób tu obecnych w związku z czym kasuję powyższy komentarz. Proszę jedynie o merytoryczne uwagi i dzielenie się swoimi doświadczeniami.

      Usuń