środa, 2 kwietnia 2014

Estonia cz. 2


Ten post miał pojawić się w poniedziałek. Nie wyszło. Dlaczego? Powiem Wam ku przestrodze. Połowa zdjęć z wyjazdu, które trzymamy na naszym domowym dysku, okazała się wadliwa. Coś musiało się popsuć przy kopiowaniu i choć miniaturki były poprawne, nie dało się otworzyć plików. Normalnie nie do odzyskania! Całe szczęście, że przechowujemy rodzinne galerie w kilku kopiach! Parę lat temu zgrałam wszystko na płyty. Dzięki temu fotografie udało się uratować. Ponieważ jednak w dzisiejszych czasach laptopy często nie mają już stacji płyt, cały zabieg kopiowania zdjęć musiał chwilę zająć. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Przy okazji moja rada od serca - jeśli trzymacie swoje zdjęcia tylko w jednym miejscu, skopiujcie je gdzieś. Zewnętrzny dysk, jakaś przestrzeń w sieci, drugi komputer, płyty, usb - każde miejsce jest dobre, by mieć kopię najważniejszych wspomnień. Gdy coś się psuje, można kupić drugie, często identyczne. Natomiast zdjęć nigdy nie powtórzymy. Nigdy już nie będą takie same. Tak jak nasze wspomnienia.

Skoro już o wspominaniu mowa, zapraszam Was na Saaremę, największą estońską wyspę!

Jakby ktoś miał wątpliwości, jak wygląda Saarema i gdzie się znajduje jej stolica, proszę zerknąć na mapę :)

Kuressaare, 15 tysięcy mieszkańców i mnóstwo zieleni.

Zamek otoczony fosą.

Widzicie dzikie tłumy turystów, którzy uniemożliwiają zrobienie pamiątkowego zdjęcia? Nie? No właśnie!

Porządek, ład i harmonia.


To nie jest wybitne zdjęcie, ale spójrzcie na uliczkę w tle. Widzicie banery reklamowe? Ja też nie! Estonia ma bardzo dobrze skonstruowane prawo, dzięki któremu żyją w ładzie. 

Koniec tego łażenia po mieście! Idziemy na plażę :)

Niebieski horyzont i delikatny wiatr - plaża musi być blisko.

I jesteśmy!
Piękny piasek (jak na polskim wybrzeżu) i dylemat - gdzie przysiąść? W zasięgu wzroku plażują tylko dwie inne rodziny...

Biegniemy do wody. Na horyzoncie widać jedną z ponad 1500 wysp Estonii.

Tego dnia nie planowaliśmy plażowania, więc nie wzięliśmy strojów kąpielowych.
Mimo to możemy iść w głąb morza hen, hen.... Jest ciepło i płytko. Wakacyjnie.

Tym miłym akcentem kończę moją estońską serię postów. Już wkrótce pokażę Wam piękne wnętrze warszawskiej kawalerki, a póki co wracam do podlewania naszych sadzonek pomidorów :)
Trzymajcie się ciepło!



9 komentarzy:

  1. jka tam ładnie :) kiedys się wybiore , masz swoje sadzonki to fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że doczekamy się pomidorów :) W zeszłym roku kolega wrzucał zdjęcia swojej balkonowej hodowli i też nam się podobna zamarzyła :)

      Usuń
  2. piękny kraj i zadbany, co widać na zdjęciach, miłego dnia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. To prawda! Panuje tam cudowna atmosfera wypoczynku, której tak bardzo mi brakuje w popularnych kurortach.

      Usuń
  4. Chciałabym być już na plaży...;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajna fotorelacja ;) cudnie spędziliście czas ;)))))) gdzie kolejna podróż kochani

    OdpowiedzUsuń