piątek, 18 stycznia 2013

Za Żelazną Bramą

Miejsce, które chcę Wam dzisiaj pokazać, zdecydowanie nie należy do tych najpiękniejszych. Choć zajmuje olbrzymią przestrzeń w samym centrum naszej stolicy, nikt nie zwraca na nie uwagi. Turyści czasem zapuszczają się w ten region, by znaleźć zabytkową Halę Mirowską bądź tablice świadczące o tym, że znajdowało się tu Getto Żydowskie. Jednak tych wielkich szarych bloków zwyczajnie się nie zauważa. Jeśli ktoś o nich mówi, to w kontekście wyburzenia 'szkaradnych pamiątek PRLu'. 

Osiedle za Żelazną Bramą, bo o nim mowa, zostało ukończone na początku lat siedemdziesiątych. Wykonane w technologii monolitycznych betonowych odlewów. W każdym z 15-piętrowych budynków znajduje się 300 lub 420 mieszkań o powierzchni od 27 m2 do 57 m2. 

Czemu o tym piszę? Chciałabym przedstawić Wam trochę inne spojrzenie na tego typu architekturę. Nie tylko przez pryzmat jakości mieszkań, ale też z szerszej perspektywy urbanistycznej. Poniżej fragmenty rozmowy Agnieszki Kowalskiej z Grzegorzem Piątkiem, krytykiem i historykiem architektury.

bryla.gazetadom.pl

Grzegorz Piątak: "Warszawa miała przed wojną jeden z najgorszych w Europie współczynników gęstości zabudowy i zaludnienia - 10 tys. osób na kilometr kwadratowy. Wiele osób dzieliło to samo łóżko, ktoś spał na nim w dzień, a ktoś w nocy. Nikodem Dyzma tak zaczynał, dzielił łóżko z prostytutką. Dla porównania - dziś gęstość zaludnienia w Warszawie wynosi około 3 tys. osób na kilometr kwadratowy."
"[...] to był akurat jeden z tych fragmentów Warszawy, po których nie ma co płakać. W "Ludziach bezdomnych" jest piękny opis tego, jak doktor Judym przemierza ulicę Krochmalną. Czytamy o całej tej ciasnocie, biedzie i wyziewach, które wydobywały się z każdego kąta. Również architektonicznie tam wielkich skarbów nie było. A to, co rzeczywiście miało jakąś wartość, zostało zachowane. Można porównać ten fragment miasta do wielkiego modernistycznego apartamentu, do którego wstawiono starannie dobrane bibeloty, bo mamy te bloki i pomiędzy nimi rozrzucone Hale Mirowskie, synagogę, kościół św. Karola Boromeusza."

bryla.gazetadom.pl

"Założenia były takie, żeby zabudowa była wysoka, ale budynki stały daleko od siebie. Tak, żeby jak najwięcej ludzi mogło się cieszyć dalekimi widokami i zielenią za oknem. Poza tym właśnie to wyeksponowanie zabytków czy - jak to pisano po modernistycznemu - "oczyszczenie z ruder", które je zasłaniały, przygniatały. Wreszcie - rozdzielenie ruchu pieszego od kołowego. Żeby dziecko było w bezpiecznej odległości od domu i nie musiało przekraczać żadnych ruchliwych ulic, żeby się dostać na huśtawki czy wrócić ze szkoły. Są też tereny rekreacyjne pod samym domem - wielkie ogrodzone place zabaw."


bryla.gazetadom.pl

Agnieszka Kowalska: "A jak oceniasz same mieszkania Za Żelazną Bramą?"
Grzegorz Piątak: "Są ciasne, to fakt, ale bardzo starannie zaprojektowane. Wydaje się, że to osiedle i te mieszkania dopiero teraz znalazły swoje właściwe zastosowanie. Przez lata były nienawidzone, bo gnieździły się tam całe rodziny. Dziś wiele z nich zajmują single, studenci, ludzie starsi, od których dzieci i wnuki już się wyprowadziły, albo ludzie, którzy przyjeżdżają do Warszawy do pierwszej pracy.
To bardzo dobrze widać w filmie austriackiej artystki Heidrun Holzfeind o Żelaznej Bramie. Rozmawia z mieszkańcami i właściwie oni prawie na nic się nie skarżą. Jakieś babcie mówią, że szkoda, że nie ma balkonów. A Edyta Herbuś cieszy się z tego, że mieszka w centrum, a jednak jest zielono."


bryla.gazetadom.pl

Agnieszka Kowalska: "Co się nie sprawdziło?"
Grzegorz Piątak: "Trzeba było budować coraz więcej i więcej, i te ideały ulegały wypaczeniu. Skończyło się bezmyślną produkcją kolejnych milionów mieszkań bez całej infrastruktury i zieleni, którą obiecywano, produkcją kolejnych niedokończonych dzielnic bez dbałości o to, jak się będzie w nich żyło. Jakość przeszła w ilość.
Natomiast nie starzeje się pewien etos, do którego warto wracać. Wiele idei zapisanych w Karcie ateńskiej z 1934 roku jest odświeżających, na przykład: "Interes publiczny powinien zawsze stać przed interesem prywatnym". Można powiedzieć: "No dobrze, brzmi jak dekret Bieruta". Ale czy nie zaczyna nam się odbijać czkawką drugie ekstremum? Odchył w stronę skrajnego liberalizmu i świętej własności prywatnej, kult indywidualizmu, drapieżnej konkurencyjności? Może więc warto znowu wrócić do tamtych manifestów i spróbować to wahadełko przechylić gdzieś w stronę środka?"


Całą rozmowę możecie przeczytać >> TUTAJ <<

13 komentarzy:

  1. Mieszkałam niedaleko tego osiedla i mimo swej brzydoty zawsze mnie zachwycało. Widziałam je mniej więcej w takiej perspektywie, w jakiej jest pierwsze zdjęcie w poście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie są najładniejsze te bloki, ale wszędzie jest pełno takich osiedli, które według większości "straszą" i oszpecają miasto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mieszkam daleko od Warszawy ... pierwsze zdjęcie jest niesamowite, ma w sobie tajemnicę.....

    OdpowiedzUsuń
  4. a mnie się ta zieleń tak podoba... nie widzę w tych budynkach brzydoty, pełno takich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta zieleń to chyba największy atut szarych osiedli :)

      Usuń
  5. A teraz to co budują, blok na bloku, też piękne nie są i te szkaradne płoty, małe ,,getta'', koszmar. Uwielbiam do dziś te okolice, babcię tam odwiedzam, zakupy pod Halą to przyjemność, dziś sklep z klockami Lego na parterze to skarbnica syna, kiedyś sklep z butami, którego nie lubiłam w przeciwieństwie do mamy ;) a po kwiaty to tylko pod Halę :) Oj wybiegało się tam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno kwiaty pod Halą najlepsze i najtańsze :) Ale dla mnie tam trochę nie po drodze ;) Żałuję!

      A problem ogrodzenia nowych osiedli to niestety kolejny temat rzeka... Choć może w nowych domach ściany są równe, to jednak takich wielkich terenów zielonych z PRLowskiego budownictwa nigdy raczej mieć nie będą - w końcu ta przestrzeń też kosztuje!

      Usuń
  6. Trudno mi się nie uśmiechnąć. Mieszkam w sąsiedztwie, na Elektoralnej. I chyba jednak wolę taką koncepcję, niż bloki Za Żelazną Bramą. Bywam tam ostatnio codziennie i zawsze odczuwam, że to jest swego rodzaju eksperyment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zdecydowanie można to osiedle nazwać eksperymentem :) Chociaż muszę się też zgodzić z Grzegorzem Piątakiem - dzięki temu, że to osiedle jest w ścisłym centrum miasta, że wszystkie mieszkania mają małe metraże, a przy tym ceny tam wcale są wywindowane, to idealna opcja dla młodych ludzi, którzy wciąż korzystają z dobrodziejstw środka miasta, a jeszcze nie mają gromady dzieci.
      Tak sobie teraz jeszcze myślę... chyba lepiej, żeby w centrum były takie bloki, niż gdyby postawili kilka nowoczesnych osiedli i pogrodzili je wielkimi płotami ;)
      Swoją drogą, te bloki kiedyś wyglądały trochę lepiej. Remont w latach 90 zdecydowanie ich nie upiększył. Dla przykładu - wymieniono okna na mniejsze.

      Usuń
  7. A ja mieszkam w podobnym odpowiedniku takich osiedli - Wrocław POPOWICE. Tez blokowisko, też blok na bloku... Myślę jednak,że rozmówca ma wiele racji mówiąc że te mieszkania spełniają teraz właśnie swoją rolę... Na moim osiedlu mnóstwo studentów wynajmuje mieszkania, ba! sama tu mieszkałam za czasów studenckich... I tu jak widać znalazłam swoje małe mieszkanko w którym mam te wszystkie Wnętrzne Dylematy:) Tak więc mimo wielkiej płyty, mimo niesławnej opinii - jak kocham swoje pierwsze własne eM:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawe zdjęcia. Jest w nich coś magicznego i niepokojącego zarazem.

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam Warszawę i stare zdjęcia! nie każdy tak uważa, ale blokowiska mają swoją magię :)

    OdpowiedzUsuń